Wybaczcie opóźnienie, wizyta rodziny u mnie w związku ze świętem się trochę przedłużyła ;).
0 - 2:30
Jeśli to był "szczegółowy" wywiad, to ja nawet nie chcę wiedzieć, jak nazywasz np. przesłuchanie policyjne. Darcie skóry na żywca? xD Przecież ty nie powiedziałeś za wiele prywatnych rzeczy. Gdybym wziął ten wywiad i wyciął z niego fragmenty, w których mówisz o swoim prywatnym życiu i złączył je w jeden film, to nie byłby on zbyt długi. Hejty zaś dostałeś, bo opowiadałeś bzdury wyssane spod brudnego paznokcia lub rzeczy totalnie przegięte. Gdyby na twoim miejscu był ktokolwiek inny (no, może poza seksowną niunią lub chadem z dużą klatą, bo oni by mieli plot-shielda od przedstawicieli płci przeciwnej), to dostałby hejty tak samo. Tak jak Sapkowski mówił w wywiadzie, do pewnego stopnia składając samokrytykę - jeśli wpieprzasz się komuś w paradę, to nie dziw się, że usłyszysz parę przykrych słów o sobie. Tyczyło się to powstawania którejś części growego "Wiedźmina". No tak po prostu jest, że jak ktoś gada bzdury, to jest wyśmiewany. Also, jeśli człowiek wie, że słabo znosi występy i kiepsko radzi sobie z krytyką (ja np. słabo znoszę, nawet jeśli krytyka jest w pełni merytoryczna i pozbawiona wrzutek ad personan) to skrywa swój wizerunek, jak to bywa w niektórych programach albo nie czyta komentarzy. Tak robią pisarze, nie wiem, reżyserzy, których bardzo smuci krytyka, nie chcą sobie psuć humoru albo wiedzą, co spieprzyli, ale nie chcą o tym głośno usłyszeć. Powodów może być jeszcze więcej. Sorry, ale jeśli coś robisz, to MUSISZ się liczyć z KAŻDĄ możliwą reakcją. Bądźmy konsekwentni.
2:30 - 3:45
Bzdury, jak zwykle. Po 1. https://sjp.pwn.pl/sjp/gracz;2462703.htmlPo 2. Jeśli często odnosisz się do jakiegoś wyrażenia/słowa, które łatwo przeinaczyć lub przez emocje łatwo obrócić jego kontekst, to tłumaczysz swoją opinię w pełni na samym początku tekstu. Niekoniecznie bezpośrednio we wstępie, ale tuż przed przejściem do faktycznej treści filmu/tekstu. Może też być po wstępie, jako np. pierwszy rozdział zaczynający artykuł/filmik na YT. Formułujesz to tak, żeby czytelnicy mieli jak najlepszy obraz Twojej opinii, wszakże oni nie wejdą ci do głowy i nie zobaczą, co miałeś na myśli. Jak już to masz za sobą, to piszesz/mówisz - dalej jak będę używał słowa xxx, to widźcie je jako AAA/BBB/CCC. Robi się to po to, by uniknąć nadmiernego powtarzania się oraz by przekaz był możliwie jak najbardziej przejrzysty.
