Wspólne oglądanie seriali z bliską osobą, jest czasami wkurzające. Trudno czasem znaleźć produkcję, która odpowiada zarówno jednej, jak i drugiej osobie. Próbowaliśmy "Atypical" - był dobry, ale nie porwał mojej drugiej połówki i dokończę go kiedyś sam. Po kilku nieudanych próbach przypomniałem sobie o "Orange is the New Black", który polecało mi przez lata dwóch kumpli - Kuba, znany szerzej na polskim YouTubie jako Buki i Krystian. Tak się wciągnęliśmy ze swoją dziewczyną, że nawet nie musiałem pytać o to, czy włączamy kolejny, tylko po prostu to robiłem. Po raz kolejny udało mi się ominąć jakiś bardzo dobry serial, dzięki czemu możemy się cieszyć świetnym seansem. Nawet nie wiecie, jak mam przejebane, że teraz muszę czekać na weekendy, by poznać ciąg dalszy przygód Piper Chapman i jej koleżanek z więzienia.
Kim jest Piper Chapman? Zwykłą dziewczynką z tzw. "dobrego domu". Wykształcona, ładna i na pozór grzeczna córeczka tatusia, która trafia do więzienia z powodu przemytu narkotyków. Nie zrobiła tego dla siebie, czy dla pieniędzy. Tzn. żeby być ścisłym, na pewno miało to jakiś wpływ na jej decyzję, ale głównym powodem była jej dziewczyna. Absolutnie jej się nie dziwię, Alex Vause wygląda tak obłędnie onieśmielająco, przyciąga ludzi swoim ponętnym, hipnotyzującym wzrokiem, że większość facetów i część kobiet zrobiłoby dla niej wszystko po kilku upojnych nocach. W pewnym momencie sprawa się rypła i Piper musiała opuścić ciepły domek oraz pożegnać się ze swoim narzeczonym. Czeka na nią nowa rzeczywistość - pobyt w jednym ze stanowych więzień dla kobiet. Część feministek, przynajmniej tych polskich, lubi mówić, że "przemoc ma płeć". Ten serial dobitnie pokazuje, że feministki bredzą w tym aspekcie, zaś kobiety niespecjalnie różnią się od facetów, a niekiedy potrafią być jeszcze gorsze. Jak to powiedziały moje dwie dobre koleżanki, gdyby zniwelować przewagę mężczyzn w aspektach fizycznych, to wolałyby mieć ich za wrogów, bo podobno łatwiej można się z nami dogadać, np. jesteśmy mniej mściwi.
W pierwszym odcinku widzimy, jak Chapman przygotowuje się do zmiany swojego lokum. Żegna się z koleżankami, rodziną, spędza ostatnie intymne chwile z narzeczonym, rozmyśla o tym co zrobi i czego będzie unikać w trakcie odsiadki. Jak to często bywa w życiu, oczekiwania mniej lub bardziej mijają się z tym, co faktycznie zrobimy. Pobyt w więzieniu również minął się z jej oczekiwaniami. Co prawda nie trafia do najgorszego miejsca, ale nie jest to też wycieczka szkolna, na której jest zależna od dobrego humoru dorosłych opiekunów. Jedzenie jest delikatnie mówiąc niesmaczne, warunki sanitarne niewiele lepsze od tragicznych hosteli, zarabia marne grosze wykonując różne prace, każdy ma cię w samym środku dupy, póki nie pokażesz siły, nie jesteś użyteczny lub nie masz pozycji, której nie powinno się lekceważyć. Bywają też sytuacje, że ktoś dopuści się molestowania seksualnego lub gwałtu. O tym jednak napiszę później, teraz wrócę do streszczenia pierwszego odcinka. Piper już na początku zalicza wtopę, mówiąc szefowej kuchni, że jej jedzenie jest ohydne. Jak łatwo się można domyśleć, nie przypada to do gustu kucharce, która serwuje jej na śniadanie bułkę z tamponem. To znak, że dziewczyna nic nie zje póki tzw. Ruda na to nie pozwoli. Jakby tego było mało, to do tego samego więzienia trafia jej ex-dziewczyna, zaś Piper rozumie, że musi odrzucić większość wartości, które znała na wolności i nauczyć się życia w nowych realiach. Jest to tym trudniejsze, że Piper pochodzi z dobrego domu, w którym praktycznie nic jej nie groziło, więc więzienie to dla niej inny świat. Miała lekkie życie, nie musiała walczyć o przeżycie lub ciężko harować, by zarobić na wymarzone studia w przeciwieństwie do swoich obecnych koleżanek. Na szczęście dla samej siebie, nie jest głupia i szybko uczy się, jak przetrwać w nowym środowisku i nie powtarzać swoich błędów... A przynajmniej niektórych z nich.
