Przepraszam za opóźnienie. Nie zdążyłem tego wrzucić w piątek, a w sobotę spędziłem czas z dziewczyną poza domem. Zapraszam do 3 części mojego tekstu i życzę udanego oraz spokojnego niedzielnego wieczora!
do 0:18
"xD" ~ Sławomir Mentzen
Od 0:30 do 0:36
To tak, jakbyś chciał powiedzieć "Ja chcę wejść do bagna, ale nie brudząc się przy tym szlamem", tak się nie da. Cytujac Ziemkiewicza, wychodząc do ringu, to wiesz że dostaniesz w mordę, ale i sam też dasz w mordę. No i to trochę kłóci się z tym, co mówiłeś o wrzuceniu gówna w wentylator. Między tamtymi filmami nie minęło dużo czasu i zmieniłeś zdanie na przestrzeni kilku tygodni... Maksymalnie, bo nie zwracałem dokładnie, ale wydaje mi się, że wszystkie 3 komentowane przeze mnie filmy pochodzą z jednego miesiąca, może dwóch, ale raczej stawiałbym na jeden.
Od 0:37 do 1:12
Zgadzam się, że gracze bagatelizują problem. Sam byłem uzależniony od paru rzeczy, teraz już na szczęście nie jestem i widzę, jak bardzo miałem zatruty umysł. Teraz mam inną perspektywę. Niemniej, ty jako specjalista powinieneś sobie zdawać sprawę, że nieprawidłowe podejście jest gorsze. Przynajmniej tak mi się wydaje, mogę się w tym przypadku mylić. Człowiek uzależniony, to człowiek chory, więc ma prawo nie zdawać sobie sprawy ze swoich błędów. Ty natomiast powinieneś przynajmniej teoretycznie wiedzieć o co chodzi. Albo innymi słowy - w ich przypadku ignorancja nie jest grzechem, w twoim już jak najbardziej.
Od 1:13 do 2:15
Na moim blogu jest inaczej, ale to twój kanał, więc rozumiem taką postawę. A co do 7metrów pod ziemią - to program pełen manipulacji, oszustw i reżyserowanych tekstów, które mają mało wspólnego z rzeczywistością. Program z twoim udziałem nie był jedyny. Generalnie odradzam oglądanie tego kanału, szambo na poziomie TVP i TVN.
Od 2:15 do 4:17
Sam to pokazałeś w programie 7MPZ od strony wybitnie patologicznej, podczas gdy nie znam żadnych ludzi tego typu, a obracam się w środowisku graczy. Tak samo żaden z moich kolegów, kumpli, koleżanek, przyjaciół i przyjaciółek. Owszem, z resztą omawianego fragmentu się zgadzam, ale nie dziw się że ludzie tak zareagowali skoro dałeś ekstremalne przykłady, demonizując przy tym ludzi chorych na uzależnienie. Gdybyś podał przykłady bardziej zgodne z rzeczywistością i dokładniej to wytłumaczył, to byłoby to zgodne z faktycznym problemem. Jeszcze uprzedzę twoje lub cudze wątpliwości - "To że ty nie znasz, to nie znaczy że problem nie istnieje". Owszem, pełna zgoda, znam wielu graczy, którzy nadużywają gier, ale jest co najmniej kilka szczebli różnicy od siedzenia na dupie przed komputerem przez kilka godzin dziennie, a byciem no-lifem, który mało co opuszcza swoją piwnicę i ma problemy z nawiązaniem kontaktu z innymi. Zwłaszcza takimi, którzy nawet w swoim gronie podobnych piwniczaków nie patrzą sobie w oczy. Sam byłem w depresji przez lata, znałem i znam ludzi z różnymi fobiami, ale w swoim gronie ludzi zaufanych nie mieli takich problemów. Nie neguję, że takowe są, ale podawanie ich jako przykład to kuriozum.