Btw. To nie tak, że gracze mają taki ból dupy. Tzn. jasne, nie będę bronił internautów, jak i samych ludzi. Sam niejednokrotnie dałem się porwać bezmyślnemu tłumowi, sam zbyt wiele razy się ośmieszyłem mówiąc coś, nie mając pełnej wiedzy lub źle to formułując. Niekoniecznie aż tak źle jak ty, no ale nie wyszedłem specjalnie lepiej. ALE w tym przypadku krytyka jest w pełni uzasadniona. Walisz dużymi skrótami, mówisz za dużymi ogólnikami, a za mało merytorycznie, kilkukrotnie wykazując się rażącą niewiedzą. O ile wcześniejsze wpadki można jakoś przeżyć lub tłumaczyć, o tyle takie błędy są niewybaczalne. Byłyby, gdybyś się tak często nie branzlował do rzekomego faktu, że jesteś nAłOgOwYm GrAcZeM. No bo sorry, ale ja nie gram w W3 na BN od kilkunastu lat (SP, a MP to dwie różne rzeczy), w WoWa nie grałem nigdy na globalu, ale gdybym schlał się z 10 lat temu i ktoś by mnie obudził w środku nocy z pytaniem o kluczyki do czołgu, tj. rzeczy które powinienem pamiętać z WoWa/WC3, to bym to mniej lub bardziej zrozumiale wybełkotał. To jest jak z jazdą na rowerze, jak raz się tego porządnie nauczyłeś i długo wcześniej jeździłeś, to pamiętasz to. Nawet jeśli mózg nie ogarnia pewnych rzeczy na początku, to jest coś takiego jak pamięć mięśniowa. Paluszki same mi się układają na klawiaturze do microwania lub innych ruchów. Np. NrGeek mimo, że przez lata nie grał w niektóre klasyczne gry, to przy ogrywaniu tytułów na potrzeby "to było grane" często pamięta klawiszologię etc. To samo mój przyjaciel, który jest starszy o parę lat ode mnie, a ciągle pamięta ciosy i fatale z Tekkena/Mortal Kombat, które wykonuje na Padzie. Przypominam, że kilkukrotnie podkreślałeś, że masz duże doświadczenie z grami.
5:10 - 5:30
Po 1. To nie wina dziecka, to wina wyłącznie jego rodziców, że na to pozwolili. Po 2. To nie wina gier - gdyby nie one, to byłby to telewizor. Gdyby nie telewizor, to radio. Gdyby nie radio, to książki albo bumelanctwo i leżenie na trawie, jak Tomek Sawyer. Komputer to po prostu najlepsze narzędzie, dające najszerszy wachlarz możliwości.
6:40 - 7:07
Good, robimy postępy. Teraz musisz zrozumieć, że to człowiek wybiera, a maszyna jest neutralna. Tak jak w przypadku broni - to nie pistolet wyskakuje z kabury i strzela do ludzi, tylko człowiek po niego sięga. I tak, problem jest realny i będzie narastał, ale z powodu naszego lenistwa, niechęci do zmian, podejmowania wysiłku itd. Można wziąć dziecko np. siostry lub bliskiej kuzynki na jakiś spacer, wycieczkę i wkręcić go w fajny temat albo pokazać sposoby na spędzanie wolnego czasu. Rodziców, jeśli już, to powinno się edukować pod względem zajmowała się dziećmi w ogóle, nie na zasadzie - masz tablet i się baw. W przyszłości będzie z tego powodu sporo problemów z prawidłowym rozwojem. Tylko że to bardziej z powodu smartfonów, usług streamingowych, apek, zbyt wczesnego dostępu do technologii, nie gier stricte.
- To prawda, mamy o wiele za dużo beznadziejnych psychologów, którzy nie wiedzą, co mówią i co robią. Np. jeden z tych, u którego byłem ze swoimi problemami, stwierdził że jestem zdrowy, bo wypowiadam się zbyt logicznie, z nadmiernym przekonaniem etc. + za dużo wiem o swoich schorzeniach. Polecam szukać wśród tych, którzy są dyplomowanymi, bo wiem od koleżanki, że oni faktycznie trzymają poziom.
- Nie zmienia to faktu, że uzależnienie od komputera to przede wszystkim nasza wina/naszych rodziców, nie komputera stricte. A co do efektu jojo - jest relatywnie prosty sposób, jak się tego pozbyć - odpowiedni mindset i wyrobienie innych nawyków. Też wcześniej cierpiałem na taki efekt jojo, ale odkąd mam ciut więcej obowiązków oraz sam przepracowałem część swoich problemów, to jest mi dużo łatwiej. Tylko takie coś samo nie przyjdzie ;]. Nim doszedłem do tego wniosku, to zdążyłem dostatecznie się sfrustrować, czasem ośmieszyć i na pewno za dużo czasu zmarnowałem na przeciwskutecznym wypoczywaniu. Nie tylko taka zarobkowa, ale również poświęcanie większej czasu na obowiązki, bliskich etc. Człowiek jak ma czegoś mniej, to rozsądniej tym dysponuje + w trakcie takiej pracy można pomyśleć nad rzeczami, od których wielu z nas/większość z nas ucieka na codzień. Np. nad rozmyślaniem, jak być najlepszą wersją samego siebie, jak usunąć lub ograniczyć swoje toksyczne cechy etc. Tylko jeszcze jedno, lepiej iść ze swoimi problemami do specjalisty i lepiej to zrobić jak najszybciej, bo takie schizy, problemy z mózgiem itd. nawarstwiają się i mają negatywny wpływ na człowieka.
