Jeden z ostatnich sierpniowych poranków, budzę się, otwieram oczy, za oknem nijako, słońce skryło się za chmurami i już od kilku dni przestało rozświetlać moje ulubione poranki z kawą w tle. Dzisiaj jednak mam wrażenie, że wraz z odejściem słonecznych dni drastycznie zaczęła obniżać się temperatura powietrza. Ciepła kawa nie pomaga, organizm przyzwyczajony do wysokich temperatur rozpoczął dawać pierwsze bodźce, cieplejsze ubranie, następnie kierunek kaloryfer, wystarczy przekręcić termostat i ciepło powróci. W tejże chwili uświadomiłem sobie, że przecież mamy jeszcze lato, a wentylatora, z którego jeszcze nie dawno korzystałem, nie zdążyłem schować. Temperatura 19 stopni w mieszkaniu nie nastraja optymistycznie, jednak czara goryczy przelała się, gdy w czymś w rodzaju telewizji śniadaniowej usłyszałem informację, że według Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) ocieplenie klimatu o półtora stopnia jest już nieuniknione i emisje dwutlenku węgla należy drastycznie obniżyć, bo grozi nam katastrofa. Czyli nici z mojego załączania ogrzewania, bo pewnikiem ugotuję planetę. O ile w lecie mogę pozwolić sobie na taki luksus i nie emitować szkodliwych substancji do atmosfery, to problematyczne wydaje mi się już to zimową porą. Mimo wszystko bardzo szybko zignorowałem tę sytuację, wyłączyłem telewizor i wziąłem się za przeglądanie serwisów internetowych. Nie było lepiej. Pogoda i klimatyczni wyznawcy chyba się na mnie uwzięli, mimochodem otworzyłem artykuł w którym wyczytałem, że obecne kilkudniowe ochłodzenie jest niczym innym jak prognozą zmieniającego się klimatu. Nie dowiedziałem się tylko w którą stronę ma podążać ta zmiana. Jedno jest jednak pewne, za to wszystko odpowiedzialny jestem ja.
Mogę przeboleć tę beznadziejną aurę i te pseudonaukowe bzdury, ale na jedno nie dam zgody, żeby ktokolwiek obarczał mnie za klimatyczne zmiany. Biorąc jednak pod uwagę, że ten bełkot to najczystsza prawda i to globalna industrializacja jest za to odpowiedzialna, przyjęta obecnie narracja w mediach i ekologicznych środowiskach wyraźnie skierowana jest w innym kierunku - na obwinianie jednostki. Odpowiedzialnością za zmiany obarcza się nas, ta ukuta klimatyczna opowieść ma poruszyć serca i morale pojedynczego człowieka i spowodować, aby poczuł się winny zaistniałej sytuacji. Prawie każde działanie klimatycznych histeryków skierowane jest do konkretnej jednostki. To nie galopujący postęp techniczny, uprzemysłowienie, przyrost demograficzny tylko ty jeden z wielu jesteś za to odpowiedzialny i musisz ponieść karę, a w najlepszym razie musisz się teraz poddać bezwiednie naszym działaniom, które cię wyzwolą. Stworzymy sprawcę, a potem nastąpi resocjalizacja.
Nie godząc się na sprawczość, ktoś jednak już za mnie zdecydował. To człowiek jest winny zaistniałej sytuacji, z której zieloni komuniści go wyzwolą. Na czym będzie polegać to wyzwalanie? Pomoże nam w tym program Komisji Europejskiej „Fit for 55”. Nie tyle wyzwoli nas co diametralnie zmieni i przekształcić w zielone społeczeństwo. To nie będzie tylko zielona rewolucja, to będzie przede wszystkim zmiana sposobu życia Europejczyków. Co do tego nie ma złudzeń. Dotychczasowe sposoby walki z dwutlenkiem węgla są rozczarowujące wobec tego należy wymyślić coś nowego. Najlepiej poszerzyć system handlu emisjami gazów cieplarnianych i wdrożyć do niego budownictwo i transport drogowy. Co to oznacza dla przeciętnego człowieka? Już dziś obserwujemy rosnące ceny prądu, które są wynikiem handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku. Nie inaczej będzie z transportem i budownictwem. Możemy się tylko zastanawiać czy gospodarka wyhamuje? Inaczej czy nasza gospodarka wyhamuje? Europa to mimo wszystko duży kontynent i zróżnicowany pod względem klimatycznym, pomijając różnice w gospodarkach krajów bardziej i mniej rozwiniętych, warto się zastanowić kto najwięcej zyska, a kto straci. W naszej wspólnocie nikt nie zwraca uwagi na położenie geograficzne. Kraje takie jak Polska mające znikomą liczbę słonecznych dni, nie mają szansy konkurować z krajami południa w zakresie pozyskiwania zielonej energii. Polska będzie również na pozycji straconej w okresach zimowych związku ze zwiększonym zużyciem energii. To taki drobny niuans, na który nikt, nigdy nie zwraca uwagi, a hiszpańska sędzia Rosario Silvia de Lapuerte podejmując jednoosobową decyzję zamyka w Polsce kopalnie Turów. Można rzec Polska stoi na pozycji straconej ze względu na położenie geograficzne. Ubóstwo energetyczne, które odziedziczyliśmy po minionym okresie towarzyszy nam niezmiennie, a system handlu emisjami nie pomaga. Elektrociepłownie zamiast inwestować w czyste technologie muszą uzyskane dochody wydawać na pokrycie bieżących wydatków (głównie na uprawnienia do emisji dwutlenku węgla).
