Już dużo czasu nie pisałem o moim piesku, ostatni raz zapewne na początku wakacji lub pod koniec wiosny. Chciałem napisać o naszej męskiej, kilkugodzinnej wyprawie do lasu, która miała miejsce na 1.5 miesiąca temu, ale ciągle miałem coś ważniejszego do zrobienia. Tydzień temu z kolei wykorzystaliśmy okazję, że było wyjątkowo ciepło jak na tę porę roku i wyszliśmy na dłuższy spacer do parku. Gdzieś tak w okolicach 16 grudnia będziemy już mieli pierwszą rocznicę odkąd mieszkamy razem. Między nami było różnie, czasami wkurza mnie jego zachowanie, czasem denerwuje mnie to, że nie mogę nigdzie wyjechać na kilka dni, ale to w sumie nieistotne rzeczy wobec całej reszty. Dzięki naszym interakcjom i zajmowaniu się nim, lepiej zrozumiałem wiele rzeczy - odpowiedzialność, konsekwencje wynikające z podjętych wcześniej decyzji, szacunek wobec własnego czasu, no i czasami przytulenie się do mojego staruszka poprawia mi humor.
Rozwijając powyższe, odkąd zajmują się Taco i zacząłem codziennie lub prawie codziennie publikować coś na swoim blogu, to mam mniej czasu. Mam go tym mniej, bo od paru miesięcy spotykam się ze swoją dziewczyną, więc trzeba częściej i dokładnie sprzątać mieszkanie. Niby każda z tych czynności nie zabiera dużo czasu, ale sumując wszystkie godziny, to mam ponad 15 godzin w tygodniu mniej dla siebie, nie licząc weekendu. 10 lat temu mi to aż tak nie przeszkadzało, ale im człowiek starszy, tym więcej ma zobowiązań + zmienia się subiektywny upływ czasu, aż boję się, jak to będzie wyglądało, jak będę miał już 40 lat. Musiałem więc ograniczyć część aktywności w sieci, a przede wszystkim bezsensowną rozrywkę. Co za tym idzie, siłą rzeczy musiałem się stać bardziej odpowiedzialny - mimowolnie myślę mniej o sobie, za to więcej o Taco, rodzinie, czy przyjaciołach. Muszę też myśleć za swojego psa, który z niewiadomych dla mnie przyczyn, jest agresywny wobec innych zwierzątek - małych czy dużych, dziadek rzuca się nawet na większe od siebie stworzonka i obawia się jedynie takich, które są wielkości konia. Nie wiem z czego to wynika, ale biorąc pod uwagę jego przeszłość (3 razy był wyrzucany z domu przez swoich właścicieli) i parę zagojonych już ran na jego ciele, to domyślam się że został skrzywdzony w swoim życiu. Na całe szczęście Taco nie jest złym pieskiem, tylko co najwyżej atakuje inne zwierzątka. Poza tym jest grzeczny, choć jego nieporadność bywa wkurzająca. Głównie dlatego, że to sprytny i nie głupi pies, który już wielokrotnie mi udowodnił, że wie co i jak, ale czasami nie potrafi ogarnąć prostych rzeczy. Zwalam to jednak na jego lenistwo i swego rodzaju cynizm, bo często wtedy stoi i patrzy się ze złośliwym wyrazem twarzy, czekając aż Tato ruszy się i mu pomoże. Byłbym zapomniał, Taco jest tak zazdrosny o to, że w weekendy poświęcam czas komuś innemu, że płacze w nocy, bo śpi samotnie. Dlatego od dwóch tygodni codziennie po pracy poświęcam czas tylko jemu przez 20 lub 30 minut. Póki co efekty są zadowalające, łka zdecydowanie rzadziej.