9:19 - 10:45
Introwertycy mogą jedynie ograniczyć stres, ułatwić swoje wyjście do ludzi, ale dużo trudniej ich będzie przekonać na wyjście do dużej/większej grupy ludzi (czyli na dyskotekę, klubu zainteresowań). Czy to znaczy, że nie trzeba wychodzić w ogóle? Nie. Tak jak mówiłeś w jednym ze swoich vlogów o pisaniu książek - jeśli ktoś jest mniej zdolny, to musi więcej ćwiczyć. A co za tym idzie, nie powinien się zabierać za 6-tomową, epicką opowieść, tylko zacząć od krótszego formatu - długie opowiadanie, może jakąś nowelkę, może zbiór opowiadań. Mniej więcej tak jest z introwertykami i wychodzeniem z domu, mówię o tym w kontekście tych ludzi, którzy czują się co najmniej zaniepokojeni, jak muszą opuścić swoją piwnicę, nie takich co już to przepracowali i po prostu nie lubią wychodzić. Jak ktoś cierpi na takich problem, to polecam znaleźć sobie 2-3 osoby, z którymi będziesz się widywał cyklicznie. Najlepiej spoza Twojego grona zainteresowań (czyt. mechanik samochodowy nie idzie do mechanika, tak jak gracz nie idzie do gracza, bo niewiele z tego wyciągnie, jeśli ma się rozwinąć socjalnie), bo taka rozmowa będzie wyzwaniem dla mózgu i wyjściem, przynajmniej częściowym, poza swoją strefę komfortu.
10:45 -11:20
Z jednej strony tak, ale z drugiej strony bez przesady - ludzie byli uzależnieni od elektroniki już kilkadziesiąt lat temu i lekarze jakoś musieli sobie radzić. Poza tym, tak jak już pisałem, mechanizmy uzależnienia od gier są takie same, jak w przypadku innych. Da rady to pożenić. Aczkolwiek nie będę się kłócił - faktycznie, lekarz dorastający z tym będzie lepiej wiedział o co chodzi i łatwiej mu będzie nawiązać kontakt z pacjentem, ale z tym "nie potrafią w ogóle pomóc", to bez przesady plis xD.
11:20 - 12:40
Po 1. No1cares about jakieś challenge. I to nie jest tak, że to wynika z mojej bańki - wystarczy się przejść po YT, by zobaczyć że to daje niewielki skutek.
Po 2. Jest wielu ludzi, którzy w ten sposób zrobili karierę. Bo wystarczy skupić na sobie uwagę reflektorów i dziennikarzy i dalej jedziesz na bezczelności z tematem. Jak np. Linkiewicz, Frytka, ta z końską szczęką (też uczestniczka Big Brothera), co chciała powtórzyć sukces Frytki, ale nie udało jej się. I tak, jeśli masz pomysł na siebie i faktyczne umiejętności, to taka droga na skróty może być bardzo skuteczna i zapewnić błyskawiczną karierę z pominięciem wielu punktów. Tak jak część aktorek, które SAME przyszły do Weinsteina (nie mówię o tych, które faktycznie skrzywdził - za to należy mu się dotkliwa kara, ale jeśli kobieta sama przyszła i wiedziała na co się pisze, to jest to normalna umowa - ty mi dajesz swoje wdzięki, a ja daję ci szansę), które przez spędzenie jednej nocy z obleśnym typem, wskoczyły na trampolinę. Nie jest to moralne, rozumiem też argumenty przeciwników takiego podejścia, ale moim zdaniem jest to dopuszczalne, o ile nie wykłada się na to publicznych pieniędzy, tylko prywatny kapitał.
