Chciałem wrzucić ten tekst już jakiś czas temu, ale miałem albo ważniejsze rzeczy do opublikowania albo zaległe. Teraz przyszła pora na mój pierwszy i prawdopodobnie jedyny materiał commentary. Przygotujcie się na dużo czytania - poruszyłem wiele tematów w tym 3-częściowym tekście. Kolejne opublikuję w tym tygodniu, jutro prawdopodobnie drugą ze względu na wolne, a 3 w piątek. Życzę miłego dnia i wolnego w środku tygodnia, bawcie się dobrze w tym szczególnym dla nas, Polaków, dniu :)! A teraz zapraszam do czytania.
W momencie zakładania tego bloga, postawiłem że będę się starał unikać dram. Prywatnie mogę nie lubić jakiś vlogerow, czy innych twórców, ale nie chcę przenosić osobistych animozji na swój fanpejdż. W tym jednym przypadku postanowiłem zrobić wyjątek. Głównie dlatego, że w moim mniemaniu, działalność pana Krzysztofa może być szkodliwa dla kilku środowisk. Nie wiem, jak wypadają jego spotkania autorskie, ale widziałem wiele jego filmików i upewniłem się, że część jego poglądów, to nie jest bynajmniej jednorazowa wpadka. W tym tekście będzie się odnosił do kilku przeze mnie wybranych. Żeby być obiektywnym, to mogę szczerze polecić jego vlogi nt. pisania. Nie są to rzeczy wybitne odkrywcze, bo o większości z nich czytałem już będąc w gimnazjum i liceum, ale to jest kompletnie nieistotne. O takich rzeczach trzeba stale przypominać, bo ludzie albo są niekonsekwentni, albo mają kiepską pamięć albo nie są systematyczni. Zebrał dużo wartościowej wiedzy, którą warto sobie przyswoić, jeśli ktoś serio myśli o zarabianiu na życie poprzez pisanie. Sam się dowiedziałem co najmniej paru rzeczy, które na pewno przydadzą mi się w rozwijaniu mojego hobby. Mogę też powiedzieć, że wraz z oglądaniem jego filmików o WoW-ie, to przekonałem się co do tego, że facet faktycznie grał parę lat w tę grę (co początkowo poddawałem w wątpliwość). Chodzi o "leczniczego" z wywiadu w 7MPZ i niewiedzę co do abonamentu. Generalnie w tym wywiadzie sprawiał wrażenie, jakby kompletnie nie ogarniał tematu. A, przy okazji, odradzam subowanie 7MPZ, bo to strasznie gówniany kanał. Mnóstwo manipulacji, niektórzy goście są ewidentnie podstawieni bo lecę do bólu ogranymi stereotypami. I to nie tylko moja opinia, ot chociażby Niebezpiecznik zaorał co najmniej jego jeden wywiad wytykając ewidentne kłamstwa. Pasza dla lemingów oglądających TVP lub TVN.
Zanim przejdę do głównej części tekstu, to jeszcze parę spraw. Linki do jego materiałów będą na dole tekstu. Będę się też odnosił do konkretnych wypowiedzi, aby było czytelniej. Zainspirowałem się tekstami koleżanki z blogu MangowyNałóg dotyczącymi Kawaii. Tekst zaczął powstawać gdzieś tak na początku lata 2019, a nawet jeszcze wcześniej. Ciągle jednak miałem ciekawsze tematy na głowie, ale skoro go zapowiedziałem na fanpeju, to postanowiłem dotrzymać słowa i go wreszcie skończyć. Postarałem się go jak najbardziej wygładzić, by różnice i powtórzenia nie rzucały się za bardzo w oczy, ale nie jestem pewny, czy uda mi się w 100%. Niestety, przy tekście typu commentary trudno uniknąć powtarzania pewnych rzeczy.
https://www.facebook.com/notes/mangowy-na%C5%82%C3%B3g/elo-witajcie-w-kawaii/478216995976426 <- tekst koleżanki
[7 metrów pod ziemią]
1:30-2:09
Zacznijmy od internetu. Wynalazku, który znacząco rozwinął i przyśpieszył rozwój Ziemian. Odkrycia, które przez lata było dostępne głównie z komputerów stacjonarnych, czy laptopów (przez co często myliło się uzależnienie od komputera lub gier z uzależnieniem od internetu), a obecnie niemal wszechobecnego. Jak mamy dobry sygnał i transfer, to możemy transmitować dowolne wydarzenie na świecie z niemal dowolnego miejsca na Ziemi. No chyba, że to jakieś odludzie, to potrzebujemy jakiegoś wzmacniacza sygnału typu nie wiem... Antena satelitarna, czy coś w ten deseń. Dużo łatwiej jest w nim znaleźć ludzi, którzy mają podobny do nas charakter, zainteresowania, światopogląd. Tyczy się to nie tylko portali społecznościowych, grup tematycznych, stron do relacji związkowych etc. ale również w grze online. To o czym mówisz w tym fragmencie, to nie jest stricte uzależnienie od gier. To prawda, te dwa światy przenikają się, mają pewne cechy wspólne (czasem nawet wiele wspólnych punktów), ale jest mnóstwo ludzi uzależnionych od internetu, nie grających w gry, za to chętnie korzystających z instagrama, photoshopa, scrollowania FB czy YT. I vice-versa - są gracze korzystający wyłącznie z messangera lub ograniczający się do biernego obserwowania wybranych nitek dyskusji lub sprawdzania e-maila. To nie jest to samo.