Od 4:17 do 5:10
Zależy jakie granie - czy w gry single player, czy gry multiplayer. W tym pierwszym przypadku to może być jak najbardziej podobne uzależnienie, bo uzależniamy się od podobnej formy spędzania czasu. Może to też być uzależnienie od dostarczania emocji, poznawania nowych tytułów. W przypadku gier wieloosobowych, może to być ten sam typ uzależnienia, co od komputera, bo spędzamy czas z towarzystwem, które ma podobne zainteresowania co my. Za bardzo upraszczasz. Mówiąc językiem psychologów, to jest jak z kwadratem i prostokątem, w uzależnieniu od kompa może się zawierać uzależnienie od gier. Zupełnie innymi typami uzależnień jest np. nałogowe jaranie zioła i spędzanie zbyt wiele czasu przy komputerze.
A co do metody, znam lepsze. Jeśli ktoś nie olewa swoich codziennych obowiązków, bo musi przyjąć dawkę narkotyku, spędzić czas przy grze, napić się wódki oraz nie potrzebuje tego do normalnego funkcjonowania (zaśnięcia, skupienia się nad swoją pracą, czerpania radości z życia etc.), to nie jest uzależniony. Jeden może grać po parę godzin przez parę dni w tygodniu, inny może potrzebować 2 godzin dziennie, bo nie będzie w stanie działać. Trudno postawić żelazną granic i wydaje mi się, że moja metodologia jest dużo lepsza. Ten pierwszy może wg niektórych nadużywać gier, ale jeśli nie zaniedbuje obowiązków, to nie jest uzależniony. Drugi natomiast może przyjmować niewielką dawkę, ale już będzie miał problem.
Co do detoksu, to bullshit. Jeśli człowiek ma wolną chwilę, skończył pracę, posprzątał chatę, zajął się psem, poćwiczył, zrobił inne codzienne obowiązki, to co mu szkodzi pograć? Problem byłby, gdyby ignorował powyższe, bo musi zagrać w komputer. Jeśli mamy do czynienia z faktycznym uzależnieniem, że ktoś codziennie siedzi xxx godzin przed czymś i zaniedbuje swoje "daily questy", to pełna zgoda, ale każdy człowiek ma prawo do relaksu w taki sposób, jaki chce. Ludzie są różni i nie narzucaj wszystkim jedynej słusznej metodologii.
Od 5:11 do 5:54
Z całym szacunkiem, ale oby trafił do bardziej doświadczonego terapeuty od ciebie, bo możesz wkręcić facetowi "niezłą" fazę.
Od 6:40 do 7:15
"Ćwiczenie do Bundesligi", hehe not. Ale do rzeczy, zgadzam się że bezmyślne granie w gry jest bez sensu. Jako bezmyślne rozumiem takie, które nie daje nam już frajdy, a służy jedynie bezsensownemu wypełnieniu wolnego czasu. Nie mogę się natomiast zupełnie zgodzić co do tego, że granie solo Q nie jest elementem treningu. Powiem na trzech przykładach - swoim, swojego przyjaciela i brata, którzy grają odpowiednio w LoLa i DotA2. Rozwijałem się grając w "WarCrafta 3" w trybie 1vs1, analizując przy tym powtórki swoich meczy i porównując z poradnikami pro-graczy. Poprawiałem timing, szybciej pullowałem neutralne creepy, oszczędzając dzięki temu czas, tracąc mniej hp, miałem lepszą znajomość mapy oraz łatwiej mi było przewidzieć ruchy przeciwnika, jak również lepiej się zabezpieczałem przed jego ruchami.
W przypadku gier MOBA można trenować swoją rolę - junglera, carry, supporta, mid-lanera, solo-lanera. Jasne, bezmyślna gra, granie dla samego grania nic nie daje, ale to samo można powiedzieć o bezmyślnym spędzaniu swojego czasu, oglądaniu telewizji, czy bezcelowym pochłanianiu kolejnych książek. Jeżeli jednak idzie za tym konkretny cel i konsekwentnie go realizujemy, to efekty jak najbardziej są widoczne, co widzę po swoim przyjacielu grającym wybitnie Vel'Kozem lub bracie, który gra w coraz to lepszych klanach za coraz większe pieniądze. Gdyby nie solo Q rankedy, to byliby zdecydowanie słabsi, bo treningi klanowe są niewystarczające. Tak samo jak bokserzy lub piłkarze, którzy muszą codziennie ćwiczyć dla zachowania formy. Wystarczy popatrzeć, jak wyglądały początki wielu gwiazd z Brazylii, ripostując Twój zarzut o tym, że siedzenie na orliku niewiele daje. Te dzieciaki miały jeszcze trudniej, bo one nie grały na boisku. Warto zaznaczyć, że oni mieli o wiele trudniej, bo większość z nich musiało ćwiczyć w miejscach, które bynajmniej boiskami nie były.