- W co grali Adolf i Stalin? "Doom 1"? W co grali Persowie, jak najeżdżali Greków? Elektroniczne podwodne bierki na pieniądze? W co grali Mongołowie, jak najechali Europę? "WarCrafta4"? W nic z tych rzeczy, a zło jakoś było od zawsze, więc... gry to narzędzie, które jest złe, bo ludzie z niego źle korzystają.
- Rozumiem, że dzieciaki w podstawówce/gimbazie przestały być grzeczne odkąd wymyślono pierwszego ponga, czy arkanoida? xD Argument wyssany z dupy. Dzieciaki sprawiały problemy od zawsze, myślisz że czemu od wieków w niektórych systemach edukacyjnych jednym z elementów dyscypliny jest lanie lagą lub pasem po tyłku?
- No tak kur**, bo dzieciaki nie są agresywne xD. Nigdy też nie były okrutne. Na pewno nie ma na to wpływu fakt, że rozwalają je od środka hormony, nie ma na to wpływu bezstresowe wychowanie rozumiane w zły sposób. Chodzi o to, by nie dokładać dziecku extra stresów, a nie by go nie karać za złe uczynki. Jeśli dziecko wie za co ma karę i rodzic jest słowny, to normalne dziecko nie powinno mieć problemów. Co najwyżej trzeba mu będzie poświęcić nieco więcej uwagi.
- Żadna zmowa wszystkich w Polsce, po prostu uprawiasz szuryzm i bardzo upraszczasz. Klas jest za mało, a uczniów w nich za dużo, uczniowie są źle podzieleni (nie wg. swoich umiejętności/stopnia zaawansowania w danym przedmiocie) itd. Nie znam się na edukacji, więc dokładnie wszystkiego nie wyjaśnię, ale spróbuję. Uczniów jest za dużo, więc nie da się każdego obskoczyć i każdemu porządnie wytłumaczyć. Uczniów jest za dużo, więc trzeba uśredniać poziom - przez co ci mniej kumaci często i tak nie rozumieją, a najbardziej kumaci się wkurzają, bo się nudzą. Z tego powodu lepiej jest dzielić uczniów nie rocznikowo, a na stopnie zaawansowania. Jeśli ktoś zdolny, to idzie klasę wyżej, a jak ktoś jest słabszy i musi powtórzyć materiał, to trafia do klasy niżej. Mniejszą klasą łatwiej zapanować i zdusić wszelkie formy buntu. Dziec wbrew temu, co niektórzy mówią, głupie nie są i wiedzą, kiedy mogą sobie pozwolić na krnąbrność - wiedzą to jeszcze przed rozpoczęciem edukacji. Dodałbym też podejście Korwina Krula, że warto z dziećmi postępować jak z dorosłymi - być konsekwentnym, traktować dzieciaka jak dorosłego. Jeśli nauczyciel zbuduje sobie autorytet i użyje odpowiedniego słownego wytrycha (co nie powinno być aż tak trudne - w końcu to dorosły, wykształcony człowiek kontra knypek), to dzieci poważniej go traktują. No chyba, że to patologiczna klasa do szpiku kości, to wtedy co innego.
- Większość tych danych wynika z tego, że rodzice dają dziecku lapka/smartfona lub PC i pozwalają, by ten spędzał cały dzień nad kompem. To nie ich wina, a ich rodziców. Problem tkwi w braku wychowania, nie w komputerach. Co innego dorośli, ale tu każdy przypadek trzeba sprawdzać z osobna, bo każdy ma różny tryb życia. Np. dla części ludzi praca w niedzielę to totalna normalność, dla większości to WTF TO PRZECIEŻ CZAS DLA RODZINY!1111oneone No tak, ale ja i część ludzi wolimy iść do pracy w niedzielę i zamiast tego wziąć wolne np. w piątek, by ogarnąć z rana chatę i wziąć dzieciaki po obiedzie... gdzieś tam. W końcu stać mnie, bo w niedzielę więcej płacą. I co, odbiegam od normy i jestem nienormalny? ;] Ludzie mają różne preferencje, potrzeby i chęci.
- Tak samo jak marihuana, czy wódka może być częścią problemu, to jednak przede wszystkim objaw, nie źródło.