Uzależnienie od gier polega na oklepywaniu gier dla samych gier. Ziomki to ważny aspekt, ale nie konieczny w tym uzależnieniu. Ponieważ jeżeli przestaje grać w grę, bo opuścili go ziomkowie, to to gry nie były jego piętą Achillesa - patrz ludzie rzucający nałóg, jak odejdą kumple lub pozostający w nim nawet, gdy inni zdali sobie sprawę z istnienia problemu. Jasne, można przy okazji wpaść w uzależnienie od gier, alkoholu czy narkotyków, ale nie o tym mowa w załączonym fragmencie. W internecie chodzi bardziej o atencję, znalezienie zabawy, znalezienia kolegów do rozmowy, zdobycia wiedzy rozwiązania swoich problemów i wielu innych powodów. W graniu o sprawdzaniu siebie, swoich możliwości, ucieczki od świata realnego tudzież nieumiejętności poradzeniu sobie z nadmiarem wolnego czasu, poprawianiu swoich osiągów, solo ratingu w grach typu CS, DotA, LoL, WarCraft 3, zdobyciu najwyższego możliwego expa i poznaniu wszelkich tajnik gry (np. seria "Final Fantasy", "Wiedźmin 3: Dziki Gon" etc.). Są jeszcze inne przykłady, ale chciałem jedynie zarysować różnice.
2:09 - 3:15
Mówisz o ucieczce do świata internetu, w którym można łatwo się wyidealizować (nie do końca pasuje mi to słowo, ale nie znalazłem lepszego), zamiast tkwić w realnym życiu, gdzie jest się na gorszej pozycji. Jasna sprawa, chyba mogę powiedzieć ze spokojem, że większość nastolatków przeżyła takie coś, w ten czy inny sposób. Sam nie jestem tu wyjątkiem i doskonale rozumiem Twoje dawne podejście. Jednakże ten problem istniał od zawsze - dawniej chłopaki spędzali czas w odosobnieniu, wśród podobnych odludków lub przed książkami, radiem, pierwszymi komputerami jak ZX-Spectrum, Atari. Tak samo od zawsze byli ludzie, którzy kompletnie nie pasowali do systemu edukacji i wagarowali. Wracając do tematu, można zatracić czas przy sprzęcie, grach, książkach, czy w końcu w internecie. Jesteśmy w otoczeniu, które lubimy i akceptujemy. Jeśli jesteśmy introwertykami, to czasem preferujemy samotność lub towarzystwo wyłącznie bliskich ludzi. Oczywiście nie jest to norma i różnie się to objawia u ludzi, ale introwertycy z definicji tacy są.
Dalej mówisz o znajomych, że nie chciało Ci się do nich jeździć, poświęcać czas na przygotowania. Jasne, widać element (i to nie taki mały) uzależnienia, ale bez przesady. Można mieć trudności ze znalezieniem ziomków, ale no kurde, jak się nie ma fumfli na swojej ulicy/osiedlu, to trzeba ich sobie znaleźć. Sam za dzieciaka nieraz wolałem się bawić z chłopakami z innego osiedla i musiałem tam iść ponad kilometr dziennie. Co prawda głównie dlatego, że to znajomości z podstawówki, gimnazjum i liceum, ale dzięki mojej bytności z nimi, poznałem tam też innych obecnych znajomych. Jasne, można nie raz mieć klasę pełną dupków obu płci, ale skoro ja natrafiłem na takich ludzi znanych Ci klas, to Ty również powinieneś. Wystarczy ruszyć tyłek od komputera. Wiem, że czasem to trudne, wiem że może to zabrzmieć egoistycznie, że strefa komfortu itd. ale skoro ja znalazłem w mieście, które w czasach mej edukacji miało 11-12 tyś. mieszkańców, to w Brodnicy (obecnie mającym ze 30 tyś., zakładam że w latach '90-2000 liczyło przynajmniej 20 tys.). Jeśli chodzi o mnie, to sam zmarnotrawiłem mnóstwo czasu na kompa, anime itd. Częściowo to wynikało z mojego lenistwa i niechęci, ale na to cierpi większość ludzi. I powodem jest nie tylko lenistwo, a brak systematyczności, której powinni ich nauczyć rodzice. Jeśli rodzice tego nie zrobili, to zrobi to życie, oby jak najmniej boleśnie. Ktoś powie, że moje podejście jest bezwzględne lub zbyt chłodne i mogę się z tym zgodzić. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że sam miałem z tym problem i... no cóż, każdy musi sobie z tym sam poradzić. Life is brutal.
Od 3:15 - 4:00
Spędziłeś tysiące gier w WoWie i spłyciłeś całą grę tylko do expienia i chodzenia na raidy/bossy, by mieć lepsze przedmioty. Jasne, jest to ważny element tej gry, ale jest jeszcze chęć poznania świata (nie mówimy o jakimś koreańskim MMO z randomowym światem, a "WarCrafcie", który rozbudzał wyobraźnię graczy przez lata). Chęć poznania różnych klas postaci, niektórzy grają tylko na battle-groundsach, czy arenach. Inni w ogóle olewają możliwości, jakie daje mmo i grają, tak, jakby WoW był grą dla pojedynczego gracza. Jest też element socjalizacyjny, rozmowy, obcowania z wirtualnymi avatarami swoich kolegów z sieci lub reala. To może stanowić problem i czasem nim jest, ale często to forma spędzenia wolnego czasu z ziomkami. Kwestię problemu zaraz rozwinę.
