W końcu obejrzałem jeden z najpopularniejszych seriali Amazon Prime. Zabierałem się do tego seansu przez rok, ale ciągle spychałem go na dalszy tor ze względu na brak czasu oraz inne, ważniejsze w danym momencie tytuły do omówienia. Wiedziałem, że i tak mi się spodoba, więc spokojnie czekałem na zakończenie drugiego sezonu. Teraz, gdy siedzę na kwarantannie w związku z pozytywnym testem na Covid-19 (którego na szczęście przechodzę w lekkiej wersji, więc bez obaw), to mam mnóstwo wolnego czasu i dużo seriali do nadrobienia.
Wyobraźcie sobie taką dojrzalszą, brutalniejszą wersję tytułu będącego połączeniem "Avengersów" i mangi "Boku no Hero Academia". Tym jest właśnie serial "The Boys" - brutalną, wulgarną, krwawą, czasem obsceniczną historią. Pełno w niej seksu, wulgarnych słów i żartów z korporacji, Marvela i komiksów w ogóle. Mamy tutaj Siódemkę, która jest bezpośrednim nawiązaniem do grupy Justice League i w dużo mniejszym stopniu bohaterów Marvela (mamy Wonderwoman, mix Supermana i Kapitana Ameryki, kogoś w rodzaju mixu Batmana i Black Panther, Aquamana). Widzimy ich codzienne życie, jak również wpływ na społeczeństwo, dla którego superbohaterowie są czymś normalnym. Żyją z nimi już kilka dekad, więc widzimy różne organizacje typu - grupa wsparcia dla poszkodowanych w związku z działaniami herosów, program pomocy socjalnej i psychologicznej dla bohaterów, którzy wpadli w nałogi lub traumy etc. Nie znam komiksu, na podstawie którego powstał serial, ale po tym co słyszałem u kilku video-blogerów na YouTube, to pierwszy sezon jest w miarę wierną adaptacją. A przynajmniej na taką wygląda.
Fabuła serialu rozpoczyna się dwoma wątkami - poznajemy Starlight, młodą bohaterkę z wyidealizowanym, zero-jedynkowym postrzeganiem świata, która trafia do Siódemki i jednym z jej pierwszych zadań, jest zrobienie felatio Aquamanowi. Nieco wcześniej spotykamy Hugh Campbella, który jest fanboyem super bohaterów, coś jak Izuku Midoriya z anime "Boku no Hero Academia". Wie o nich wszystko, ma pokój oblepiony ich plakatami, pełno figurek i innych gadżetów. Jest też w związku z kochającą go dziewczyną, z którą zapewne wymyślają różne plany na szczęśliwą przyszłość. No i pewnego dnia, gdy żegnał się ze swoją panną, umawiając jednocześnie na romantyczny wieczór, Flash przypierdolił w nią. Jak łatwo się domyśleć, po kochającej pani zostały tylko urwane ręce i plamy krwi na ciele Hughiego. Nieco później przychodzi do niego korporacja i mówi - "Masz tu kilka tysięcy dolarów i zamknij mordę, jeśli powiesz jak było, to skończysz jak ona". Oczywiście wprost tego nie powiedzieli, ale wydźwięk był podobny. Następnie odwiedza go William "Billy" Butcher, w którego wcielił się Karl Urban i oferuje mu możliwość zemsty na super bohaterach. Nie jestem wielkim fanem tego pana. Owszem, bardzo podobała mi się jego tytułowa rola w nowej wersji filmu "Dredd", ale poza nią nie znam go ze zbyt wielu filmów lub seriali. W "The Boys" zagrał jednak obłędnie dobrze, zarówno on, jak i jego epicka broda, która pełni rolę osobnego aktora w tym serialu i dodaje mu +1000 do bycia zajebistym. Jest to 100% samiec Alfa, człowiek którego nie brzydzi jakakolwiek przemoc i zawsze dąży do osiągnięcia celu.
Jak wielokrotnie wspominałem, czy to w tekstach o „Deadpoolu”, czy podobnych jemu filmach lub serialach, uwielbiam oglądać parodie super-bohaterów. Zwłaszcza takie z kategorią R – wówczas nie ma żadnych ograniczeń w zbyt sprośnych lub okrutnych żartach. Wiem, PG-13 pozwala wbrew pozorom na naprawdę wiele, ale nie lubię takich ograniczeń i lubię, gdy dowcip jest taki mięsisty. Miałem tego pod dostatkiem w tym serialu – mnóstwo bluzgów, krwawych scen, dość bezpośredniego pokazu siły, który odbiega od tego, co pokazują mangi typu DBZ, czy „Boku no Hero Akademia” lub kreskówki na podstawie komiksów Marvela i DC. Zwykli ludzie nie mają najmniejszych szans w starciu z herosami posiadającymi nadludzkie umiejętności i w walce bez jakichkolwiek ograniczeń, kończą jak postacie z „Mortal Kombat” po wykonaniu na nich fatality. Dodatkowo dostaliśmy mnóstwo nawiązań oraz krytycznych i szyderczych komentarzy z Marvel Cinematic Universe, korporacyjnego podejścia Disneya i im podobnych. Są to trafne spostrzeżenia, aczkolwiek wiele z nich nie jest zbyt odkrywcza, przynajmniej dla mnie. Niemniej nadrabiały swoją bezpośredniością i ostrym językiem, co raczej zadowoli ludzi nie przepadającymi za filmami z super-bohaterami w wersji Marvela-Disneya.
Nie polubiłem scenariusza tak bardzo, jak w przypadku "Dark", "Orange is the new black", czy "House of Cards", ale jestem daleki od krytyki. Podobało mi się przedstawienie super herosów oraz ich codziennych problemów, które niespecjalnie różnią się od tych dotykających zwykłych ludzi, czy raczej powinienem powiedzieć - znanych nam celebrytów. Też lubią ćpać, nie unikają też innych nałogów, mają problemy natury psychologicznej, cierpią na zbyt wysokie ego, czują się nadludźmi wobec typowych Kowalskich, Johnów, czy Smithów. Jedynie ich skala jest większa z oczywistych przyczyn. Drugi sezon mniej mi się podoba, ale jeszcze zostały mi 3, 4 odcinki, więc może zmienię zdanie.
Reasumując, "The Boys" to bardzo dobry serial, nawet jeśli niespecjalnie się lubi klimaty super-bohaterów. Nawet jeśli brzydzi Was ten gatunek, nie lubicie komiksów lub filmów, czy seriali na ich podstawie i najchętniej zrobilibyście z nim porządek, jak William Butcher, to warto go obejrzeć. Chcąc nie chcąc, amerykańscy super-bohaterowie stali się częścią również naszej popkultury. Można za nimi nie przepadać, ale negowanie lub umniejszanie ich popularności nie ma za bardzo sensu. Tak jak kiedyś był światowy boom na SW, czy DBZ, tak obecnie mieszkańcy świata uwielbiają przygody Batmana i spółki lub ich odpowiedników ze świata Marvela. W najgorszym razie będziecie czerpali dużą radość z tego, jak tytułowi Chłopcy masakrują super herosów i ujawniają ich ciemną stronę. Oceniam pierwszy sezon na mocne +8/10.