Mimo, że akcja serialu dzieje się głównie w jednej lokalizacji (poza retrospekcjami więźniarek i pokazywaniem postaci żyjącym poza więzieniem), to serial nie nudzi i nie da się mu zarzucić monotematyczności. Jasne, z racji że więzienie jest zamkniętą przestrzenią, to pula możliwych interakcji lub wątków jest ograniczona, a co za tym idzie, trudno uniknąć pewnej powtarzalności, ale z racji że bohaterki różnią się od siebie, to nie możemy narzekać na nudę. Co prawda widziałem ze swoją dziewczyną jedynie 1 i większość 2 sezonu, ale wiem z kilku źródeł, że można to samo powiedzieć o pozostałych. Słyszałem z kilku źródeł, że 3 ssie, ale potem jest już dobrze. No cóż, w najgorszym razie przewinę dalej, o ile naprawdę nie będzie czegokolwiek, co mnie zainteresuje. A w obu sezonach jest mnóstwo ciekawych wątków, zarówno dla jednej czy drugiej płci. Zacznę od tego, co sprzedaje się najlepiej, czyli seksu. W "Orange is the New Black" są sceny seksu głównie z udziałem lesbijek oraz w mniejszym stopniu, par hetero. Póki co nie widziałem żadnej sceny gwałtu (nie licząc kilku pojedynczych scen, w których doszło do molestowania seksualnego, np. Chapman przez strażnika z wąsikiem), ale biorąc pod uwagę, jak często wspominają o tym bohaterowie serialu, to pewnie prędzej czy później się takowa pojawi. Na ten moment jest wprost przeciwnie, panie ze skłonnościami homoseksualnymi chętnie uprawiają ze sobą seks, czy to pod prysznicem, w magazynach lub więziennej kapliczce. Panie zabawiają się również własnoręcznie, podkradając z kuchni twarde warzywa o kształtach podobnych do penisa lub wykorzystując przedmioty znalezione w więzieniu, jak np. śrubokręt. Jako że więzienie nie daje zbyt wielu okazji do uspokojenia swoich emocji, za to powoduje wiele stresu, to między więziarkami dochodzi do wielu sporów. Te często są rozwiązywane za pomocą siły lub podporządkowania się silniejszej osobie. Bohaterki nie zawsze mogą rozwiązać swoje problemy za pomocą perswazji lub handlu, więc czynniki fizyczne są często decydujące. Masa ciała, wzrost, refleks, bezwzględność i ilość agresji. Postacie nie bez powodu mówią, żeby uważać na tych, którzy mają podwyższony poziom testosteronu, zaś kobiety mówią do siebie - "Pokonasz ją w walce 1vs1, jesteś duża, a ona jest kurduplem".
Choć serial jest kobieco centryczny, to pojawia się kilka męskich postaci. Głównie w postaci chłopaków, mężów, ojców skazanych lub strażników więziennych. Są to głównie bohaterowie epizodyczni i niewielu prezentuje dostatecznie wysoki poziom, by mnie zadowolić (hehe, nieźle mi wyszło w niezaplanowany sposób). Polubiłem tzw. Porno-wąsika, jego kolegę z pracy i póki co nie jestem w stanie przytoczyć innych męskich postaci, które utkwiły mi w pamięci. Nie polubiłem narzeczonego Piper, ale warto go wyszczególnić, bo wcielił się w niego aktor znany z "American Pie". Co innego w przypadku kobiet, mogę raczej ze spokojem powiedzieć, że stanowią 90% obsady. Showrunnerka zadbała o to, by serial prezentował szeroką gamę żeńskich charakterów i różnych narodowości. Mamy jedną Słowiankę, Czarnoskóre, Latynoski, Białe - do wyboru do koloru. Te są bardzo różnorodne i często zapadają w pamięci, w pozytywny lub negatywny sposób. Polubiłem większość z nich i najchętniej opisałbym wszystkie, ale niestety nie mam tyle wolnego czasu.