Czy większość graczy WoWa gra za dużo? Wydaje mi się, że tak. Czy jest nie mała grupa ludzi uzależnionych od WoWa? Jak najbardziej. Czemu to robią? Powody są różne. Odrzucenie z powodów wszelakich, nie lubienie świata realnego, uwielbianie Azeroth, gdzie są kimś, a nie zwykłym, szarym człowiekiem. Mogą uciec od problemów tego świata i poczuć się lepiej. Czy jest to ułudne i prowadzi donikąd? Często tak. Sam byłem uzależniony od WoWa i Doty, LoLa, Wc3 i trochę żałuję, że poświęciłem za dużo czasu na pierdoły, ale nie żałuję czasu spędzonego z kumplami. Żałuję też tego, że mogłem poświęcić część meczy na rzecz jakiś konsolowych tytułów, czy na rozwój jakiś zainteresowań poza grami. Poznałem i zacieśniłem znajomości z wieloma wspaniałymi ludźmi i uważam, ze warto było grać w te gry dla samych kumpli, jakich poznałem. Problem z uzależnieniami od gier jest najpowszechniejszy, bo gra w nie duża grupa ludzi z problemami, więc ci zawsze mają większą tendencję do nadużycia. Byłoby podobnie, gdyby to książki były równie popularnym medium. Wydaje mi się, że dawniej tak było, bo nie było innych możliwości i można było uciec przed światem realnym tylko do książek. Różnica jest taka, że kiedyś ludzie byli zbyt zajęci przeżyciem, Problem jest taki, że dopóki samemu się tego nie zrozumie, to można mówić jak do słupa. Trzeba go dostrzec, zrozumieć go i szczerze chcieć z nim coś zrobić. Wielokrotnie się przekonałem na swoim przykładzie lub cudzym, że ludzie zwykle nie dostrzegają problemów, jakie powodują ich uzależnienia. Czasem też nie widzą samych uzależnień lub ich tak nie traktują. Wynika to z głupoty, ignorancji, chęci ucieczki od świata, a czasem po prostu człowiek wejdzie zbyt głęboko w bagno, zbagatelizuje ostrzeżenia innych i potem trudno jest mu się z tego wydostać. Filmiki takie jak Twoje wcale nie pomagają sprawie. Wręcz przeciwnie, za często sprowadzasz to do tanich komunałów, spłaszczając i parodiując ten problem. Choć większość przypadków jest do siebie podobna i z grubsza można zastosować podobne rozwiązania, to do każdego człowieka należy podchodzić indywidualnie. Z odpowiednim podejściem i zestawem argumentów, które trafią do jego mózgu i otworzą mu oczy. Zresztą, to tylko połowa drogi, po symbolicznym otwarciu oczu i dostrzeżeniu problemu, powinno się go stopniowo ograniczać, zamieniać na inne nawyki lub uciąć. W zależności od stopnia problemu, jak i typu osobowości, to już sprawa indywidualna pacjenta i jego psychologa.
Zgadzam się z tym, że natychmiastowa gratyfikacja, uczucie że jest się wśród swoich etc. powoduje, że łatwo wpadamy w bagno, niczym norka, czy inne zwierzę postrzegane jako szkodnik. Problem jest taki, że nie jest to mechanizm ograniczający się wyłącznie do gier. Większość sklepów, wszystkie duże korpo, międzynarodowe firmy, sekty, część ludzi, gry, wspomniany później przez Ciebie hazard stosują podobne metody. Nie zawsze te same, nie zawsze tak samo inwazyjne i ocierające się o manipulację (bo czasem miękkie metody bywają skuteczniejsze), ale sprowadzają się z grubsza do tego samego - uzależnienia od siebie jak najwięcej ludzi i zabierania im czasu lub ich pieniędzy. I tak będzie zawsze (a przynajmniej jeszcze baaardzo długo), bo ludzie mają głęboko w sobie zakorzenione takie schematy, a tempo życia, presja społeczna, presja rodziny i najbliższych utrudniają ich dostrzeżenie. Pomijając nawet te czynniki - my ludzie uwielbiamy się opierdzielać, bawić się, mile spędzać czas. Do tego stopnia, że potrafimy zaszkodzić własnemu organizmowi, byle tylko się nie nudzić. Jeśli to świadomy wybór i nie jest to przesadnie nadużywane (kosztem obowiązków i odpowiedzialności względem rzeczy/osób, którą na siebie przyjęliśmy), to problem nie jest taki duży. Gorzej, gdy jest to nieświadome i działamy pod cudzym wpływem, a o to nie trudno. Patrz korpo, producenci gier etc. zatrudniają do działu reklamy, marketingu i projektowania produktów psychologów, którzy wiedzą jak przyciągnąć uwagę ludzi i ich uzależnić. Nie znam tego tematu na tyle dobrze, by móc się wypowiadać z pozycji eksperta, więc ograniczę się do podania 3 przykładów. Restauracja McDonald nie bez powodu ma taką kolorystykę. Kolory czerwony i żółty, przyciągają uwagę w naturalny sposób i w równie naturalny sposób wzmacniają apetyt. Nie każdy dzieciak wiedział za młodu, czym jest ta restauracja, ale trudno znaleźć malucha, który by nie czuł się pobudzony widząc te kolory. Duże markety i sklepy z kolei, tak rozkładają swój asortyment, by klienci kupowali jak najwięcej, nawet jeśli tego nie potrzebują. Tak samo miła atmosfera, muzyka w tle - wszystko to napędza sprzedaż i powoduje, że ludzie łatwiej pozbywają się swoich pieniędzy. I przykład z twojego ulubionego WoWa - psycholodzy są zatrudniani po to, by tak zaprojektować grę, aby jak najmniej męczyła organizm. Przykład, który potwierdziłem na kilkunastu kumplach/znajomych/kolegach. Tych znanych wyłącznie przez neta (klawiaturę i komunikatory głosowe) oraz ziomkach z reala, z którymi grałem. Po kilku dobrych, w miarę wyrównanych meczach w DotA/LoLa, musiałem sobie robić przerwę na jakiś czas. Jasne, bywały dni, że siedziałem z dupą przyspawaną przed kompem, ale to była rzadkość, bo te gry męczyły mózg. Co innego WoW przed którym nieraz przesiedziałem kilka CAŁYCH dni i gdyby nie konieczność snu, by nie czuć się jak zombie następnego dnia, to siedziałbym na dupie dalej i grał.
Dlatego to zależy przede wszystkim od wychowania i tego, jak starsi i mądrzejsi wytłumaczą nam, jak działa świat i jak mogą nas wykorzystywać inni ludzie. Wytłumaczy, pokaże, a potem jeszcze raz wytłumaczy i odpowie na pytania dziecka. Nie odklepie raz, dwa razy formułkę, dziecko pokiwa główką, a i tak zrobi swoje. Also, trzeba nauczyć dziecko wartości pieniądza, czasu i tego, że są ludzie i firmy, które chcą nas oskubać z w/w.