Od 7:53 - 10:00.
Twój materiał w 7MPD wcale nie pomógł tej sytuacji. No i mówiąc, że mówiłeś tylko o negatywnej stronie tego uzależnienia, popełniłeś rażące niedopowiedzenie, bo podałeś mocno ekstremalne przykłady. Poniekąd ci uzależnieni mają syndrom wyparcia, nie zaprzeczam, ale sam przeczytałem większość z nich i wkurw ludzi był słuszny, bo podałeś ekstremalne przykłady, które NAWET w przypadku piwniczaków są uznawane za niezdrowe.
A co do obrazu graczy, no stary, ja się nie dziwię, że zebrałeś takie hejty xD. Podam przykład Andrzeja Sapkowskiego, osobę którą raczej nie można posądzać o bycie graczem lub sympatyzującą z tą grupą. W jednym z wywiadów powiedział, że jak ktoś się wpieprza między wódkę a zakąskę lub gada brednie, to niech się nie dziwi, że usłyszy parę cierpkich słów na swój temat lub swojej rodzicielki. Tak jest w większości środowiskach - jeśli do nich przychodzisz, gadasz brednie, to nie dziw się, że każą ci spadać za bramę słowami Zbigniewa Stonogi. Taka jest po prostu cecha ludzi.
Od 10:00 do 12:11
Dobrze, że na końcu dodałeś, że zdajesz sobie z tego sprawę, bo już chciałem napisać "xDDDDDDD" jako odpowiedź, dodając do tego - "chyba sobie nie zdajesz sprawy z tego, jak wredni potrafią być uczniowie". Nie znam tych uczniów, podobnie jak Ty, ale widziałem takie rzeczy w szkole, że tego typu zachowanie by mnie nie dziwiło. Dzieciaki potrafią być paskudne z byle powodu, o czym sam się przekonałeś z tego, co słyszałem w omawianych przeze mnie materiałach.
A co do reszty, to tak jak kilkukrotnie wyżej mówiłem, winni bagatelizacji uzależnienia od gier są zazwyczaj rodzice, bo ci teoretycznie są najbliżsi dziecku i to oni mają największy wgląd w to, co robią. Mam tu na myśli przede wszystkim manierę polskiego rozwiązywania problemów, które często się ignoruje do czasu, gdy nie urosną do dużego poziomu. A przynajmniej taka bagatelizacja była powszechniejsza lata temu, tak słyszałem od kilku psychologów, którzy porównywali sposób działania z Polski z UK. Dla porównania - w UK częściej załatwia się to na starcie, np.chodzenie na wagary, czy problemy natury psychologicznej, zanim problem urośnie do takiego stopnia, że jego rozwiązanie jest męczące zarówno dla dziecka i rodziców. Szkoły odrazu informują o wagarach, a nie powiadamiają o tym, jak się uzbiera X godzin.
Od 13:48 do 15:19
Jeśli chodzi o tłumaczenie się uzależnionych i normy medyczne względem małych dzieci, to nie mam nic do dodania poza napisaniem +1. Jeśli chodzi o nastolatków, to tu zaczynam się już nie zgadzać. Przede wszystkim powinno się zwracać uwagę dorosłym, by ci pokazali dziecku inne formy spędzenia czasu poza komputerem oraz przede wszystkim sami byli wzorcem. Jedno bez drugiego nie daje zazwyczaj długoterminowych efektów. Druga sprawa jest taka, że nie trzeba podchodzić tak na ślepo do norm medycznych, zwłaszcza w dobie rozwijającego się e-sportu. Jeśli dziecko wykaże talent w jakieś grze, czy sporcie, to warto go rozwijać. Jeśli młody/młoda ma realne umiejętności, to dzięki nim może zaliczyć świetny start w życiu dorosłym - tj. bogatsze doświadczenie lub więcej pieniędzy, którymi będzie mógł dysponować. Pomijam przy tym inne zalety, jak rozwój refleksu, lepsze obycie z językiem angielskim, lepsze działanie w stresie i tym podobne rzeczy. Oczywiście nie powinno się jednocześnie lekceważyć świata poza komputerem.