Jeśli chodzi o walory czysto fizyczne, to najbardziej polubiłem Alex Vause. Kobieta jest wyuzdana, emanuje seksem i przykuwa uwagę - czy to swoją mimiką, ruchami ciała lub pewnością siebie. Za każdym razem, gdy robiła swoje słodkie, kokieteryjne miny lub poruszała się w podobny sposób, to nie byłem w stanie oderwać wzroku. Należy do tych kobiet, którym złość dodaje urody, staje się wtedy jeszcze piękniejsza. Poza tym ma ciekawy charakter - jest cyniczna, pragmantyczna i lubi brać jak najwięcej z życia. Na drugim miejscu umiejscowiłbym Nicky Nichols, która jest co prawda nieco brzydsza od Alex, ale podobnie do niej emanuje seksem. W przeciwieństwie do czarnowłosej koleżanki, jest zdecydowanie milsza i nie wykorzystuje ludzi, chyba że ci naprawdę sobie na to zasłużą. To taka miła koleżnka, która kiedy trzeba, to pocieszy, a kiedy coś spieprzymy, to nas skrytykuje. To co je łączy, to zamiłowanie do seksu, obie uwielbiają otrzymywać i dawać rozkosz. Piper jest ładniejsza od Nicky i... Na tym skończę. Napisałem o niej na początku i nie chcę Wam zaspoilerować późniejszych odcinków. Polubiłem również Sophię Burset, jedną z kilku postaci transseksualnych. Urodziła się jako mężczyzna, ale czuła się niekomfortowo w swojej męskiej powłoce, więc poddała się operacji korekty płci. Można w niej dostrzec męskie elementy (większe gabaryty, męska budowa ciała), ale z racji, że Laverne Cox zachowuje się i porusza jak kobieta, to często o tym zapominałem. Można zarzucić Netflixowi, że czasem forsuje na siłę elementy LGBT i transseksualne, ale postać Sophie stanowi świetny przykład (jak 3 sezon "Stranger Things"), że można to przedstawić w bardzo naturalny i nieinwazyjny sposób.
Patrząc na bohaterki wyłącznie pod względem charakteru, to najbardziej polubiłem Galinę Reznikov, Poussey Washington i Carrie aka. Big Boo. Galina to kucharka, która ma chyba największą władzę ze wszystkich osadzonych. Wynika to z jej umiejętności (najlepiej umie prowadzić kuchnię ze wszystkich kobiet) oraz twardego charakteru. To gruboskórna Rosjanka, która nie daje sobą pomiatać i trzeba mieć nad nią naprawdę dużą przewagę, by ją wystraszyć. Poussey to najsympatyczniejsza i najmniej toksyczna Czarnoskóra bohaterka. Nie chodzi o to, że Murzynki są wredniejsze od Latynosek, czy Białych, po prostu wiele Czarnoskórych w tym serialu ma jakieś negatywne cechy (aczkolwiek są na tym polu lepsze od Latynosek, które potrafią być naprawdę złe). Podobnie jak Nicky jest przyjacielską dziewczyną, która lubi pomagać i zachowywać się uczciwie w stosunku do swoich koleżanek. Została Big Boo, lesbijka o niedźwiedzich gabarytach, wyglądzie stereotypowej więźniarki, ale posiadająca złote serce... Dopóki ktoś jej nie wkurwi lub nie zachowa się nie fajnie w stosunku do niej. Na ogół jest jednak sympatyczna i podobnie jak Nicky, czy Alex, uwielbia uwodzić nowe dziewczyny i traktuje je jak zdobycz. Reasumując, zignorowałem większość postaci, nie powiedziałem o nich też zbyt wiele, ale nie chciałem Wam popsuć zabawy z ich poznawaniem. Postaram się to uzupełnić w recenzjach kolejnych sezonów, w których nie będę już miał takich ograniczeń.
Jak oceniam ten serial na tle "Dark", "Stranger Things", "House of Cards", "End of the f***ing world" i innych seriali Netflixa? Bardzo dobrze, bez problemu mogę go zaliczyć do tej lepszej połówki, a nawet czołówki. Jeżeli tylko jeden sezon jest nieudany, a reszta będzie prezentowała zbliżony lub nawet jeszcze wyższy poziom, to na pewno będę mógł go polecać równie gorliwie, co HoC, czy niemiecki "Dark". W końcu przy tylu sezonach, trudno jest utrzymać poziom przez cały czas. W chwili, gdy piszę to zdanie, minęło parę dni od czasu, gdy chciałem wrzucić ten tekst, a my z dziewczyną doszliśmy do połowy 3 sezonu i jest ciągle ciekawie. Jak skończę 4 lub 5, to napiszę kolejne omówienie. Póki co oceniam serial na +8/10 - świetna robota, praktycznie bez wad.