4:47 - 5:11
Nie popieram tej metody nagród-niespodzianek, wolałbym by nie istniały (ale z innego powodu, to po prostu oszustwo) zgadzam się że jest szczególnie szkodliwa dla dzieci, ale... takie jest cholerne prawo producentów gier. Podam ekstremalny przykład, to tak jak z prawem dzieci powyżej 15 roku życia (w niektórych krajach, np. Polsce) o obcowania seksualnego, jeśli mają na to tylko ochotę. Nie wiem, jak wygląda to od strony prawnej i czy dorosły zostałby pociągnięty do odpowiedzialności karnej, ale zakładając że robiłaby to z własnej woli i nie byłaby manipulowana, to nie sądzę by jej "chłopakowi" groziły z tego tytułu jakieś konsekwencje. Przynajmniej tak rozumiem prawo, które obowiązuje w naszym kraju. Co najwyżej rodzice dziewczynki mogą zgłosić sprawę na policję lub prokuraturę (nie wiem, czy jest na to paragraf), aczkolwiek seks z 15-latką nie jest już złamaniem prawa, bo zgodnie z prawem dziewczyna może to robić. Nie oceniam tego i nie zabieram zdania, jedynie stwierdzam fakt. I oczywiście, powinno to zostać prawnie ograniczone wyłącznie do gier +18 lub +16. Nie wiem tylko, czy można to zrobić w skuteczny sposób.
5:11 - 5:58
Przyrównanie graczy gier komórkowych do nawet casualowych PC-towców, jest kompletnie błędne. To dwie różne grupy. Jasne, nic nie stoi na przeszkodzie, by zapaleni posiadacze PC czy konsolowcy grali równie gorliwie w gry na telefony, ale to tak, jakby zrównać rowerzystów do ludzi używających aut, bo poruszają się przy użyciu maszyn, a nie o własnych nogach. Rowerem dojedziesz w miejsca, gdzie nie wjedziesz autem, spalisz trochę kalorii, z kolei samochodem przewieziesz dużo rzeczy i będziesz się szybciej poruszał. Podobnie jest z grami na konsole, pc, telefony. Wszystkie gry muszą dawać jakąś frajdę, no a przynajmniej powinny, ale różnią się od siebie. Nie każdy lubi sterować za pomocą padów, trudno się na nich gra w RTS-y,, niektórzy z kolei wolą kupić jedną konsolę raz na parę lat i mieć spokój, gracze konsolowi i komputerowi czasami gardzą tymi, którzy grają na komórkach. Przy PC dochodzi jeszcze optymalizacja gry, co czasem oznacza grzebanie w opcjach, gdy nie mamy dostatecznie dobrego kompa. Na konsolach mamy natomiast pewność, że produkt odpali się w dobrej formie na każdym sprzęcie danej marki. Z kolei na komputerach stacjonarnych porobimy inne rzeczy, łatwiej będzie przeglądać internet itd. Można długimi godzinami przerzucać się zaletami poszczególnych platform do grania.
Od 5:58 - 6:30
Nie pamiętam cen do WoW-a, ale pamiętaj, że nikt cię nie zmuszał do grania w tę grę. Nie była wówczas tania, przynajmniej z perspektywy średnich zarobków i kosztów życia, ale to wina naszych zarobków. W UK/Niemczech, gdzie ludzie zarabiali wtedy ze 4-5 razy lepiej, to są śmieszne pieniądze. Odmawiasz sobie paru przyjemności z tych kilkunastu miesięcznie i masz. U nas to była nieco poważniejsza inwestycja, która zmuszała niektórych do brania abonamentu na pół (po 12h dziennie), coś jak dzisiejsze rozdzielanie Netflixa. Skoro więc grałeś w WoWa, to czułeś taką potrzebę. No i nie ma co rozpaczać na to, ile się wydało kasę. Jasne, wydawanie go na zbędne rzeczy nie jest chwalebne, ale każdy pod tym określeniem rozumie co innego, więc imo niech każdy pilnuje swojego portfela i będzie dobrze. Cierp ciało coś chciało i ucz się na błędach.
Od 7:10- 9:44
Sam przez wiele lat nie mogłem się nauczyć samodyscypliny, przymuszania się do pracy, ale wynikało to z z kilku przyczyn. Nadmiaru wolnego czasu, który przeznaczałem na głupoty, nieszanowania czasu, małej ilości obowiązków i przyczyn prywatnych. To skomplikowana sprawa i pewnie nieudolnie to przedstawię, ale spróbuję. Nie każdy człowiek spędza czas w świadomy sposób. Albo inaczej, nie zawsze liczy się przyjemność sama w sobie, niektórzy lubią poświęcać czas na długi grind, a inni ogrywać grę jedną po drugiej. Czasem to reakcja organizmu człowieka na różne doświadczenia, dawniej ludzie robili tak samo, tylko uciekali w inne światy - radia, książek. Niekiedy wynika to z braku alternatyw, czy przez wychowanie, nieznajomość innych form spędzania wolnego czasu, nadmierne odkładanie pewnych rzeczy na później itd. Jeśli o mnie chodzi, to sam marnuję za dużo czasu przy kompie i nie zawsze istotnych rzeczach, więc po prostu poszedłem wzorem niektórych i zacząłem mieć plan dnia, który staram się w miarę ściśle przestrzegać. Dzięki temu czas, który poświęcam grze, sprawia mi więcej frajdy. Poza tym powinno się zacząć od przepracowania swoich negatywnych doświadczeń, czy nie zawsze zdrowych relacji, bo często to jest źródłem problemu. I warto to zrobić niezależnie czy gramy, czy nie, ludzie nie tylko przed kompem bezproduktywnie korzystają z wolnego. Jak ktoś nie umie się samozdyscyplinować, to niech znajdzie na to sposób albo wsparcie innej osoby. Nie da się pomóc komuś, kto nie chce otrzymać pomocy. Albo zarzucając innym truistycznym one-linerem - każdy musi sam znaleźć drogę, inni mogą tylko pomóc.