Co do norm medycznych względem alkoholu, to nie zgadzam się. Jeśli ktoś ma dużą odporność, lubi się napić co jakiś czas dla zrelaksowania, np. raz na miesiąc i nie lekceważy przy tym swoich obowiązków, jak relacje z rodziną/przyjaciółmi, praca, sprzątanie domu lub inne obowiązki, to należy mu to umożliwić. Oczywiście trzeba być z tym konsekwentnym, bo ludzie lubią sobie przesuwać granicę. Każdy przypadek należy rozpatrywać jednostkowo, bo jeden człowiek porządnie się napije i nie będzie robił problemów lub mu to wystarczy, a innemu nie. Nie można przypisać jednej normy do wszystkich ludzi w takich przypadkach.
15:30 do 16:03
Tak samo ja mogę powiedzieć, że można żyć bez czegoś tam, że można nie robić innych rzeczy. To żaden argument, bo tak jak pisałem - każdy przypadek należy rozpatrywać jednostkowo. To co dla jednego jest podłogą, dla drugiego jest sufitem, grunt by nie przesadzać. A to czym jest przesada, to już mówiłem kilkukrotnie, np. przy powyższym komentarzu.
16:04 do 16:57
Tu uwaga do Nexosa - jeśli ktoś nie ma takich bliskich znajomych w realu, to powinien ich sobie znaleźć. Wiem to po sobie. Ba, sam nie jestem dobrym przykładem i wiem, że czasem jest ciężko, zwłaszcza jak się jest introwertykiem lub ma się parę toksycznych cech charakteru, ale trzeba wyjść do ludzi i nauczyć się nad tym pracować. Choćby po to, by przynajmniej nauczyć sobie z tym radzić, jeśli nie umiemy rozwiązać tego problemu. Dla przykładu, jeśli ktoś zna się na czymś, np. cukiernictwie, czy polityce, to powinien się nauczyć unikać rozmów na takie tematy, jeśli niebezpiecznie prowadzą do sporu. Dlatego, że rozmowa osoby niezaznajomionej z danym tematem z kimś, kto lepiej wgłębił dany temat, może czasem prowadzić do konfliktów lub sprzeczek. Osoba mniej ogarnięta może stosować argumenty, które nie mają pokrycia w rzeczywistości, co może triggerować ludzi znających się na tym. Nawet nie trzeba mieć do tego jakiś toksycznych cech charakteru lub niskiej inteligencji. Wystarczy popatrzeć, jak ostro potrafią się kłócić między sobą naukowcy - gdyby wywalić część skomplikowanego słownictwa, to nie różniliby się specjalnie od sklepowych pijaków lub ludzi działających w stresogennych warunkach.
16:58 do 18:15
Nie powiedziałeś tego, więc dopowiem. Tego typu problemu nie są wyłącznie domeną graczy, a przede wszystkim ludzi nieśmiałych. Młodym łatwiej uciec w gry, starsi ludzie którzy urodzili się za wcześnie lub nie spodobały im się gry, też przesiadują w swoich zamkniętych bańkach. Zakładam, że po prostu uprościłeś swoją wypowiedź i miałeś ich na myśli, niemniej trochę za bardzo spłaszczyłeś ten poważny problem.
