Jakiś czas temu, obejrzałem kilka horrorów w ciągu jednego tygodnia - "Hellraiser", "The Thing" i dwie części "Halloween". Pierwsze filmy omówiłem już jakiś czas temu, ale zapomniałem zrobić to samo w przypadku klasyki slasherów. Należę do tej nielicznej grupy ludzi, którzy najpierw obejrzeli najnowszą część, a dopiero później zapoznali się z oryginałem. Nową część widziałem dwukrotnie - pierwszy raz, gdy robiłem podsumowanie filmów z danego roku, a drugi niedawno temu, gdy mieliśmy z dziewczyną ochotę na jakiś horror. Po pierwszym razie byłem zachwycony, przyznając mu pierwsze miejsce w moim osobistym rankingu najlepszych filmów 2018 roku. Po drugim, równie przyjemnym seansie, postanowiłem w końcu obejrzeć pierwowzór. Ten urzekł mnie w taki sposób, że następnego dnia nie czekałem do wieczora na odpowiedni klimat, tylko obejrzałem sobie kontynuację do śniadania. Sequel był dla mnie zaskakująco udany. Spodziewałem się, że ta część zapoczątkuje odcinanie kuponów od pomysłowego filmu i chciałem ją obejrzeć dla kontrastu - świetny film i beznadziejna kontynuacja. Z tego też powodu kiedyś, pewnie po nowym roku, obejrzę trzecią, a może i nawet czwartą część, ale na nich poprzestanę. Moja lista filmów "plan 2 watch" z minionych dekad jest zbyt długa i nie mam czasu na oglądanie każdej taniej kontynuacji. Wolę poświęcić te około 2 godziny na inny obraz. Aha, jeszcze jedno, widziałem te produkcje jakiś czas temu, a ostatnio obejrzałem kilka seriali, parę filmów, przez co słabiej pamiętam moje wrażenia z "Halloween". Jeśli się pomylę lub coś źle zapamiętałem, to przepraszam dociekliwych fanów.
Choć to tekst o starych filmach, to nie mogę nie wspomnieć o tym, jak doskonale i syntetycznie obie części się łączą. Można odnieść wrażenie, że zrobienie takiego sequela po latach, było pierwotnym zamysłem twórców. Mamy ten sam klimat, tego samego Michaela Myersa, obie części przedstawiają go bardzo podobnie i nie dostrzegłem jakichkolwiek różnic między kreacją jednego i drugiego Michaela. Co najwyżej ta nowsza wersja w świetny sposób uzupełnia oryginał, np. dostajemy nieco szerszy kontekst jego pierwszej zbrodni, choć już John Carpenter delikatnie zarysował, co mogło kierować młodym wówczas Myersem, gdy ten mordował swoją siostrę. Może się mylę, ale to rzuciło mi się od początku, zarówno w przypadku nowego, jak i starego filmu. Michael zabijał głównie dziewczyny. Jasne, zdarzało mi się zabić również mężczyzn lub chłopców, ale robił to wtedy, gdy albo sami mieli nieszczęście go spotkać lub mogli przerwać jego zabawę poprzez ostrzeżenie pozostałych ludzi. Czy ten morderca miał jakiś kompleks seksualny, który został wywołany przez jego siostrę? Trudno powiedzieć, mam za mało danych, by powiedzieć o tym coś więcej, aczkolwiek chyba nie jest to przypadkiem. Jeśli ta sprawa została poruszona w kolejnych częściach, to dajcie znać, a obejrzę ten film.