Od 9:45 do 10:50
xDDD Przeglądanie internetu, 4chana, FB, YT, demotów, kwejków, for to zupełnie inny problem od bezmyślnego spędzania czasu w grze. Fakt, są to problemy bliskie sobie, ale surfer po internecie niekoniecznie musi być graczem i vice versa. Bardziej bym to porównał do siedzenia przed telewizorem i przewijania kanałów na kablówce co kilka minut, coś na zasadzie "bo nie ma nic ciekawego". Jest, po prostu Ty nie wiesz, czego naprawdę chcesz. A to "xDDD" to z tego picia na sucho. Nie spotkałem się z tym, by gracze oglądali streamy dla samego uzależnienia. Albo inaczej, nie wykluczam że takowi są, ale znam powszechniejsze powody. Np. robią to bo lubią np. e-sport, bo się uczą, bo chcą poznać jakąś grę, bo chcą poznać jakiś gameplay, bo lubią danego twórcę. No i jak sami YT-berzy mówią, mało kto ogląda wszystkie odcinki. od A do Z. To muszą być naprawdę wyjątkowe przypadki ludzi. Wybili się np. swoją osobowością lub skillem, tacy celebryci dla nas, ludzie z pokolenia naszych rodziców też mają swoich, ale np. z telewizji, radia.
Od 10:50 do 12:15
"Przede wszystkim brak patologicznych zachowań" - Bullshit. Po pierwsze, alkoholicy nie wyglądają tak, jak przedstawiono nam w mediach, mam na myśli widok kloszarda, który mówi "panie kierowniku, daj 5 żyla na wino". Tzn. jasne, jest sporo takich przypadków, ale od lat rośnie liczba alkoholików, którzy ukrywają swój problem, a kloszardzi to albo ekstremalna sytuacja albo skutek wychowania w patologii i/lub braku edukacji. Jeśli taki uzależniony ma głowę na karku, to może udawać przez wiele lat prawilnego obywatela do momentu wpadki. Z różnych powodów - pracy, rodziny, trzymania minimum zdrowego rozsądku. Nawet uzależnieni alkoholicy lub fani lekkich narkotyków zdają sobie sprawę ze swojego problemu (zazwyczaj przez brakujące pieniądze, popsute relacje z bliskimi im ludźmi lub coraz to gorsze zdrowie) i przynajmniej myślą, jakby go nieco ograniczyć. W zależności od sytuacji, to różnie się to układa, ale jednym z częstszych scenariuszy jest np. taki - typ/typiara wraca z roboty, ogarnia na trzeźwo domowe obowiązki/zaplanowane roboty, a potem siadają przed TV/kompem lub idą do pubu/na dyskotece i się delektują swoim stanem. W zależności o tego, czy to bardziej introwertycy, czy ekstrawertycy. Piją do określonej godziny, bo znają swoje granice. Ewentualnie ograniczają się do picia tzw. małpek, bo choć te wypadają drożej, to golną sobie 2 flaszki dziennie i mają względny spokój. Poza tym mógłbym się przyczepić do przykładu z wypadkiem na drzewie, bo wielu uzależnionych zdaje sobie sprawę z tego, żeby nie wsiadać za kółkiem na podwójnym gazie. Nie zrobiłem tego jednak, bo z drugiej strony, to faktycznie niektórzy ludzie dostają ułańskiej fantazji. Niemniej jest ich mniej, bo jak już mówiłem, problem uzależnionych zmienił się na przestrzeni lat. A wracając do początku - spróbuj odebrać dziecku komputer lub mu go ograniczyć, to zobaczysz patologiczne zachowania. Widziałem jednak takie przypadki u ludzi, których znam i wiem, że mają raczej kochającą, pełną rodzinę i RACZEJ (podkreśliłem, bo nie mieszkam u nich w domu i nie mogę tego powiedzieć ze 100% pewnością) nie mają zbyt wielu własnych problemów. Po prostu mechanizmy uzależnienia są takie same. Będę dosłowny, ale wolę to nazwać po imieniu - ludzie jak są uzależnieni lub mają na coś naprawdę mocną chęć, to są w stanie wiele zrobić, np. zrobić loda. To przykład ekstremalny, ale zdarza się. Słyszałem o kilku przypadkach, niektórych z imprez jak Woodstock, czy dyskotek, które prawie się nie różniły od sceny "Requiem dla snu" (ta w której dziewczyna głównego bohatera idzie do dzianego czarnoskórego po działkę). W przypadku graczy widziałem i słyszałem, jak dzieciaki pobiły rodziców, rozwaliły coś w domu itd. Jednakże to bardziej wynika z nieumiejętności kontroli swoich emocji.
Od 12:15 do 13:33
xDDD Dobre dobre z tym staniem z kółeczku i patrzeniem sobie w oczy. Szkoda, że jak pierwszy raz usłyszałem o tym, to wyplułem herbatę, którą właśnie piłem i się srogo zaśmiałem. Po krótkiej chwili napisałem do wszystkich swoich kolegów, kumpli, przyjaciół, jakich miałem akurat pod ręką, którzy podobnie jak ja (z różnych przyczyn, również odmiennych od moich) są bardziej nieśmiali i aspołeczni. Ba, czasem są to gorsze przypadki ode mnie. Żaden z nich nie miał takiej przygody. Tzn. inaczej, w relacji z innymi ludźmi, jak najbardziej. W stresujących chwilach, ok. Ale nie w towarzystwie ludzi, z którymi dzielimy zainteresowania i pasje. Jasne, na początku znajomości może tak być, ale to akurat nie jest nic niezwykłego - takie problemy miewają również ekstrawertycy. Piwniczaki, przegrywy, wyjątkowo antysocjalni introwertycy itd. nadal są ludźmi, więc mają naturalne ludzkie potrzeby, a jedną z nich jest kontakt z drugim człowiekiem. Łatwiej nam to przychodzi wobec ludzi mających podobną bidę co my lub takich, których poczytujemy za słabszych od siebie.