18:16 do 20:44
Żeby nie było, zgadzam się z ogólnym przesłaniem tego fragmentu. ALE to dotyczy wszystkich ludzi w różnych aspektach. To co teraz powiem to straszny truizm - wszyscy ludzie są niedoskonali. Wielu ludzi, na poziomie świadomym lub podświadomym, poprawia wyłącznie to, co im pasuje. Każdy człowiek żyje w swojej bańce i każdy człowiek (w przeróżnym stopniu - jedni bardziej, drudzy mniej) mniej lub bardziej dostrzega to, co chce widzieć i to, co pasuje do jego poglądów lub narracji. Każdemu, mniej lub bardziej, wydaje się, że to on mówi najsensowniej - przynajmniej w kilku tematach. Niewielu umie wyjść z własnej bańki i ogarnąć swoje emocje lub cechy charakteru, jest to cholernie trudne zadanie.
Strzelę sobie teraz gola do własnej bramki, ale ja sam mam z tym zbyt duży problem. Dlatego staram się maksymalnie minimalizować uczucia, patrzeć na życie możliwie jak najmniej subiektywnie i jak najbardziej opierać się na suchych faktach i definicjach. O ile to pierwsze i trzecie wychodzi mi, nie chwaląc się, naprawdę nieźle, o tyle mam trudno mi ogarnąć to środkowe, przez co zbyt często (ale słusznie) wychodzę na buca. Miewam też niezdrową tendencje do stosowania dowodów anegdotycznych. Ty na ten masz zbyt dużą wiarę we własne zdanie, zbyt często nie dostrzegasz niuansów w sprawach, których nie rozumiesz, a o których się wypowiadasz. Np. twój vlog o ACTA pokazuje, że nie rozumiesz jak działa cenzura, a fragmenty Twoich vlogów dotyczące psychologii pokazują, że za bardzo spłaszczasz niektóre problemy. I żeby nie było, rady względem pisania masz naprawdę dobre i sam z nich korzystam.
A co do bycia aspołecznym - patrz komentarz wyżej, to dotyczy każdego, ale starsi ludzie inaczej to pokazują. Tak samo było dawniej, jak nie było takiej technologii i tak prostego życia. Tylko ludzie siłą rzeczy musieli być dla siebie milsi, bo jak byłeś zbyt wielkim ch**em, to przyszedł kryzys, wojna, klęska żywiołowa lub głód i spadałeś z planszy jak pionek, bo nikt Ci nie chciał pomóc. Dzisiaj łatwiej jest się do tego przygotować, bo jest więcej możliwości zarobku oraz mamy postęp technologiczny, który wybitnie uprościł życie.
20:45 do 22:01
A propos spłaszczania problemów xD. Podałeś grupkę wzajemnej adoracji jako zbiór ludzi najbardziej narażonych na alkoholizm lub inne nałogi, a kompletnie przy tym zignorowałeś bogaczy, rozpieszczonych ludzi, takich spuszczonych ze smyczy, osoby podatne na syndrom zakazanego owocu. Każda z tych grup jest podobnie narażona na różne nałogi. Bogacze którym wydaje się, że są elitą i wszystko im wolno lub problem ich nie dotyczy. Ewentualnie mogą chlać lub ćpać na jeszcze wyższych obrotach niż przytoczeni przez Ciebie proletariusze, których nie zawsze stać na regularne picie lub o wiele groźniejsze narkotyki od marihuany. Rozpieszczeni ludzie, względnie tacy spuszczeni ze smyczy (np. dzieci z dobrych domów lub ludzie, którzy całe życie sobie odmawiali jakiś rzeczy lub mieszkali na przysłowiowej wsi), zobaczą kawałek gołej dupy, posmakują życia w luksusie itp. i woda sodowa uderza im do głowy. Niejednokrotnie widziałem lub słyszałem o dziewczynach, które miały podobny przebieg, co dziewczyny wychowane w patologicznych warunkach. Chodzi tu o to, że mają zaburzone postrzeganie uczuć z przeróżnych powodów (rodzice uzależnieni od używek, brak miłości ze strony kogokolwiek itd.). Ba, czasem o wiele bardziej się puszczały. Tak samo ludzie, którzy wyjechali do innego miasta/kraju/województwa bardzo sobie luzowali zasady. Przykład - studenci na Erazmusie. Albo wpadały i wpadali tak głęboko w uzależnienia od używek, do których nie mieli dostępu (lub nie było ich stać) i nadrabiają zaległości jeszcze gorliwiej od swoich rówieśników, którzy nie byli ograniczani, mieli normalne dzieciństwo, rodziców ze zdroworozsądkowym podejściem do takich spraw (ani zbyt liberalne ani nazbyt konserwatywne). Ci sobie spróbowali, wyszaleli się i stosują używki, tak jak się powinno robić. Mechanizmu zakazanego owocu chyba nie muszę tłumaczyć. Żeby nie było, nie mówię że każdy taki jest, mówię o możliwych zagrożeniach i podatności na takie uzależnienia. Tak samo nie wszyscy ludzie, którzy przestrzegali zasady "młodzież musi się wyszumieć" potrafili się ogarnąć w odpowiednim czasie i okres imprezowy im się przedłużył w niezdrowy sposób. To bardzo złożona kwestia, która wymaga fachowej wiedzy i dostępu do badań, np. socjologicznych i statystycznych.
