Ostatnio żonka poprosiła żebym z nią poszedł na zakupy do Biedronki. Dawno nie byłem, bo w sumie nie miałem po co. Padłem w osłupienie, kiedy zobaczyłem co się dzieje. Patrząc przez pryzmat Biedronki, ten co wejdzie do sklepu może odnieść wrażenie że w Polsce mamy kryzys żywnościowy. Puste pułki, brak podstawowych artykułów. O co chodzi?
Nieukrywam że troszkę się zaniepokoiłem. Żona powiedziała że tak jest już od kilku dni. Postnowiłem zadzwonić do koleżanki która pracuje w Biedronce i dopytać o co chodzi.
Okazuje się że problem tkwi w pracownikach w sortowni na województwo łódzkie. Brakuje 70 ludzi potrzebnych do sortowania i układania palet na konkretne sklepy. Podobno jest tak dobrze w Biedronce że ludzie zamiast się zatrudniać wolą się zwolnić.
Codziennie na poszczególne sklepy przychodzą tylko od 2 do 4 palet towaru, gdzie zawsze codziennie przyjeżdzał cały TIR. Ciekawy jestem co się stanie jeśli sytuacja będzie się powtarzać cały czas. Biedronka straci wielu klientów, tym bardziej że zawsze obok tego sklepu są inne znane markety w których towar jest i nie ma problemu z zakupem.
Trochę się zagotowałem, chciałem kupić moją ulubioną musztardę, cukier oliwę, serek wiejski i vegetę, i niestety musieliśmy pojechać na zakupy zupełnie gdzie indziej. Szkoda bo do Biedronki mieliśmy najbliżej. A teraz po prostu będziemy jeździć w przeciwnym kierunku do Lidla.