Cały świat wykonuje coraz więcej ruchów w celu legalizacji lub depenalizacji marihuany. Parę dni temu ONZ zdecydował, że ten mało szkodliwy narkotyk, jest... mało szkodliwym narkotykiem i przestała być stawiana obok heroiny i innych dragów.
Tymczasem w krajach zdominowanych przez konserwatywnych i katolickich zamordystów, nadal panuje odmienna opinia. Nie wiem, jak w innych krajach, ale w Polsce nadal karze się zwykłych użytkowników tak, jakby byli przestępcami lub ćpunami, którzy wbijają sobie w żyłę naprawdę niebezpieczne substancje psychoaktywne. Jest to tym śmieszniejsze, że w krajach jak Polska ludzie uwielbiają alkohol - narkotyk, który jest gorszy pod każdym względem. Jest bardziej niezdrowy, ma dużo większe konsekwencje dla organizmu, powoduje kaca, nie ma wartości zdrowotnych (marihuana ma - pomaga przy leczeniu glejaka, padaczki lekoopornej, pomaga wrócić do zdrowia ludziom po chemioterapii, która robi spustoszenie w ich organiźmie), nie powoduje też wzrostu agresji w przeciwieństwie do alkoholu. Oczywiście, jest coś takiego jak syndrom odstawienia, ale to dotyczy zarówno kawy, komputera, internetu etc.
Nie uważam go za bezpieczną substancję, bo można łatwo wpaść w uzależnienie psychiczne, trudno odstawić ten narkotyk (ale jest to też łatwiejsze niż w przypadku papierosów - przynajmniej takie wrażenie odniosłem po rozmowie z wieloma ludźmi w Polsce i zagranicą), zapchać sobie płuca (pod tym względem marihuana jest groźniejsza od papierosów), można też popaść w tryb rozleniwienia, ale... To można powiedzieć o wielu czynnościach, np. graniu na komputerze, oglądaniu filmów, anime, seriali, Netflixa, filmów porno, zbyt dużej alienacji od społeczeństwa. Jest to oczywiście problemem dla społeczeństwa, ale walka w ten sposób nic nie da. Ba, zazwyczaj jedynie pogłębia problem, dodatkowo utrudnia życie zwykłym ludziom, odciąga uwagę służb porządkowych od realnego zagrożenia i kosztuje nas podatników. Zamiast tego nie łatwiej byłoby zalegalizować marihuanę, opodatkować ją i umożliwić ludziom hodowanie np. 3 krzaków na głowę. Ceny by nie wzrosły, bo koszt masowej hodowli cannabis to dosłownie grosze. Hoduje je się jak pomidory, nie wymagają dużego zaangażowania ze strony hodowcy, jak niektóre rośliny. Za to byłoby mnóstwo pieniędzy dla budżetów państw, które zostały zdewastowane przez pandemię koronawirusa.
No cóż, mam nadzieję że coraz więcej krajów pójdzie przykładami Kanady, niektórych stanów USA, czy Portugalii lub Hiszpanii. Po co karać za tak śmieszne i niegroźne rzeczy? Lepiej mieć zupełnie inne podejście, jak np. w UK. Moja koleżanka szła sobie przez centrum Londynu z uncją marihuany (około 30gram), złapał ją policjant i nic jej w związku z tym nie zrobił.
https://www.nytimes.com/2020/12/02/world/europe/cannabis-united-nations-drug-policy.html