22:01 do 27:04
Spłaszczyłeś angielski w grach online do slangu, który nie zawsze się stosuje, ignorując to że gracze nie zawsze tak się porozumiewają. Spędziłem zdecydowanie zbyt dużo czasu przy grach online i mogłem go spożytkować w zdecydowanie lepszy sposób. Np. częściej pisać lub oglądać jakieś tutoriale w sieci, dzięki którym albo ulepszyłbym swoje umiejętności albo nauczył się nowych. Niemniej spędziłem również dużo czasu po prostu siedząc na serwerach i gadając z ludźmi z zagranicy. Jasne, popełniałem przy tym wiele błędów, niejednokrotnie ludzie umierali ze śmiechu widząc, jak kaleczę j. angielski i jego gramatykę. Niemniej miałem łatwiej przebywając zagranicą, przy tłumaczeniu tekstów w szkole, napisów do seriali, filmów, gier lub anime, nawet jeśli zazwyczaj sprowadzało się to do "Kali jeść, Kali pić". Łatwiej mi było myśleć w obcym dla mnie języku, szybciej i lepiej kojarzyłem słowa. Fakt, jest to obosieczny miecz, bo trudniej mi było oduczyć się złych nawyków gramatycznych, ale znowu - im więcej rozmawiałem z Anglikami lub nie-Polakami mieszkając w Maidstone, tym szybciej je eliminowałem. Gdybym nie siedział z Rosjanami, Czechami, Niemcami, obywatelami innych krajów, to mój zasób słownictwa oraz gramatyka byłaby na pewno na gorszym poziomie. Poza tym ciągłe porozumiewanie się slangiem jest po prostu męczące i chodzi w nim głównie o szybkość przekazu. Wszakże żołnierze, mechanicy i inne grupy tak samo są narażone na swój żargon, a jakoś umieją rozmawiać lepiej lub gorzej formalnym językiem. Aha, umiejętność opowiedzenia o grze, anime, filmie w obcym języku, to poziom klasy maturalnej. A nawet gdybym się mylił i był to poziom gimnazjum, to i tak nauczyciel wydaje takie polecenie z np. tygodniowym wyprzedzeniem, bo w takim wieku jest to zbyt wymagające zadanie dla zwykłego ucznia, by powiedział o tym z marszu bez wcześniejszego przygotowania.
