Właśnie zszedłem z czujki, była godzina 22 i miałem przerwę do 3 w nocy i miałem znowu iść na czujkę. Wszedłem na socjal, zgasiłem światło w pomieszczeniu i przymknąłem drzwi, tak że światło lekko wpadało przez szparę. Przykryłem się dwoma kocami ponieważ nawet z włączonym na maksa grzejnikiem, było odczuwalne zimno. Leżę starając się zasnąć. I nagle czuję że odpływam. Otwieram oczy i widzę ją... Wiszącą poziomo do podłogi, metr od sufitu w czarnej sukni. Nie mam pojęcia kto to, nie pierwszy raz zresztą mam paraliż senny, jednak zawsze widziałem męską postać z kapturem na głowie w drzwiach. Próbuję się podnieść ale nie mogę. Staram się ze wszystkich sił. A ona sobie tam wisi. Mam świadomość że znów mam paraliż senny ale serce bije szybko. Staram się ruszyć chociaż palcami bo wiem że jeśli uda mi się lekko ruszyć palcem to się wybudzę. Po walce ze swoim ciałem w końcu czuję że ruszyłem palcem u stopy. I się wybudziłem. Sam. W ciemnym pokoju do którego wpada lekki strumień światłą przez uchylone drzwi. Analizuje co się stało. Zastanawiam się czemu widziałem kobietę wiszącą poziomo pod sufitem a nie mężczyznę w kapturze. Nigdy nie widzę ich twarzy. Co ciekawe zawsze mam paraliż senny tam. W pracy. Na socjalu.