I przede wszystkim, nie ma to większego związku z grami. Tzn. jasne, gry wciągają człowieka, intensyfikują jego piwniczenie, ale to tylko narzędzie. Wcześniej tę rolę pełniły książki, radio etc. Zobaczysz, jak za paręnaście lat będą mówili o hełmach/goglach do VR-u. Dlatego ja tego w życiu nie tknę, co najwyżej jak będę bogatym emerytem, który będzie mógł mieć kompletnie wywalone jajca w życie w realu poza kontaktem z najbliższymi. Wiem, jak łatwo się przyzwyczajam i uzależniam, a mając ten sprzęt do dyspozycji, to mógłbym skończyć jak bohater "Avatara" albo ziomek z ostatniego sezonu "Black Mirror". To jest bardzo złożony problem i jestem za cienki, by móc się w pełni świadomie wypowiedzieć na ten temat. Czego jestem jednak pewien, korzenie tych problemów sięgają okresu dzieciństwa lub dorastania, pierwszych klas podstawówki, gimnazjum. Nie wiem, czy to ma zastosowanie w przypadku każdego uzależnienia, ale kiedyś usłyszałem od psychologa, że zdrowo wychowany człowiek musi się bardzo, bardzo starać, by wpaść w uzależnienie od alkoholu, narkotyków, seksu etc. Człowiekowi z problemami/wywodzącemu się z patologicznej/rozbitej/niepełnej rodziny przychodzi to o wiele łatwiej, bo dzięki temu może się zrelaksować, uciec, zapomnieć lub poczuć się kimś. A i jeszcze jedno, trudno wymagać, by człowiek, który nauczył się złych wzorców w domu jako dziecko, miał relacje z płcią przeciwną, odwagę do innych ludzi. To tak jak z pracownikiem po porządnym, miesięcznym przygotowaniu do zawodu i kimś, kto został przeszkolony po łebkach przez parę dni - wymaganie od niego pracy na równi z tym pierwszym jest zwyczajnie niemądre.
Od 13:33 do 14:04
Prawda jak w radiu Erewań. Gry to skutek, nie przyczyna. Nie gracze mają ten problem, a większość ludzi wycofanych, nieśmiałych lub takich po przejściach. Gracze po prostu należą do tej grupy, bo gry to prosta rozrywka, można się zamknąć w swoim pokoju, łatwo trafić na ludzi, którzy cię poklepią po pleckach i tymczasowo poprawią ci humor. I ten problem jest głębszy niż go przedstawiłeś. Zacznę od tego, że na niego cierpi wielu ludzi, być może większość. Stopień zaangażowania i powody są różne. Jednym ze wspólnych mianowników jest marnowanie czasu i poświęcanie go na rzeczy nieistotne. Mówię większość, bo mało kto umie sam z siebie kontrolować swój czas i tempo wykonywania zadań. Np. Nasi rodzice masowo oglądali telewizje, ich rodzice chodzili nadmiernie często do Kościoła, większość młodych (w tym ja) spędza niezdrowo dużo czasu przy komputerze. Czasem to wynika z uzależnienia, czasem z potrzeby odreagowania, a zazwyczaj dlatego, że takie są nasze przyzwyczajenia. A tacy koledzy są groźni przede wszystkim z tego powodu, że powstrzymują nasz rozwój, coś jak rodacy w czasie PRL-u, którzy ciągnęli w dół każdego, komu się udało osiągnąć jakiś sukces i wybić się przed szereg. Podobnie jest z kółkiem wzajemnej adoracji u przegrywów. Zdrowy człowiek, prędzej czy później zacznie dostrzegać, że inni się rozwijają i zmotywuje się do zmian. Jakichkolwiek. Koledzy zaś działają trochę, jak mieszkańcy PRL-u - sami się boją pójść dalej, bo trzeba w końcu podjąć jakąś decyzję lub opuścić ciepły kurwidołek, w którym już się zdążyli urządzić.
Od 14:04 do 15:26
Bullshit bullshitem pogania. Aplikacje i super-markety to przede wszystkim oszczędność czasu. Nie musimy szukać numeru, wybierać go, zamawiać. Możemy uprościć ten proces. Tak samo ws. zakupów - dawniej zakupy wyglądały tak, że chodziłeś od jednego sklepu do drugiego. Od drogerii, do spożywczaka, poprzez piekarnię, mięsny. Teraz przynajmniej część tych rzeczy kupujesz w Płazie, czy innej Stonce, a zdrowsze pieczywo/mięso (odradzam ich kupowanie w marketach) kupujesz w w/w wspomnianych lokalach. Wynika to z różnych powodów, nie tylko nie rozmawiania sobą, siedzenia wiele godzin przed komputerem. Zrobię lekki off-top, by to lepiej wyjaśnić. Zjawisko np. "frajerów", "beciaków" etc. (nie obrażam, te terminy podobnie jak dawniej "debil" mają lub miały swoją definicję i zastosowanie) nie jest czymś nowym. Nie chcę zgadywać, ale wydaje mi się, że to rzeczy znane od wieków. Rozwijając to, co napisałem w nawiasie - frajer to m.in. facet nadmiernie zabiegający o atencję kobiety, ktoś kto musi się o nią prosić, bo nie jest sam w stanie zainteresować samiczki (siłą, wiedzą, jakimś talentem, samodzielnością). Beciak z kolei to gościu, który nie umie dać swojej kobiecie przyjemności w łóżku i nie ma (przynajmniej częściowo) jaj. I nie mówię w tym miejscu, że każdy/każda musi mieć duże libido - każdy człowiek ma swoje własne potrzeby (częściej, mocniej, rzadziej, słabiej etc.), niemniej już dekady temu wiedzieli, że trzeba zaszaleć z kobietą w łóżku, przynajmniej raz na jakiś czas. I frajer i beciak czasem wyrastają z takiego przegrywa, osoby nieśmiałej, osoby po przejściach w dzieciństwie, osoby wychowywanej bez ojca lub z ojcem, ale nieobecnym. To nie ich wina, że ich rozwój został zaburzony. U dzieci wychowywanych w normalnych, kochających rodzinach, które mają zdrowe relacje, takie problemy zwykle pojawiają się rzadziej i są prostsze w ujarzmieniu. Bo to bez sensu, by wymagać normalnego podejścia od kogoś, kto nigdy nie zaznał normalnego wzorca lub dostał go za mało, by wyciągnąć prawidłowe wnioski.