Film bardzo mi się spodobał z kilku powodów - przede wszystkim za świetny klimat, reżyserię, główną bohaterkę i nastrojową muzykę. Podobnie jak sequel z 2018, obraz Johna Carpentera nie epatuje krwią i brutalnością (aczkolwiek niedawna produkcja ma jej nieco więcej) oraz stawia na atmosferę grozy. Michael Myers pojawia się tu i ówdzie od początku, niepokoi Laurie i skupia uwagę widza na sobie. Początkowo się go boi, ale z czasem głównej bohaterce udziela się coś w rodzaju syndromu wyparcia - udaje, że nic nie widziała, że niepokojąco wyglądający, duży mężczyzna, to jedynie jej przywidzenie. Dopiero w finałowym akcie zdaje sobie sprawę, że zagrożenie jest realne, a konfrontacja nieunikniona. Ostatnio oglądam klasyczne horrory sprzed 30, 40 lat i widzę, jak wiele znaczą umiejętności reżysera. To truizm, bo dotyczy to wszystkiego, każdej pracy i dziedziny życia, ale zwracam na to uwagę w pełni świadomie dopiero od paru lat. Wcześniej nie przywiązywałem do tego aż takiej uwagi, jak również brakowało mi wiedzy i doświadczenia. Wracając do wcześniejszej myśli, doceniam to szczególnie po obejrzeniu "Evil Dead", czy "Hellraisera", które odstają od pierwszej części "Halloween", czy jego sequela, który został wyreżyserowany przez kogoś innego niż John Carpenter. Pomijając efekty specjalne, których nie było w filmie o święcie Amerykanów, to dzieło kultowego reżysera jest lepsze pod każdym względem od wyżej wymienionych produkcji. A tak swoją drogą, bohaterowie tej produkcji oglądają "The Thing" w telewizji. Jednakże ta wersja filmu kompletnie różni się od tego, co Amerykanie mogli później zobaczyć w kinach w 1982. Na szczególne uznanie zasługuje Jamie Lee Curtis. Gdy obejrzałem po raz pierwszy "Halloween 2018", to byłem onieśmielony jej rolą. Zdeterminowana samica Alfa, która ma jaja większe niż nie jeden facet. Mimo swojego pragnienia zemsty i olbrzymiej determinacji, to nie zatraciła jednak swojego człowieczeństwa i nadal ma w sobie pełno ciepła dla swojej córki i wnuczki. W pierwszej części jest w wieku swojej wnuczki, może parę lat starsza. Jest zwykłą licealistką, ani zbyt konserwatywną ani postępową. Ładna, szczerze dobra kobieta, która los się nieszczęśliwie połączył z mordercą. W obrazie z 1978 roku wypadła równie dobrze. Nie jest to jakieś wybitne aktorstwo, jest również mniej doświadczona z oczywistych przyczyn niż Jamie Lee Curtis z czasów, gdy kręcono najnowszą część "Halloween", ale ma więcej umiejętności od żeńskich aktorek z innych horrorów. Zapewne to również zasługa reżysera, który ją lepiej poprowadził od jej wielu koleżanek po fachu. Nie jest to poziom final girl z "Terminatora", czy Sigourney Weaver, ale na pewno umieściłbym jej w top-10 najlepszych final girl, jakie pamiętam z filmów. Swoją drogą, dajcie znać, czy chcecie taki tekst na blogu, chętnie go napiszę.
Jeśli chodzi o drugą część, to tym razem będzie naprawdę krótko. Nie dlatego, że mi się nie podobała, czy że uważam ją za słabą. Mimo, że nie reżyserował jej Carpenter, to trzyma dla mnie zaskakująco wysoki poziom. Tak jak wcześniej mówiłem, spodziewałem się że będzie to zwykłe odcinanie kuponów od popularnego filmu, próba wyłudzenia pieniędzy od fanów. Powiem więcej, można spokojnie z wyciągnąć z niej kilka pomysłów i wstawić w nieco zmienionej formie do dwóch kolejnych części. Oglądało mi się bardzo przyjemnie ten film i chętnie obejrzę trzecią część, ale dopiero za jakiś czas. Słyszałem, że prezentuje już gorszy poziom, więc wolę by moja opinia o 1 i 2 filmie się utrwaliła i dopiero wtedy się z nią zaznajomię. Co do sequeli, pierwszy z nich trafi do kina 15 października w 2021. Dwójka jest bezpośrednią kontynuacją i zaczyna się dokładnie w tym samym miejscu, gdzie skończyła się jedynka. Michael wyskakuje z okna po postrzeleniu przez swojego doktora i dalej morduje ludzi. Nie jest to może najlepszy film, ale oglądało mi się go o wiele przyjemniej niż "Evil Dead", czy "Hellraiser". Na pewno zapamiętam go ze względu na genialną scenę w szpitalu i mordowaniem pary kochanków. Moim zdaniem to najlepsza scena, w której Michael kogoś zabija. Świetnie nakręcona, z doskonałym klimatem, wykorzystywaniem dźwięku, no i całkiem fajna sceneria. Jedna z lepszych kontynuacji jakie widziałem i zastanawiam się jak wyglądałoby "Halloween" gdyby ten Pan stworzył pierwszą część.
Reasumując - genialny horror. Jeśli jeszcze nie widzieliście, to polecam nadrobić zaległości.