16:30 - 18:23
Wyjątkowo się zgadzam. Wiem coś o tym z obu stron - sam szykanowałem i byłem szykanowany. Nie chcę by to zabrzmialo zbyt sztucznie, ale miewam wyrzuty sumienia z powodu niektorych akcji i chciałbym za nie przeprosić, ale nie mam okazji. Nie usprawiedliwiam ani siebie ani nikogo. Przemoc jest zła, a ignorowanie tego jest złe, nie tylko ze względu na inne dzieci, ale również przyszłość prześladowcy, który nauczy się złych schematów zachowań i wraz z dorastaniem, będzie miał coraz większy problem z ich ogarnięciem. Dziś wiem skąd się biorą takie zachowania i że niemal każdy bully ma swojego prześladowcę. Hejtowanie, zaczepianie innych, prowokowanie itd. często jest skutkiem nadmiaru stresu, problemów, złego wychowania albo braku atencji ze strony rodziców. Dzieciaki i nastolatki często robią to bezmyślnie, a dorośli/starsi, jeśli nie nauczyli się przepracowywać swoich negatywnych emocji, zwyczajnie powielają schematy, do których są przyzwyczajeni. Rodzice mogą większość z tych rzeczy ogarnąć, w najgorszym razie będą potrzebowali konsultacji z psychologiem, ale samo wysłuchanie, zrozumienie i wytłumaczenie pomaga rozwiązaniu tego problemu. Poza tym wiele szkół ignoruje przemoc w szkole i często zamiata problemy pod dywan, bo nie chcą by przyjechał kurator lub by nie było zbyt głośno (bo wyjdą inne problemy, bo podniesie się smród, bo niewiadomo jakie będą konsekwencje).
18:23 - 20:19
Co do reklamy, to wiesz, nie trzeba spamować swoimi książkami, wystarczy o nich czasem wspomnieć. Aczkolwiek oddam Ci trochę sprawiedliwości, bo inni YouTuberzy mają większe parcie na szkło i częściej mówią o swoich książkach.
Granie przez 6h dziennie może być treningiem, jeśli spełnisz konkretne kryteria i nie robisz tego bezmyślnie. Wiem, bo sprawdziłem to na sobie (Wc3. rankedy w DotA/LoLa), widziałem to u młodszego brata (który gra w DotA2) oraz innych e-sportowych graczy na przykładzie w/w gier. Sport to nie e-sport, kontuzji nie złapiesz, co najwyżej zaliczysz parę przegranych i zbierzesz hate od graczy będących z Tobą w drużynie + ewentualnie wytworzysz w sobie błędne nawyki, które będziesz musiał potem naprostować. Łatwiej też dostrzec swoje błędy i złe nawyki, jeśli obserwujesz swoje replaye i widzisz, jakie błędy popełniasz. Teoretycznie możesz sobie zamontować kamerę i nagrywać filmiki z podnoszenia ciężarów lub sparingowania z kolegą, ale jeśli nie jesteś odpowiednio przygotowany, a w przypadku boksu co najmniej jeden z Was nie ma doświadczenia jako zawodowy pięściarz lub trener, to lepiej tego nie robić. Niektóre ćwiczenia mogą trwale uszkodzić Twoje ciało, jeśli niepoprawnie je wykonujesz, a box to oczywiste. Zebranie doświadczenia w sporcie, jest również bardziej czasochłonne niż nauczenie się mechaniki gry, mapy lub map i wad, zalet, tego, jaką rolę pełnią klasy postaci (w przypadku RPG, MOBA) lub mocnych/słabych stron ras + sposobu gry (w przypadku gier RTS). Poza tym mniejszy próg wejścia, możliwość trenowania w każdym miejscu, o ile masz stabilnego neta i komputer zapewniający komfortową rozgrywkę. Wystarczy tylko mieć talent, odrobinę samokrytyki i być konsekwentnym. W ten sposób można dojść do e-sportowego medalu, w sporcie to tak raczej nie działa. Jasne, trener bardzo pomoże, ale pisanie o tym, że nie da się zwiększyć swojego skilla grając Solo Q, to zwykłe bzdury. Ja już jako nastolatek wiedziałem, że żeby być lepszym graczem w W3 na BN, to muszę analizować replaye lepszych graczy, nauczyć się ich schematów, a potem postarać się je powielić. Oczywiście, nie da to podstaw do bycia super zawodnikiem w zespole, ale to jest inny temat. Taki sam problem jest np. w piłce nożnej, gdzie masz grupę indywidualnych kozaków, którzy mogą przegrać z zespołem, który będzie lepiej ogarniał stałe fragmenty gry, będzie lepiej zsynchronizowany, zżyty. Konkretnych przykładów nie podam, bo nie znam się na sporcie. No ale od czego są znajomi, którzy podali przykład Realu Madryt albo Barcelony dostających w dupę od zespołów, które teoretycznie nie powinny im sprawić problemów.
