Mija już 5 lat jak nie pracuje jako detektyw. Nadal jednak pozostała mi spostrzegawczość i widzenie tego czego bym nie chiał widzieć. Żona mówi że powinienem wrócić do zawodu, ale jak, przecież jestem nie w pełni sprawny i do tego nie mogę prowadzić samochodu.
Od kilku miesięcy obserwuję kilka rzeczy które prawidłowo powinienem zgłosić władzą. Mieszkam obok szkoły podstawowej, od jesieni widzę tam dilera który w roku szkolnym stał dwa razy dziennie udając że wychodzi i wyprowadza pieska. Teraz w wakacje stoi tylko pod wieczór w dzień w dzień, co chwilę widać jak wielu młodych ludzi podchodzi do auta i po kilku minutach znika.
Jeszcze w tamtym roku gość stał starym merolem, teraz dużo nowszym audi. Martwi mnie to, bo tam gdzie stoi jest kilka domów jednorodzinnych i nikt tego faktu nie zgłasza. Podejrzewam że to jakiś miejscowy i pewnie boją się o własne życie. Bo przecież z takimi lepiej nie zadzierać.
To nie wszysto, na mojej ulicy też zaobserwowałem kilka ciekawych działań. W jednym z domków mieszka młody chłopaszek z siostrą kilka lat starszą (znałem ich rodziców) i tam też prawdopodobnie coś jest na rzeczy. Chłopak ma już trzecią BMK-ę co raz to nowszy model. Chłopak dwa razy w tygodniu jeździ za granicę, za każdym razem kiedy wraca późnymi wieczorami zjeźdzają się samochody a z nich wysiadają zawsze nieciekawi ludzie.
Okazuje się że mieszkam w dzielnicy cudów, większość ludzi jest tu bezrobotan ale jeźdzą furami o których my możemy sobie tylko pomarzyć. W tym rejonie Łodzi kiedyś (w latach 70, 80) ta strona miasta słynęła z bimbrownicta, złodziei i zakapiorów którzy potrafili dobrze mordę obić. Później zaczęło się wszystko zmieniać. Ludzie wtedy mieszkający w tym rejonie zaczęli się starzeć i umierać. Robiło się coraz lepiej, zlodzieje zniknęli, meliny pozamykali a i zakapiory gdzieś się podziały.
W latach 90 ten region był już spokojny. Ale niestety wizytówka kilku posesji pozostała. Zresztą moja też. Moi poprzedni lokatorzy (kuzyni) słyneli najpierw z kradzieży rowerów w pobliskim lesie a później kradzieży samochodów. Jak bardzo się kiedyś zdziwiłem jak zobaczyłem zdjęcie bacinej posesji w gazecie regionalniej z nagłówkiem "Kolekna dziupla w rękach policji". Wstydziłem się wtedy jak niewiem, zresztą moi rodzice też. Ciężko było odwiedzać babcię i przechodzić koło tamtejszych mieszkańców.
Ostatnio spotkałem sąsiada który mieszka przez płot z nami, długo nie przyjezdzał więc nawet nie wiedział że poprzednie towarzystwo już tu nie mieszka. Zaczepił mnie i pytał co się stało z kuzynami. Kiedy powiedziałem że już tu nie mieszkają i nie będą mieszkać, sąsiad rozgadał się tak że aż mi uszy zwiędły, myślałem że zapadnę się pod ziemię. No skoro mam taką wizytówkę to aż strach pomyśleć co myślą sobie o nas sąsiedzi.
Wracając do moich zaobserwowanych obiektach, zastanawiam się czy zgłosić to na policję. Przecież moje dzieci chodzą do tej szkoły i w sumie niezgłaszając tego sam narażam ich na niebezpieczeństwo narkomanii. Przyszedł mi też do głowy pomysł zainstalowania tam kamerki z mikrofonem i upewnić się czy mam rację czy nie. Bo może jestem w wielkim błędzie i oskarżam kogoś bezpodstawnie.
Sam nie wiem co zrobić.
Zdjęcia: przypadkowe z google.pl