Polska to dziwny kraj. Jest wirus, no i ok. Ale po co siać ferment? Jedni mówią tak inni siak, a rząd albo zaprzecza albo wymyśla bzdurne przepisy. A co robią Polacy?
Ano panikują. Ja to rozumiem, bo każdy ma prawo się bać. Ale nie można się dać zwariować. Przecież wszyscy od razu nie zachorujemy. Wystarczy zachować odrobinę ostrożności, a nie od razu wariować i panikować.
A co mają zrobić kasjerzy w sklepach, kierowcy w autobusach, nauczyciele w szkołach, policjanci, strażacy, załogi karetek, lekarze w przychodniach itd itd. Przecież właśnie takie osoby są najbardziej narażone. I co mają zrobić?
Wczoraj chodził inkasent i spisywał liczniki od prądu. Znam gościa od dawna i lubię sobie z nim zawsze kiedy przyjdzie pogadać o tym i o tamtym. Zawsze witamy się podając sobie rękę. Tym razem było inaczej. Kiedy pierwszy wyciągnąłem dłoń do przywitania, gość od razu odmówił przepraszając. Powiedział coś co mnie zaskoczyło, a co uważam za bzdurę.
"- wie Pan ja chodzę po ludziach i z każdym się witam, a Pan jest chory na tą swoją chorobę i mógłbym Pana zarazić. Proszę się nie gniewać ale dziś bez rąk."
W pierwszej chwili nie załapałem o co mu właściwie chodzi, ale widziałem że jest przerażony. Bał się załapać koronawirusa i to że nie podał mi ręki to wcale nie chodziło o mnie tylko o niego. Nie mam żalu do gościa bo go rozumiem, chciał zachować minimum ostrożności.
Jak zwykle pobajdurzyliśmy i poszedł dalej pracować. Powiedział mi że ludzie tak się boją, że nie wpuszczają ani jego ani listonoszy do domu. Każą zostawiać kartkę i później dzwonią i podają stan licznika. Zastanowiłem się nad listonoszami. Jaka to głupota. Każą zostawiać aviza a potem co? Idą odebrać na pocztę, a tam zamiast jednego listonosza to kilka przewijających się osób. Zaraza murowana.
W tygodniu miałem umówioną wizytę do specjalisty w szpitalu, chodzę tam co pół roku. Zawsze było około dwóch godzin czekania, teraz było inaczej, nie było kolejki a umówieni pacjenci przełożyli wizyty. Tym razem czas oczekiwania na moją kolej do pięciu minut. Ja się pytam, co wszyscy nagle ozdrowieli czy to może ta nowa reforma Ministerstwa Zdrowia.?
To samo z zakupami. Wczoraj w jednym markecie "rzucili makaron". Stoje grzecznie w kolejce, a za mną kobieta podjeżdża wózkiem i ma ze 40 paczek tego produktu. Normalnie aż sobie nagłos powiedziałem "pier...ta". Po co jej tyle makaronu? Co nie będzie wcale robiła zakupów tylko będzie żarła konserwy i makaron? Wydaje mi się że nie. Przecież prędzej czy później będzie musiała wyjść z domu i zrobić podstawowe zakupy. Co nie będzie jadła chleba, wędliny, jajek czy np serów? Wątpię.
Tak czy siak uważam że ludzie sami się niepotrzebnie nakręcają. Media dolewają oliwy do ognia, a rząd nie może nad tym zapanować. Powoli zaczyna się robić chaos. Jeszcze trochę i zaczną się zamieszki albo nawet i protesty. W każdym bądź razie nie jest dobrze mocium Panie.
Zdjęcie zapożyczone z medme.pl