Jeśli chodzi o jego dietę, to praktycznie nic się nie zmieniła. Nadal jest karmiony przeze mnie głównie gotowaną marchewką, gotowanym mięsem (głównie wątróbka i żołądki kurczaka), suchą karmą oraz psimi przysmakami. Ze 3 miesiące temu, dorzuciłem do jego jego diety kiełbasę, którą kupuję mu raz lub dwa razy w tygodniu, w zależności od tego, jak stoję z finansami. Poza tym chłopak je wszystko, co ja - jak robię sobie twaróg z pomidorami, to dostaje parę kawałków wraz z białym serem. Jak kupię sobie jakieś owoce, typu mango, ananas, to dostaje kawałek. Chyba raz, czy maksymalnie dwa razy zdarzyło się, że odmówił jakiegoś jedzenia. Pomijam tutaj okres, gdy choruje, a raz złapała go jakaś psia grypa pod koniec lata, gdy było bardzo gorąco. Dwa tygodnie temu z Asią zrobiliśmy mu challenge'a - podstawiłem 1.5 kiełbasy i pokrojony kawałek pizzy, byliśmy ciekawi, co zje jako pierwsze. Oczywiście wybrał pizzę :D. Problemów z żołądkiem nie ma, wagę ma stabilną (10.5 kg - 12 kg). Po operacji już nie ma zupełnie śladów i zdążyłem już zapomnieć, że kiedykolwiek miał guzy pod ogonem.
Co do naszych przygód, to zacznę od wypadu do lasu. Zrobiliśmy sobie wolny weekend, tylko we dwoje. Wstaliśmy o 8.30, ubrałem się, umyłem zęby, zarzuciłem na plecy wcześniej przygotowany plecak, w którym wziąłem wodę dla siebie i Taco, chrupki i miskę dla niego i ruszyliśmy na kilku godzinny spacer. Gdy upewniłem się, że przede mną i za mną nie ma nikogo z psiakiem, to spuściłem go ze smyczy i zaczął sobie hasać jak sarenka. Psiak biegł przed siebie kilkadziesiąt metrów po czym wracał, śmiejąc się jak Joker. W pewnym momencie trafiliśmy na jednego pana, z którym chwilę sobie pogadałem o moim niemal ślepym psie, po czym ostrzegł mnie że dosłownie parę minut wcześniej dostał mandat za chodzenie z psem bez smyczy. Początkowo byłem wobec tego krytyczny i uważałem to za przesadę, ale porozmawiałem sobie z koleżanką, która ma podobny problem. Jej pies również jest agresywnie nastawiony wobec innych zwierząt, mimo że wobec ludzi jest bardzo w porządku i lubi się do każdego łasić. Zgodziłem się z jej argumentami, że Taco mógłby zaatakować np. bezbronne małe ptaki, które dopiero uczą się życia na naszym świecie. Z drugiej strony, Taco boi się jeży. Dwa razy wyszedłem z nim na nocny spacer, na którym spotkaliśmy kuzynów Sonica i jedynie się na nie patrzył. Chyba jak go ktoś kiedyś zostawił w lesie, to miał styczność z jednym z nich i wie, czym się próba zjedzenia go. O wizycie w parku będzie krótko, bo w zasadzie nie ma o czym pisać. Tam nie mogę go spuścić ze smyczy, bo jest zbyt dużo psów, a że już dwa razy pogryzł innego psa (jednego z mojej winy - poczuł, że poluzowałem uchwyt i wyrwał mi się. Drugiego z winy jego właściciela - ostrzegałem, że Taco gryzie, a ten postanowił zaryzykować, w obu przypadkach na szczęście wszystko skończyło się dobrze), to wolę nie ryzykować. Było śmiesznie, jak wbiegaliśmy na górkę, z której zjeżdżałem na sankach jako dziecko i młody nastolatek. Chłopakowi spodobał się chyba widok z góry, bo kręcił się na szczycie tak, jakby analizował nowe otoczenie :D.
No i to tyle. Pewnie kolejny wpis o Taco napiszę z okazji świąt, gdy zrobię mu mięsny tort z okazji pierwszej rocznicy wspólnego mieszkania.