"Tacy gracze to absolutna nisza" xD Nie. Tzn. mogę się zgodzić w przypadku, gdy mówimy o uczniach posługujących się płynną i poprawną angielszczyzną, jak językiem polskim. Podkreślam jedno i drugie, bo można mówić w sposób płynny zrozumiały po angielsku, olewając przy tym gramatykę, tworząc nieskomplikowane konstrukcje językowe. Coś jak obywatele Ukrainy, którzy pracują w Polsce. Jak pisałem w akapicie wyżej, gracze gadali sobie na spokojnie z ludźmi, których już znali. Bo po co rozmawiać dłużej z jakimiś randomami? Podobnie było, jest i raczej będzie w realnym życiu, jeśli nie musisz z kimś rozmawiać, to wielu ludzi ogranicza się do minimum, bo szanują swój czas. Podałeś przykład serwerów role-playowych xD. Odnosząc to znowu do życia, ilu ludzi rozmawia pełnymi zdaniami do siebie? Niewielu. Pewnie już o tym pisałem, teraz nie pamiętam, więc dla przypomnienia - ludzie sobie celowo skracają dialogi, by zaoszczędzić czas. Gdybyśmy byli w pełni formalni, nie stosowali skrótów, to rozmowy trwałyby za długo. Oczywiście, nie można sobie skracać wypowiedzi za bardzo, chyba że rozmawiasz w swoim otoczeniu... Czyli wśród graczy właśnie, a skoro jest ich tak wielu, to ludzie mówią slangiem. Nie wiem, jak było w Vanilia WoWie, ale co do instancji, to pytałem się swojego kumpla i cytując jego - "xD". Jeśli raid był wymagający i choćby jeden gracz dał dupy, to mogło się to skończyć wipem całego party. Kluczem do tego jest m.in. komunikacja, a ta jest bardzo utrudniona, jeśli nie masz kontaktu z mate'ami. Muszą być co najmniej na tym samym serwerze VT, TS, Skype'a, Discorda, bo pisanie zajmuje zbyt wiele czasu i można w trakcie pisania popełnić błąd. W realnym życiu, w jakimkolwiek hobby, też nie masz wśród większości poliglotów, chyba że mówimy o gronie eksperckim wszechstronnie wykształconych ludzi (a przynajmniej w kontekście języka, komunikacji i danego hobby - grania lub mechaniki), więc znowu przestrzeliłeś z przykładem. No i niepotrzebnie dzielisz na stare i młode pokolenie graczy, bo słyszałem mnóstwo młodszych ode mnie graczy, którzy poprawniej i lepiej wypowiadali się w języku polskim lub angielskim. Dawniej po prostu mniejsze grono miało dostęp do internetu i gier online. To tak samo jak dzisiaj z portalami społecznościowymi - jest mniej wykształconych ludzi, bo każdy ma do nich szeroki dostęp, więc przeciętny poziom jest dużo niższy.
Jeśli chodzi o to, co dały gry komputerowe, to dwukrotnie zapytałem swoich znajomych, członków paru grup, w paru przypadkach również ludzi spoza swojej bańki. Niestety, nie zapisałem sobie ich odpowiedzi, przez co zapomniałem 80% ich przykładów na bzdury, które podałeś. Tak, bzdury, większość z nich również tak to skwitowała, również ci mądrzejsi i kulturalniejsi ode mnie. Zapamiętałem jednak część ich odpowiedzi, do których mogę dorzucić przykłady z mojego życia.
Mój przyjaciel mógł zostać super tłumaczem dzięki anime, zawodowo tłumaczył hentaie na jeden zagraniczny serwis oraz odbył rozmowę przez skype'a ws. pracy w Japonii. Zmotywowały go do tego anime oraz j-rpgi. Większość ludzi z jakimi się zetknąłem ja i ludzie, których poznałem w UK (z różnych części Polski oraz Europy), mówili dobrze po angielsku dzięki grom, bajkom, anime, filmom, serialom kolejność dowolna ale każdy z nich zawsze wymieniał te rzeczy. Część wymieniała muzykę. Dzięki grom odkryliśmy w sobie zamiłowanie do różnych hobby - w moim przypadku, do polityki, historii i wojen. Mój brat oraz paru innych kolegów i kumpli, rozwinęli refleks, wielozadaniowość, które przydają im się w życiu zawodowym i szybciej sie uczą. Odnosząc się do hiszpańskiego, niemieckiego, francuskiego z tego cytatu - wynika to z bardzo prostej przyczyny. Po prostu te języki nie są powszechne i jeśli komuś naprawdę nie zależy, to się nie nauczy. A żeby zależało, to muszą być np. inni gracze, tudzież muszą odczuwać taką potrzebę. I tak, są ludzie, którzy uczyli się danego języka, bo np. przez wiele lat nie było wersji anglojęzycznych i niektóre mangi przez wiele lat były dostępne tylko po hiszpańsku lub włosku. Poza tym, poniżej podałem linka do badań.