I tak, choć nie udało mi się tego powtórzyć w sposób długoterminowy w grach MOBA (osiągałem maksymalnie poziom Golda i +/- analogiczny poziom w rankedzie gry Valve), to w WC3 jak naprawdę mi się chciało i miałem widoczne efekty. Dawałem rady nastukać lepszym graczom 1vs1 przez skilla, a nie szczęście. Dodam, że pojęcie regularnej pracy (dostrzeganie swoich błędów, poprawianie ich, codzienny samorozwój etc.) bylo mi obce przez wiele lat i na dobrą sprawę ogarnąłem to dopiero w zeszłym roku. Mówię na dobrą sprawę, bo przy Wc3 był to bezmyślny trening, nie rozumiałem po co go robię, ale widziałem efekty, więc trenowałem dalej. Teraz, pisząc ten tekst, cofnąłem się mentalnie do tamtych czasów, by obalić Twoje słowa. Odnosząc to do brat vs ja, może miałbym jakieś szanse 5 lat temu, ale tylko wtedy gdybym spiął dupę i skupił całą uwagę na grze. Obecnie zostałbym zeszmacony, jak Goku podczas swojej pierwszej walki z Jirenem. Może mógłbym mu trochę zagrozić, gdybym trenował po kilka godzin dziennie przez miesiąc-dwa, tylko że to stanowiłbym zagrożenie do momentu, w którym przestałby się ze mną bawić. Mój brat większość czasu ćwiczył sam, bywały pewnie etapy w jego życiu, że grał więcej klanówek/treningów/sparingów, ale całościowo poświęcił więcej czasu solo Q. Mówienie, że to nic nie dało jest śmieszne. Podgląd dla ludzi nieznających DBS.
A jeśli chodzi o mikropłatności, to też jestem ich zdecydowanym przeciwnikiem, ale cóż - nie ich wina. Wina prawa, że dopuszcza takie coś dla dzieci. Zresztą, już bez przesady, jak Ty i ja byliśmy młodzi, to w szkołach dzieciaki grały tazosami, kartkami, wymienialiśmy się różnymi rzeczami, nasi rodzice robili to samo z kapslami, kartami, puszkami po piwie lub słodkich napojach (dopisek dla młodszych czytelników - w czasach PRL-u puszka po coli, czy innym napoju z zagranicy potrafiła być ważnym elementem wystroju pokoju). Nie mówię, że to jest w pełni dobre, ale tak po prostu jest.
20:19 - 20:50
Odczuwam dysonans poznawczy. Zakładam, że w swojej książce zawarłeś treści, które poruszasz również w wywiadach i innych filmach, a te wysłałem kilku moim kolegom i koleżankom. Wysyłałem to do tych znajomych, którzy wiedzą tyle samo o psychologii, co ja albo lepiej się znają na tym ode mnie i wszyscy myślimy mniej więcej to samo. Fajnie byłoby poznać nazwiska tych psychologów.
