[GS:Symbiont] to prosta gra narracyjna, w której to czytelnik będzie mógł aktywnie podejmować decyzje o przebiegu wydarzeń. Z perspektywy fabularnej - stając się jedną z wielu ludzkich świadomości uwiezionych w zmiennokształtnym ciele symbionta.
Z pomocą komentarzy i głosów można kierować ruchami protagonisty, tym samym decydując o tym jak dalej historia się potoczy. Jedną z dodatkowych możliwości jest opisanie własnej decyzji nawiązującej do danej sytuacji, pozwalając na pełną ingerencję w to co się dzieje (zakładając że propozycja dostanie najwięcej głosów).
Sceny: [1-01]
(Większość informacji, natury fabularnej i mechanicznej, można znaleźć w tym artykule)
Legion
[02]
Zaskoczenie przerodziło się w panikę, a panika w chaos. Skonfliktowany burzą sprzecznych decyzji, kolektyw nie mógł działać jednomyślnie. Gdy jedne ze świadomości skupiły się na negocjowaniu nowej formy, inne, w tym czasie, postanowiły obrać ich nowy cel.
Wizja nowej formy została rozdarta miedzy dwoma decyzjami. Jedna z nich, zakładała groźnego drapieżnika, pozwalającego łatwo zapolować i szybko uzupełnić deficyt biomasy. Natomiast ta druga, proponowała małego roślinożercę, który mógłby się z łatwością przemknąć i z ukrycia pozyskać biomasę z roślin.
Jednakże, nawet ten stan niezgody pozwolił na zainicjowanie przekształcenia kolektywu. Łącząc pozostałe ze świadomości w nadziei że czymkolwiek się staną, będzie to coś o naturalnym wyglądzie dla otaczającego ich świata.
Sam proces przemiany nie stanowił pięknego widoku, gdy z półprzeźroczystej, gęstej biomasy zaczęły wyrastać kolejne kończyny, a następne kreować się łeb i ogon. Dopiero po dłuższej chwili, z biologicznego chaosu i zamętu, wyłoniła się zwierzęca forma.
Zew lodowatego, nocnego wiatru oplótł ich nowe ciało, jeżąc rude futro wraz z puchata kitą ogona. Wzdrygnięty nagłym, nieprzyjemnym doświadczeniem, kolektyw instynktownie padł na ziemie, chroniąc podłużny pysk pod krótkimi czarnymi łapami.
Aklimatyzacja nie była szybka, niemniej jednak konieczna, aby nowy organizm mógł funkcjonować tak jak należy. Dopiero po pewnym czasie mogli poderwać się na nogi i ruszyć w głąb pogorzeliska.
W tej formie, ruiny wydawały się znacznie groźniejsze i mniej przyjemne do przebywania. Kłębowiska ostrego dymu gryzły w oczy i płuca, a płonące fragmenty raziły potężnym żarem.
Rozrzucone fragmenty, którym pilnie się przyglądali, wyglądały na niewiele więcej jak elementy dawnej ładowni. Nie dało się pośród nich doszukać innych, ważniejszych systemów statku. Nie było tam śladów kadłuba, silnika czy nawet kajut pasażerskich, tych sekcji które mogła chronić i amortyzować tarcza energetyczna.
Jedynie, co pozostało to metalowe skrzynie i kontenery, pełne równie zrujnowanego ładunku. Pancerze i bron, mogące służyć imperialnym żołnierzom na froncie, zostały zmiażdżone lub rozerwane, dzieląc los całej ładowni.
Dźwięk zbliżających się intruzów przerwał przeszukiwania, zmuszając kolektyw do czmychnięcia pod jeden z większych fragmentów poszycia, skąd mógł bacznie obserwować okolice.
Podchodzili ostrożnie, z początku zalewając wszystko oślepiającym światłem latarek. Gdy zatrzymali się w pewnej odległości, dało się słyszeć znajomy język, jednak nieco obcy dialekt.
– Czy jest tu ktoś? – zawołał donośny, męski głos.
Pozostawieni bez odpowiedzi, intruzi ruszyli głębiej w ruiny dawnej ładowni. Dopiero, gdy przestąpili za kryjówkę kolektywu, przenosząc kotarę oślepiającego światła na rozrzucone fragmenty, dwie sylwetki odsłoniły się w pełni.
Nie wyglądali jak żołnierze. Nie mieli na sobie uniformów, a jedynie skórzane kurtki, lekko znoszone spodnie i wilgotne chusty osłaniające twarze. Podobne im obrazy wspomnień, przywodziły na myśl bardziej zwykłych cywili z niewielkich miasteczek, a niżeli wojaków.
Jednakże, latarki oraz bron palna, przewieszona na ramieniu jednego z nich, sugerowała pewien stopień zaawansowania technologicznego tego świata, oraz to że mogliby stanowić zagrożenie.
– Nie wiem czy ktokolwiek dałby radę to przeżyć... – zagadnął jeden z mężczyzn.
Jego kompan z początku odpowiedział milczeniem, skupiając się bardziej na linii lasu otaczającej miejsce katastrofy.
– Nigdzie nie ma nawet śladu skrzydeł – powiedział cicho, jakby sam do siebie, starszy mężczyzna.
Nagłe uczucie głodu i gniewu poraziło kolektyw, jak żar przeradzający się w płomień. Jednak, nie biło ono z wewnątrz. Jego źródło znalazło się w innym miejscu, pomiędzy fragmentami kontenera-celi. Dopiero po chwili, gdy to uczucie urosło w sile, dało się wyczuć oderwany fragment ich dawnej biomasy.
Pozbawiony własnej świadomości, zlepek organicznej materii zdawał się podążać za prostym, symbiotycznym instynktem, pospiesznie gromadząc mniejsze, rozrzucone kawałki. Jak tylko zwiększył swoja masę, przybrał formę brudnej, biologicznej kałuży, z wolna pełznąc w stronę dwójki ludzi.
Zajęci oględzinami miejsca katastrofy, ludzie nie zdawali się dostrzec słabo widocznej plamy, pełzającej wśród dymu i ognia.
| Decyzja | Efekt | |
| 1 | Oddal się jak najprędzej i poszukaj bezpiecznego miejsca na regenerację. | [Głód III -> II] |
| 2 | Zasymiluj utracony fragment biomasy. | [Głód III -> I] [?] |
| 3 | Pozwól prymitywnej biomasie zaatakować. | [?] |
| 4 | Zaatakuj ludzi wraz z pomocą prymitywnej biomasy. | [Głód III -> I] [Monstrum I] [?] |
| 5 | ... | ... |
| Aktualny status | Archetyp | Ekwipunek |
| [Głód III] - Obrażenia, niedawna zmiana formy [Forma: Lis] [Ograniczenia manualne] |
--- | --- |
Zamieszczone grafiki (1, 2) pochodzą ze strony PixaBay i zostały wykorzystane na podstawie licencji "CC0 Creative Commons".