Tydzień przed seansem z "Gambit Królowej", obejrzałem ze swoją dziewczyną serial "Barbarians". Podobał nam się, ale dużo mniej niż ten poświęcony szachom. Czemu? Zapraszam do swojej krótkiej recenzji.
Serial opowiada o tym, jak doszło do 7-letniej wojny między Cesarstwem Rzymskim, a plemionami Germańskimi w 9 wieku naszej ery. W pierwszym sezonie widzimy, jak doszło do zjednoczenia plemion i bitwy w lesie Teutoborskim, która zapoczątkowała wyżej wspomnianą wojnę. Głównymi bohaterami są Thusnelda (córka zarządcy obozu, prawej ręki wodza), Folkwin (jej wybranek serca) i Arminiusz (syn wodza, który jako młody chłopiec trafił do Rzymu, by wychować go w cywilizowanych warunkach). Gdy Rzymianie przybywają na tereny Germańskich ludów, to te toczą między sobą spory o drobne sprawy, nie dostrzegając gigantycznego zagrożenia, jaką jest chęć dominacji oraz podboju. Nieliczni chcą im stawić opór, ale nie mają większych szans, więc poddają się i zbierają żywność oraz zwierzęta na trybut (Rzymskie określenie na haracz, myto). Na skutek kilku wydarzeń, dochodzi do zjednoczenia plemion i bitwy w lesie Teutoborskim.
Nie znam się na historii tego regionu, nie mam też żadnego pojęcia o tym, jak wówczas wyglądało życie zwykłych ludzi, więc nie wiem, czy serial jest zgodny z realiami historycznymi. O ile w przypadku "Wikingów" mam chociażby fragmentaryczną wiedzę, przez co mniej-więcej wiem, co jest fantazją twórców, a co prawdą, o tyle tutaj nie mam bladego pojęcia. Z tego, co przeczytałem w internecie, to serial jest zgodny przynajmniej z niektórymi faktami, np. dowódcą plemion Germańskich (Cherusków, Marsów, Chattów, Brukterów) był Arminiusz, do bitwy doszło, bo Rzymianie zapuścili się na ich tereny. Część wydarzeń to na pewno pomysły scenarzystów i showrunnera, ale po przeczytaniu, jak doszło do faktycznej bitwy, to nie odbiegają one tak bardzo od tego, co pokazano w serialu. W przypadku "Wikingów" łatwiej było zmienić przebieg niektórych wydarzeń, przyśpieszyć lub opóźnić to i owo, wprowadzić kilka nowych postaci lub je zmodyfikować (jak np. Rolo, który był inspirowany postacią Rolfa), tutaj jest to utrudnione ze względu na zawężenie czasu akcji. Jeśli były jakieś fantazje twórców, to nie rzucały się one tak w oczy, jak np. zbyt szybko wprowadzone kusze do powszechnego obiegu. Należy się duży plus za język łaciński, którym posługują się Rzymianie (który początkowo pomyliłem z włoskim) oraz starogermański, jakim porozumiewają się plemiona. Bohaterowie nie mogą się ze sobą porozumieć bez tłumaczy. Niby jest to oczywista oczywistość, ale twórcy niektórych filmów lub seriali za bardzo upraszczają te kwestie lub zapominają o nich po jakimś czasie.
Jeśli chodzi o postacie, to polubiłem Folkwina, Arminiusza, Thusneldę, wodza i parę innych, ale daleko im do poziomu bohaerów z "Wikingów". Nijak się mają do Ragnara, Lagerthy, Rola, króla Ekberta, czy Ivara bez kości. Są fajni, nie odpychali mnie od serialu, ale też nie zachęcali i brakowało im charyzmy oraz umiejętności aktorskich wyżej wymienionych - ot prezentowali akceptowalny poziom. Część moich znajomych narzekała na Thusneldę (jak również internauci, przynajmniej część opinii na które trafiłem), że pewne rzeczy wychodziły jej zbyt łatwo oraz że jako jedyna potrafiła zmotywować German, którzy stchórzyli przed Rzymem. Osobiście uważam, że te słowa są trochę przesadzone. Czemu? To Netflix, więc przyzwyczaiłem się do gorszych rzeczy spod znaku poprawności politycznej, równiana kobiet do poziomu mężczyzn zamiast korzystania z ich własnych atutów etc. W przypadku tego serialu nie uderza mnie to za bardzo, bo jak powszechnie wiadomo od czasu Wojny Trojańskiej (a nawet jeszcze szybciej), mężczyzna jest w stanie zrobić bardzo wiele dla zdobycia kobiecego serca. Nawet nie musi być jej wybrankiem - kobiety posiadają różne umiejętności i wabiki, którymi umieją wlać w męskie serca równie dużo heroizmu, co charyzmatyczny przywódca jak generał Patton. Trochę manipulacji, garść kłamstw, ładny uśmiech, powiedzenie kilku miłych słów odpowiednim tonem i faceci są w stanie wiele zrobić dla kobiety.
Największa wada tego serialu, jak i w sumie jedyny powód, dla którego nie polecam tego serialu, to główne wydarzenie tego serialu, tj. tytułowa bitwa, która wypadła strasznie słabo. Walki trwały parę dni, było więcej intensywnych i krwawych starć, a tutaj potrwało to raptem parę (kilkanaście?) godzin. Pół odcinka, brawo. Ja rozumiem, że budżet nie był zbyt wysoki, ale można było przerwać bitwę jakimś epickim cliff-hangerem i wznowić ją w drugim sezonie. To byłoby o wiele ciekawsze rozwiązanie, bo ciąg dalszy byłby w takiej sytuacji nieporównywalnie bardziej intrygujący. No i można byłoby zrobić jakieś głośne otwarcie kolejnego sezonu, a tak pozostał zawód nad jej niezbyt długością i Rzymianami, którzy zostali zbyt szybko zmasakrowani.
Generalnie podobał mi się, technicznie mogę go ocenić na 7/10, ale nie polecam. Obejrzyjcie "Wikingów". Zwłaszcza pierwszy i drugi sezon, choć ten już mniej (a trzeci to już zbyt duże fantasy, ale przynajmniej nadal trzyma wysoki poziom). Są realistyczne i podobno wierne realiom historycznym. No i serial z Ragnarem jest również dostępny na Netflixie, więc nie musicie szukać w internecie "alternatywnych źródeł" w postaci torrentów.