Tekst pisany na szybko, ale miałem przypływ weny, to postanowiłem skorzystać ^^.
Około 3 lat temu odświeżyłem sobie DBZ. Wówczas pominąłem arc z Garlickiem Juniorem, bo nie chciałem sobie popsuć odbioru i skupić się wyłącznie na adaptacji mangi. Postanowiłem jednak wtedy, że przy najbliższej wolnej okazji nadrobię zaległości. Przez wiele lat postrzegałem te fillery za bardzo dobre, wręcz jedne z najlepszych fillerów w historii serialowych shounenów. Wydawało mi się że to bardzo dobry zapychacz, który świetnie wykorzystuje materiał z pierwszego filmu kinowego DBZ i stanowi dobre uzupełnienie dla mangi. Przypadek sprawił, że od paru miesięcy w internecie ludzie narzekają (czy raczej, uściślając, fani podnoszą ponownie ten temat, jak od kilkunastu lat) na to, że "tylko Goku ratuje sytuację". W tym fillerze nie mamy Goku, Saiyanie nie są na pierwszym planie (Vegeta jest w kosmosie, a Gohan nie jest najsilniejszą postacią z tych dobrych), Wszechmogący dostaje swój epizod, rozwijamy ziemskie elementy świata "Dragon Ball Z". Przepis na bardzo dobry arc, którego tak bardzo nam brakuje od wielu sag. Przez kilkanaście lat niewiele o nim dyskutowałem z kolegami, bo jestem w stanie sobie przypomnieć tylko dwie z nich - jedną z Sakim, człowiekiem który tłumaczył mangę "One Piece" na op.com.pl i innym znajomym. Tej drugiej nie pamiętam, tę pierwszą natomiast jak najbardziej. Wówczas kłóciłem się z Sakim i starałem się odbić jego argumenty. Po latach jestem zmuszony przyznać mu rację - ten około 10-odcinkowy arc jest beznadziejny. To jeden z najgorszych etapów w historii tego anime, jak również uosobienie kilku wad, które od dawna towarzyszą temu tytułowi. Niekonsekwencja scenarzystów, nadmierne olewanie power leveli, wymyślanie historii na bieżąco (lub kiepski pomysł na nią, nieprzemyślenie całego konceptu) i transformacje na siłę. A szkoda.
Zacznę od tego, że ten arc jest pełen błędów. Część z nich da się uzasadnić, ale wiele z nich to tak duże dziury fabularne, że byłyby niewybaczalne, gdyby fabuła pochodziła bezpośrednio z komiksu Akiry Toriyamy. Pierwotny pomysł na wykorzystanie wydarzeń z pierwszego filmu jest naprawdę dobry, nawet dopisanie nieistniejącej planety demonów, artefaktów w pałacu Kami-sama, czy świata dla poprzednich Bogów. Goku nie ma na Ziemi, Vegeta jeszcze się nie zmienił dzięki Bulmie i jej innym atutom, przez co nie ma go na Ziemi i Ziemianie muszą sobie poradzić bez swojego duetu. Biedny Yamcha, nie miał szans - nie dość, że Saiyanie to wyjątkowo egzotyczny towar, wręcz na wyginięciu, to jego nadludzka moc jest niczym wobec mocy Księcia... Nie wspominając o tym, że dzięki temu związkowi Bulma może się teraz tytułować księżniczką, z czym ówczesny Chad-Yamcha rywalizować nie może. Wracając do początku tego akapitu, wystarczyło minimalnie przemyśleć powrót Garlicka i samo to zlikwidowałoby parę błędów. Resztę dałoby się przeżyć, być może nawet bym je zignorował.
Zaczynając od największej nieścisłości, po jaką cholerę Toei wymyślało wątek z SYNEM Garlicka? W ogóle zacznijmy od tego, jak on sobie tego syna stworzył i czemu wygląda niemal tak samo jak on? W Martwej Strefie była jakaś Pani Garlick? Jakim cudem jego syn jest nieśmiertelny, jak to jego ojciec dostał tę moc od Shenlonga? To by może miało sens, gdyby przedstawiciele jego rasy rodzili się, jak Nameczanie - poprzez wypluwanie jajek. Czy chodziło tu tylko o kiepskie wykorzystanie schematu - skoro ojcowie walczyli, to syn jednego ma prawo zabić drugiego, by pomścić swojego? Czemu Krillan zachowuje się tak, jakby nie znał go z walki w filmie. Przecież Toei wykorzystuje jej fragmenty, przez co zapychają sobie czas antenowy. Ok, Krillan zachowuje się tak, że w sumie nie można powiedzieć wprost, czy wie o tym, czy nie, ale wystarczyłoby tylko jedno pieprzone zdanie lub nawet fragment retrospekcji - niecała minuta by w pełni wystarczyła.