https://ukie.org.uk/press-release/2020/08/new-research-reveals-benefits-video-games-young-people%E2%80%99s-literacy-creativity Pierwotne źródło, dzięki któremu dotarłem do tego linka ->
27:05 - 28:27
Ten fragment zbiję prostym argumentem - tak samo reagują rodzice lub inni ludzie, którzy nie są uzależnieni, a np. wykonują jakieś zadanie, które wymaga od nich skupienia się tu i teraz, ewentualnie oglądają jakiś program/relację i powtórki nie będzie. Bo mają wenę, bo jak je przerwą to trudno będzie wrócić, a w przypadku seansu ulubionego serialu lub meczu przerwa oznacza możliwość ominięcia kluczowego fragmentu. Co do możliwości oderwania się od komputera, to wystarczy dogadać się z przyjacielem lub rodziną, że w danym momencie nie mamy możliwości zrobienia pauzy (jeśli mowa o grze online lub takiej, gdy nie można zrobić pauzy/save'a w dowolnym momencie). Jeśli jednak mowa o sytuacji, gdy gracz to ignoruje lub nie może się powstrzymać od swojego nałogu w czasie, gdy jest to niewskazane, to faktycznie stanowi to problem. Jednakże nie jest to takie 0-1, jak mówiłeś i jest to kwestia do dogadania się.
28:28 - 28:58
A o czym ma rozmawiać przysłowiowy Seba z nerdem, człowiek wychowujący się w biedzie z bogaczem, ateista z katolikiem, programista nie grający w gry z człowiekiem, który wykorzystuje kompa tylko do grania, babcia dla której rozwój technologii zatrzymał się na telewizorze i nie rozumie nowoczesnej techniki? Tacy ludzie mogą zupełnie inaczej postrzegać rzeczywistość, bo żyją w różnych światach. Do dialogu potrzebne jest zrozumienie i inteligencja po obu stronach albo umiejętność adaptacji i wysoka inteligencja u jednej z osób. Twoja ironiczna odpowiedź jest nie na miejscu.
28:59 - 31:02
W zasadzie ten fragment o generalizacji mógłbym wstawić jako odpowiedź na część Twoich generalizacji. Nic więcej nie muszę dodawać, bo moja odpowiedź pokrywa się z Twoją odpowiedzią. Tylko w innym kontekście.
Tutaj z kolei mogę się podpisać pod tym, co mówiłeś na temat psychologa i po co się do niego chodzi. Pełna zgoda.
Zdecydowanie nie jesteś po środeczku, ale to może wynikać z tego, źe źle przedstawiłeś swoje zdanie i operowałeś na zbyt ekstremalnych przykładach. A gracze dojrzeli już do tego poziomu przed 29 listopada 2018 roku.
Bardzo chcę za pomoc Ani, Oli, Karolowi i Mariuszowi. Gdyby nie Wasza pomoc moje drogie Panie, to pisałbym o wiele dłużej ten tekst i na pewno byłby merytorycznie uboższy. W przypadku Panów, dzięki Wam uniknąłem wpadki w zakresie porównywania gier do prawdziwego sportu.
<- tego mi się nie chce już komentować. Typ się jara tym, co było wiadome już 13 lat temu po pierwszym dodatku do "World of WarCraft". Ze już nie wspomnę tym, że tego typu mechaniki są stosowane od dekad, jeśli nie wieków (choć skala była dużo mniejsza ze względu na technologię, możliwości dotarcia do klientów etc.). Szuria i tyle.
A, i a propos rzekomego sukcesu Pani Rowling. Dzięki Karol za linka
Link nt. McDonalda i manipulacji kolorami https://www.indy100.com/article/mcdonalds-brand-signs-yellow-red-psychology-calming-hungry-7944036?amp&fbclid=IwAR2-9kdBAbfI67gu7RBUEynBVmrncNnDa62uGkstyLPJRgQVU-G3d_TuFOc