Od 15:26 do 15:36
Też się boję, ale nie tylko z powodu bezmyślnych rodziców, którzy nie umieją zaciekawić dziecka (będąc od niego silniejszym, sprytniejszym, inteligentniejszym, bardziej doświadczonym) i ładują je przed TV/smartfona. Albo nie chce im się ruszyć dupy przynajmniej 1 albo 2 razy w tygodniu na godzinkę/1.5h i pokazać coś dziecku, zachęcić go do jakiegoś hobby lub go tego nauczyć, o ile chce. Boję się również przez takich ludzi jak Ty (czy inni psycholodzy od gier), będą mieli spaczone podejście do gier i będą powtarzali Twoje dyrdymały. Aczkolwiek żeby być uczciwym, przyznam że wyrządzasz mniejszą szkodę niż oni, bo czasem uda Ci się powiedzieć coś sensownego. Jedna rzecz na kilka bzdur.
Od 15:37 do 16:08
Zacznę od tego, że nie trzeba być specjalistycznym psychologiem, politologiem, czy socjologiem, by wiedzieć, że nie ma sensu przekonywanie przekonanych. Dzieci w szczególności, dorosłego zwykle łatwiej jest przekonać argumentami. Jeśli ktoś naprawdę nie chce, to trudno go przekonać do swojego zdania. Poza tym, powinienem zacząć od tego, że w przypadku takich uzależnień zawsze winni są rodzice. Dzieci nie mają doświadczenia, więc nie zdają sobie sprawy z pewnych zagrożeń lub tego, że marnują czas na rozrywkę, którego potem nie mają na obowiązki, czy pracę. Rodzice już taką świadomość mają, więc powinni ruszyć tyłek i dać dziecku przykład albo ewentualnie odciągnąć go od kompa/telewizora/smartfona i pokazać atrakcyjne hobby. Co do drugiej części o rodzicach - no sorry, ale tak jest XD. Konflikt międzypokoleniowy jest OD ZAWSZE i ZAWSZE będzie. Daruję sobie opisywanie tego i skwituję to uwagą od mojego wujka. Tradycjonalista, przeciwnik nadmiernego stosowania kompa, komórek, człowiek wolący pracować niż siedzieć na tyłku i oglądać Netflixa/surfować po internecie. Ale jednocześnie człowiek tolerancyjny, otwarty, wyrozumiały. "Rodzice powinni mieć dziecko maksymalnie do 40 roku życia, bo potem dziecko ma 20 lat, Ty 60-parę i o czym będziecie rozmawiali? Jak do niego dotrzesz?" Nie zgadzam się z tym w 100%, nie uważam też, że powinno się do tego stosować na sztywno, ale jest w tym dużo prawdy. Choćby dlatego, by być mniej-więcej na czasie, jeśli idzie o słownictwo, znajomość technologii, umiejętności argumentowania swojego zdania i zbijania tych błędnych podczas rozmowy (o ile takie są), świadomości ws. świata, a przynajmniej jakiegoś wycinku rzeczywistości. Młodzi i starzy żyją w innych światach - ci po 40 wiedzą już, że najlepsze czasy mają już za sobą (nie mówię, że potem nie może być szczęśliwie, tylko że mimo wszystko forma i kondycja już nie ta), więc patrzą na świat z innej perspektywy. Przed młodym świat stoi otworem, ma mniej zobowiązań, doświadczeń, stąd również ma inną perspektywę. Opinia mojego wujka pokrywa się też z tym, co mówił mi jeden z dr podczas wykładu na studiach - "Mniej więcej w wieku 40 lat (w zależności od naszej kondycji psychicznej, zdrowotnej, stopnia zrozumienia i poznania nowych technologii), człowiek zaczyna tracić kontakt z najnowszą techniką i nie przyswaja sobie tak szybko zmian, czy nowości".
Od 16:08 do 18:05
No tak, nie ma to jak zwalać winę na gry komputerowe, że samemu nie umie się ogarnąć swojego życia. Ok, sam może przesadzam i zbyt wiele rzeczy zwalam na rodziców i traumy z okresu dzieciństwa, ale w tym przypadku ma to moim zdaniem sens. Jeśli w okresie dorastania ktoś nam mocno to wbił do głowy, to można w to autentycznie uwierzyć i tkwić w tym przekonaniu przez naprawdę wiele lat. W przypadku gier oczywiście też, nie neguję, ale tutaj wpadło się samemu w tę pułapkę, nie z powodu najbliższych ci ludzi, którzy ci coś wmawiają. No i jeszcze zwalanie na to, że nie byliśmy zapraszani na 18 z powodu gier, a nie np. naszego charakteru, którym nie przystajemy do otoczenia, jest jeszcze tańszym tłumaczeniem się. To tak samo, jakbyśmy byli nerdem w środowisku, gdzie dominują dresy, hip-hopowcy, imprezowicze albo odwrotnie - dresem w środowisku pełnym nerdów, czytelników książek, fanów muzyki poważnej. Trzeba po prostu znaleźć podobnych sobie ludzi. Ja wiem, że to może być trudne, ale przez lata trafiałem na koleżanki i kolegów z totalnego przekroju środowisk, którym trudno było odnaleźć się w najbliższym otoczeniu. Niektórzy byli gorzej traktowani niż ja czy Ty, niektórzy mieli lżej, ale w jakiś sposób dali rady. Czasem musieliśmy naprostować swoje toksyczne cechy charakteru (jak np. ja, co zajęło mi wiele lat), no bo cóż... wkurwialiśmy i odstraszaliśmy od siebie innych, ale to da się zrobić. A jeśli chodzi o odkrycie swoich pasji, to powiem tak - przez wiele lat nie umiałem tego zrozumieć. Powody były cztery - jestem upartym, chorowałem na depresję lub coś podobnego (co zaburzało mój trzeźwy osąd, nie umiałem się przyznać do swoich negatywnych cech. Nic z nimi nie robiłem, dzisiaj o wiele łatwiej i szybciej dostrzegam swoje błędy oraz zdecydowanie rzadziej je popełniam), nikt z najbliższych nie umiał mi tego porządnie wyjaśnić i potrzebowałem kogoś, kto pomoże mi zrobić pierwsze kroki. Coś na zasadzie nauki pływania pod okiem dorosłego lub jazdy na rowerze z dodatkową parą kół dla lepszego ogarnięcia równowagi. Gdy wziąłem się w garść, zacząłem samemu ogarniać swoje życie i dostałem dużo pomocy od przyjaciół, która polegała głównie na mozolnym i cierpliwym tłumaczeniu, czasem solidnym, ale zazwyczaj merytorycznym opierdoleniu oraz pocieszaniu, gdy tego potrzebowałem, to dalej już było łatwiej. Dziękuję Wojtkowi, Mateuszowi, Mariuszowi (Hyrule), Piotrowi, Karolowi, Klaudii i Krystianowi - bez Was nie byłbym teraz w tym miejscu, gdzie jestem. Nie zapominając o wielu kolegach, kumplach, kumpelach i koleżankach z internetu, którzy robili to samo, ale na mniejszą skalę. Oli, dwóm Kamilom, drugiemu Mariuszowi, Adrianowi, Ani, Bartoszowi, dwóm Filipom, Samancie, Benedykcie, Dorocie, Pawłowi, Kubie, Paulinie, Czarku i jeszcze kilku innym, ale teraz nie jestem w stanie sobie Was przypomnieć, przepraszam! Jesteście zajebiści razem i z osobna.