Przyjmując więc nadal konkluzję ocieplenia klimatu i dalej w nią brnąc, program „Fit for 55” promowany przez Fransa Timmermansa ma przemodelować społeczeństwo europejskie na nową modłę, cztery tysiące stron przepisów ma wyznaczyć nowe kierunki działania. Tak naprawdę dla przeciętnego człowieka będzie się to wiązało głównie z rosnącymi kosztami. Za rezygnację z samochodów spalinowych i przejście na elektro mobilność zapłaci zapewne obywatel, ale ciekawe jak będzie wyglądał europejski przemysł samochodowy po takim mariażu i wiele innych pomniejszych gałęzi przemysłu, a w szczególności drobnych przedsiębiorstw. Czy polityka klimatyczna Unii pozwoli stworzyć tyle nowych inwestycji związanych z zieloną energią, aby mogły zastąpić w pełni dotychczasowe? Starsi czytelnicy zapewne pamiętają lata dziewięćdziesiąte i polską transformację, dlatego można się zastanowić czy nie szykuje się powtórka z historii, a Balcerowicza nie zastąpi nam twarz holenderskiego polityka. Oczywiście nie pozostaniemy sami, żyjemy przecież w wielkiej rodzinie europejskich narodów. Wprawdzie zamkną nam przedstawiciele tych narodów kopalnie, elektrownie węglowe, nieekologiczne przedsiębiorstwa, jednak w zamian otrzymamy z unijnego Funduszu Sprawiedliwej Transformacji 3,5 mld euro, oczywiście pod warunkiem, że będziemy „grzeczni”. Czy to dużo? Każdy z nas potrafi liczyć, to kropla w morzu potrzeb, a nawet jeśli Unia zwiększyłaby tę kwotę to musi ją w jakiś sposób pozyskać, oznaczałoby to dodatkowe podatki. Warto dodać, że wprowadzenie uprawnień do emisji dla budownictwa i transportu drogowego zwielokrotni w dużej mierze nakłady na zieloną transformację. Pieniędzy będzie brakować, a my będziemy coraz biedniejsi, czyli będziemy mniej konsumować i może o to w tym wszystkim chodzi? Płacąc krocie za zieloną energię ograniczymy swą siłę nabywczą, przez co Europa odetchnie świeżym powietrzem. A co z resztą świata? Europa emituje niecałe 10% dwutlenku węgla. Czy to uratuje świat? Czy inne kraje podążą w tym kierunku? W kierunku pauperyzacji społeczeństw.
Na zdjęciu: Frans Timmermans
Być może temat potraktowałem zbyt emocjonalnie i pobieżnie przyjmując w tych rozważaniach za pewnik, że działalność człowieka ma bezpośredni wpływ na naszą planetę, jednak spoglądając za okno trudno się do tego przekonać. Mimo to Unia brnie w zaparte, a jej nowe pomysły może nie wywołują entuzjazmu, ale w żadnym stopniu nie spotykają się z falą krytyki. I to jest właśnie dla mnie najbardziej przerażające.
Źródła:
https://pixabay.com/pl/illustrations/ludzie-emotikony-maski-r%c3%b3%c5%bcnorodno%c5%9b%c4%87-1602495/
https://pixabay.com/pl/photos/dom-deszcz-balkon-862587/
https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C910250%2Cfrans-timmermans-w-rz-chcemy-zeby-ludzkosc-uniknela-wojen-o-wode-i