21:12 - 24:25
Jak już pisałem, wierzę że można zapomnieć takie rzeczy, aczkolwiek trochę mnie to dziwi. Sam nałogowo grałem w DotA, Wc3 i do dziś pamiętam wiele rzeczy z tych gier. Równie wielu nie pamiętam, fakt, aczkolwiek wpłacasz nie małą ilość kasy co miesiąc/dwa (wtedy duża, dziś nie robi już aż takiego wrażenia ze względu na wyższe zarobki, rozwój usług streamingowych, abonamentów etc.), więc to takie trochę dziwne :P. No ale ok, nie czepiam się, można zapomnieć. Co do TS-a i trudności WoWa, tutaj musiałem zapytać swojego kumpla, który zjadł zęby na WoWie i nie do końca to tak wygląda, jak mówisz. Przede wszystkim, wg niego trudniejsze raidy w starym vanilia WoW-ie to mit. Ta trudność wynikała z gorszego sprzętu, słabszej przepustowności neta etc. Dowód - jakaś gildia po odpaleniu WoW Classic przeszła pierwszy raid w 5 dni, nie każdy miał 60 lvl, za to każdy miał zielone itemki (czyt. słabe, info dla tych co nie grali). Zresztą, najlepiej będzie, jak go zacytuję: "Te proste raidy lub ich łatwiejsze wersje, można przejść za pomocą chatu, ale to dlatego że są proste jak matchmaking. Przy normalnych, trudnych zesrasz się bez komunikacji i zawsze byś się zesral xD." albo po tym jak go dopytałem, by mieć pełniejszy obraz: "Bez discorda albo podobnych programów ani rusz. Tam jest 25 osób i jeden błąd może się zakończyć wipem całego teamu xD."
Co do komunikacji, to zabawne że psycholog zwala to na gry i siedzenie przed kompem, jak takie zachowania przejawiają również osoby z problemami/traumami z dzieciństwa lub cierpiące na zwykłą nieśmiałość. Albo między parami, które poznały się poprzez internet, a wcześniej gadały przez komórkę czy inny skype. No i bariera ekranu, która dodaje jaj i pomaga powiedzieć rzeczy, które trudniej nam powiedzieć komuś w twarz. Np. z tego powodu, że pierwsze wrażenie robi się tylko raz i ludzie nie chcą się zbłaźnić przed kolegą/koleżanką. No wow, prawdziwe odkrycie. To nie jest tak, że to wynika tylko z powodu nieumiejętności nawiązania kontaktu i spychanie tego problemu na gry jest nieprofesjonalne, można też to nazwać szurią. Aha, tak przy okazji, w realu, czy przez neta - seplenię i nie wymawiam literki R.
24:26 -24:53
Oj, znowu upraszczasz. Kolega pewnie jest Twoim rówieśnikiem lub pochodzicie z tego samego pokolenia, tak? Poza tym, gameplay, a język angielski to dwie różne rzeczy. Zwłaszcza, że WoW trudną grą nie jest i po 2 tygodniach można iść na proste raidy. Wystarczy grać parę godzin dziennie i człowiek nauczy się metodą prób i błędów. Ja jako kilkuletnie dziecko nie ogarniałem, co mówią jednostki w RTS-ach, co oznaczają poszczególne komendy, ale wiedziałem z grubsza co i jak. Czasem musiałem jedynie dopytać ojca albo stryja, którzy znali angielski. Albo przykład z dorosłego życia - znałem kilku graczy mówiących po rosyjsku lub Czechów, którzy za nic nie umieli angielskiego. Było to kurewsko frustrujące, ale przez to że grali co najmniej jak ja, to po paru meczach, jak już się zgraliśmy, to rozumieliśmy się bez większych problemów. Oni pisali do mnie proste komendy w swoim języku, ja do nich i się dogadywaliśmy.
To jest tak, jak z jazdą na rowerze/autem. Są różne modele, czasem mają różne sposoby odpalania świateł, mniej/więcej biegów, ale jak dobrze nauczysz się poruszać jednym autem, to po krótkiej praktyce jeździsz innym. Nie będziesz co prawda wymiatał, ale jadąc powoli dojedziesz na miejsce, zaparkujesz i nie spowodujesz wypadku. Tylko co to za jazda?
24:54 - 25:30
Niemal każda jest fałszywa xD. Pomijając te, których nie mogę zweryfikować ze stanem faktycznym z przyczyn oczywistych.