Po prostu, jak to kilkukrotnie mówił Frywolny na YouTube, trzeba sobie jakoś zorganizować wolny czas, ruszyć leniwe dupsko i poświęcić je na pracę oraz własne zajęcia, by nie mieć za dużo czasu na głupoty i bezsensowne działanie. No i rzecz jasna pracować nad sobą, ale łatwiej to zrobić, gdy ma się mniej czasu, wtedy ludzki mózg działa racjonalniej i nie skupia się tak na bzdetach lub wysrywach. Też lubię gry i anime, ale trzeba znać po prostu umiar i zająć się czymś pożytecznym.
Od 18:07 do 18:54
Ujmę to tak, podawanie sytuacji tak ekstremalnej jako przykład, to... ostre przegięcie xD. Jak coś, nie neguję, że coś takiego miało miejsce, ale to jest już zajebiście wyjątkowa sytuacja.
Od 18:55 do 19:39
Będąc szczerym, nie wiem czy to cecha wszystkich uzależnionych (reagowanie agresją na zabranie rzeczy, której bardzo pożądamy), ale tak patrząc na zachowania zarówno dzieci, jak i dorosłych, to się zgadzam. Dodam tylko, że to zachowanie tyczy się również ludzi, którzy mają pewną cechę charakteru. Polega ona na tym, że jak wykonują jakieś angażujące zadanie, to potrafią być nawet agresywni lub wulgarni, gdy im się w tym bezsensownie przeszkadza. Nie mam tu na myśli ludzi jak ja, ale również np. kobiety, których by się o to nie posądziło na 1, czy 2 rzut oka, bo są miłe, kulturalne i wykształcone.
No pod tym względem, to się zgadzam, ale nie do końca, bo tak samo masz w przypadku rodziców, którzy coś akurat robią (polecę stereotypami - mama ogląda jakiś serial w telewizji, który ma fabułę mniej skomplikowaną od np. DBZ, ale dla niej jest śmiertelnie ważny, a tata robi coś w warsztacie albo garażu, bo chce odpocząć od zawracania mu gitary jakimiś problemami, które uważa za bzdety i woli go spożytkować na coś ważniejszego w swoim mniemaniu, np. ogarnięcie auta). Ten sam mechanizm, tylko oczywiście inna skala, bo oni poświęcają na to mniej czasu niż młody grający w grę na komputerze, konsoli lub tablecie. W takim układzie jednak wystarczy dogadać się z dzieckiem, że jak skończy grać (w przypadku gry online lub takiej, gdy nie da się zrobić save'a w dowolnym momencie, względnie gdy nie jest się w środku walki w "Wiedźminie" lub w trakcie ważnej bitwy, gdy trzeba być skupionym na micro i macro, jak w dowolnym RTS-ie, strategii), to ma wykonać swoje obowiązki. Nie jeden dzieciak wychodzi sam z taką inicjatywą, rozumiejąc swojego rodzica. Podobnie wytłumaczyła to np. pani psycholog w moim mieście na zajęciach dla rodziców, którzy mieli różne problemy z dziećmi ponad 15 lat temu. Kwestia dogadania się i sporządzenia ustnej umowy, jak między dwójką poważnych ludzi.
Od 19:40 do 21:45
Zależy od kontekstu. Ale tak, żeby być uczciwy, to przyznam, że jak zaczynałem pisać ten tekst, to chciałem to zanegować. Z dzisiejszej perspektywy zgadzam się z Tobą, że jeśli ktoś przeznacza zbyt dużą ilość czasu na granie, to jest to na pewno jakiś problem. Zależy to jednak od kontekstu - czy jest to ucieczka, bezcelowe marnowanie czasu, które już nam nic nie daje poza zaspokajaniem naszego uzależnienia, czy alienacja od znajomych i rodziny. No chyba, że mówimy tu o sierocie z domu dziecka, względnie człowieku bez rodziny, który nie ma nikogo, nie nawiązał trwałych relacji i zarabia na tyle duże pieniądze, że ma wywalone w relacje międzyludzkie, ale to jest ekstrema. Trudno tu jednak ustawić sztywną granicę, bo podobnie jak w przypadku tych lżejszych narkotyków, można względnie normalnie egzystować paląc trawę, pijąc alkohol lub wciągając amfetaminę, przynajmniej przez parę-paręnaście lat (wiem, to kontrowersyjna opinia). Wydaje mi się, że takim punktem może być to, czy nie poświęcamy za dużo czasu na gry kosztem relacji ze znajomymi, rodziną, czy też ignorujemy nasze obowiązki (praca, nauka, opieka nad dzieckiem lub zwierzęciem, które mamy).
Co do fragmentu o pasjach, 120% zgody.
A co do challenge'u... to zależy od kontekstu. Jeśli mówimy o dzieciach, to mogę się w sumie zgodzić. Pomijając facebooka, bo messanger, jest jedyną formą kontaktu z niektórymi znajomymi. Jeśli jednak mowa o dorosłych, to nie widzę nic złego, gdy człowiek ciężko haruje od poniedziałku do piątku i chce sobie pograć "ile fabryka dała" w weekend. Uzależnienie to jedno, forma relaksu czy odpoczynku, to drugie.