Kiedy mówi się o turystyce, nikt nie myśli o cmentarzach. Taphofilię ("umiłowanie cmentarza") traktuje się jako dziwactwo. Ja jestem takim dziwakiem, bo dokąd nogi mnie nie poniosą, tam trafiam do bram cmentarza. Nie nowego, który jest wciąż uczęszczany przez bliskich zmarłych nań leżących. Idę tam, gdzie już nie ma kto przyjść.
Tu, gdzie mieszkam stare cmentarze są zwykle zaniedbane i zdewastowane. Historia tak się potoczyła, że tym miejscom szczególnej zadumy nad życiem i śmiercią przez lata nie poświęcano zbytniego szacunku. Obecnie widzę, że tendencja się zmienia. W mojej miejscowości organizowano ochotnicze sprzątanie starego cmentarza, a stare mauzoleum, które parę lat temu wyglądało tak:
Obecnie poddaje się renowacji i oto efekt:
Mieszkam w pobliżu granicy polsko-czeskiej. Około 5 km dzieli mnie od wsi Bílá Voda, w kraju ołomuckim. Znajduje się tutaj zabytkowy klasztor pijarów, który w latach pięćdziesiątych stał się domem dla ponad 1000 zakonnic internowanych z 15 (mówi się też o 16) likwidowanych zakonów i zgromadzeń z całej Czechosłowacji, tym samym przez 40 lat był to najliczniejszy klasztor w całej Europie.
Na tutejszym cmentarzu znajdują się groby tych sióstr, które tutaj zmarły:
Na szczególną uwagę zasługuje mogiła 13 więźniów obozu Auschwitz-Birkenau, zmarłych podczas marszu śmierci w 1945 roku.
W 50 rocznicę internowania sióstr zakonnych czeski Minister Kultury cmentarzowi w Bílej Vodzie nadał status zabytku kultury.
W związku z nadchodzącym dniem Zadusznym zachęcam Was, byście odwiedzili nie tylko groby swoich bliskich, ale zatrzymali się też przy tych, których nikt nie odwiedza i pozwolili sobie na chwilę zadumy.
Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa, część z nich znajduje się na moim koncie instagram.
Post zgłaszam do Tematów Tygodnia #79, temat 2.