Drugi błąd to wątek z tą planetą demonów. Saki krytykował ten pomysł, a dla mnie może być. Demony i istoty z piekła nie są co prawda najsilniejszymi Złymi w uniwersum DB, ale są na tyle mocni, że mogli stanowić zagrożenie na początku serii Z. To naturalne, że mogli o tym zapomnieć w związku z nieporównywalnie silniejszymi Saiyanami, czy Freezerem. Zwłaszcza, że ta planeta zbliża się do Ziemi raz na 5 tysięcy lat. Problem jest jednak z tym, że przeciwnicy dostają power-up dzięki spojrzeniu na nią, o czym scenarzyści wcześniej nie raczyli wspomnieć. Mówili tylko o tym, że jej obecność wpływa na demony, a tu nagle, gdy tylko zaczęli dostawać w tyłek, musieli na nią popatrzeć, by dostać dodatkową moc prosto z dupy scenarzysty. Mało tego, stali się kilkanaście razy silniejsi. Z tym nie miałbym problemu, gdyby nie to, że Krillan najpierw został zmasakrowany przez tych słabszych, a potem radził sobie z tymi silniejszymi. Na szczęście nie dał rady wersji po power-upie. Gohana nie liczę, bo to dziecko + to jego moc aż do Cell sagi pozostawała uśpiona, więc mogę przymknąć na to oko. Trochę gorzej jest z Piccolo, który powinien śliną zabić Garlicka. Ok, dał się sponiewierać jego pomagierom - to ma sens, że musiał ukrywać swoją moc i pokazać się jako miernota. Tak samo zrobił przy pierwszym spotkaniu z Cellem, generalnie cała akcja jest w jego stylu. Wolał mieć 100% czystą sytuację, sprawdzić zabezpieczenia Garlicka (np. ta osłona, przez którą nie mógł się przebić Łysy Mnich), by Mr Popo i Kami przeżyli. Niemniej po tym powinien zabić swojego przeciwnika bijąc go lewą nogą lub ręką. Piccolo kilka miesięcy wcześniej kopał dupę Freezerowi - kosmicznemu Adolfowi, osobnikowi który w swojej bazowej formie był super potężny. Był nawet krótki moment, że galaktyczny nazista obawiał się Piccolo po asymilacji Naila, co jednak zmieniła jego kolejna transformacja. Taki Garlick nie powinien mieć z nim najmniejszych szans.
Kolejna sprawa to Vegeta, który bez problemu lata sobie po planetoidach, a nawet w jednym odcinku przelatuje z niej na pobliską planetę xD. Takie rzeczy, to umie tylko Cell, Freezer lub Buu - Saiyanie nie mogą przeżyć w przestrzeni kosmicznej. Dlaczego też poprzedni Bogowie Ziemi są tak źle nastawieni wobec Nameczanina? Przecież na to stanowisko byli wybierani ludzie tylko i wyłącznie o krystalicznie dobrym sercu, więc powinni grzecznie przepuścić aktualnego Boga. Zamiast tego atakowali go i dotkliwie ranili. Ba, atakowali też Mr Popo, który wiernie służył poprzedniemu Bogu. Jakim cudem Garlick otworzył też Martwą Strefę, z której z tego co pamiętam nie dało się uciec od wewnątrz (aczkolwiek to ostatnie mogłem źle zapamiętać)? Daruję już sobie pytania o te zbroje demonów Garlicka, które wyglądają tak, jakby je zakosili ze zbrojowni Saiyan, tak samo jak dalsze rozważania. Spodziewałem się czegoś lepszego, a dostałem jeden z najgorszych fillerów. Gorszy chyba nawet od tych, które krytykowałem w "One Piece", czy "Naruto".
Generalnie nie polecam, jak będziecie sobie planowali odświeżyć DBZ ;).