25:31 - 26:40
Tu się z większością zgadzam, ale nie do końca. Tak, faktycznie, wyzwiska od ludzi, którzy nas znają (lub widzą w realu) są boleśniejsze i nie da się ich zbanować, tak jak na forum, czacie etc. Co gorsza, tak w realu, jak necie, jeśli niektórzy ludzie zobaczą, że jakieś wyzwisko "siadło", to dociskają do samego końca. W internecie z kolei można ukryć swoją reakcję i przynajmniej udawać, że spływa to po nas jak deszcz po kaczce. Jednakże, szykanowanie w rzeczywistości i w sieci może boleć tak samo. W realu można mieć te inwektywy tak samo w dupie, jak w sieci, o ile są niczym nie poparte, dany osobnik nas nie zna lub mówi to osoba, z którą moglibyśmy sobie poradzić w konfrontacji fizycznej.
Co ty porównujesz xD. Nawet nie wiem, od czego zacząć. Chamstwo było, ale bardziej powszechne jak u nas, a na to jest proste uzasadnienie - cena gry oraz dostępność i cena internetu. Ludziom było szkoda czasu na wyzywanie, bo woleli sobie pograć w grę, za którą dużo zapłacili. Wielokrotnie zostało udowodnione empirycznie, zapewne też naukowo, że ludzie przywiązują większą uwagę do rzeczy, za które zapłacili. Względnie, ludzie rozsądniej lokują pieniądze, gdy obstawiają osobiście zarobioną kasę (ważne, nie mówię tu o pieniądzach darowanych, bo mało kto je docenia). Podobnie jest z czasem, gdy mają go mało, to nie tracą go na mało istotne czynności, tylko racjonalniej nim gospodarują. W takim WoW-ie po prostu cię banowali albo unikali gry z tobą w jednej drużynie. Natomiast gdy coś jest łatwo dostępne, to ludzie tego nie doceniają. Nie bez znaczenia pozostaje również wychowanie - dawniej na internet mogli sobie pozwolić ludzie zamożniejsi, a tam zwykle panuje wyższa kultura. Jasne, nie zawsze, bo tzw. elity potrafią być o wiele wulgarniejsze od zwykłych ludzi, ale tu wracam do wcześniejszego argumentu - jeśli człowiek sam na coś zapracował, a nie otrzymał to za darmo (względnie jest rozpieszczony), to jest większa szansa na to, że będzie pokorniejszy. Odnosząc się do przykładów z historii - dawniej mieszkańcy USA, Skandynawii lub innych, bogatszych krajów, nie zamykali drzwi, samochodów, a automaty do sprzedaży np. gazet nie były zamykane na kłódki. Zmieniło się to, gdy przyjechali biedniejsi imigranci, m.in. z Polski i wykorzystywali cudzą uczciwość, by się dorobić. Analogicznie, ludzie biedniejsi lub bardziej pokrzywdzeni odczuwają silniejszą pokusę, by się na kimś wyżyć lub poprawić swoje ego poprzez naśmiewanie się.
Przygotowywałeś się? Przy tylu niedomówieniach, uproszczeniach, a być może nawet manipulacjach? Poza tym, jak się chce odpalić, jak to powiedzialeś "petardę", by wymusić w prowokacyjny sposób, to trzeba to też umiejętnie zrobić. W moim przekonaniu ty zrobiłeś to źle. Mówisz o plusach i minusach, słusznie, z tym się zgadzam, tylko kłóci się to z twoją postawą, w której negujesz wiele całkiem słusznych argumentów za. Zgadzam się, że gracze również to robią, ale skoro jesteś psychologiem, czy tam terapeutą, to powinieneś wiedzieć, co to jest mechanizm wyparcia i że płytka, powierzchowna argumentacja jest zazwyczaj przeciwskuteczna. Co do języków, to tak samo mogę zapytać w kontekście piłki nożnej - ile dzieciaków, które tak ochoczo ją komentują, nauczyły się grania w nogę z oglądania meczy? To presja grupy rówieśniczej, forma spędzenia wolnego czasu. Dzieci w tym wieku nie zdają sobie z tego sprawy i w tym względzie powinno je się edukować. Albo w kwestii sensownego gospodarowania wolnym czasem, narzekanie na gry dla samego narzekania, bez pokazania dobrych alternatyw jest antyskuteczne.