Książka ta zburzyła moje skrzętnie układane przez lata wyobrażenie o ludziach, którzy kształtują nasze myślenie i wyznaczają nam drogę po której kroczymy. Wszystko to runęło jak domek z kart na wietrze. Jak się okazało konstrukcję tę budowałem z marnego materiału bo i huk był niewielki i szkody nie wyrządziła ogromnej. Największą winą obarczam samego siebie, ponieważ do budowy tej drogi myślowej użyłem kiepskiego budulca, ale czy złym materiałem możemy nazwać książki czytane przez miliony czytelników na całym świecie i przetłumaczone na około trzydzieści języków? To nie żadna fikcja literacka, to solidne reportaże, na których uczą się w szkołach przyszli adepci dziennikarstwa. Mówiąc o reportażach mamy na myśli, według Słownika Wyrazów Obcych gatunek prozy publicystycznej, audycja radiowa, telewizyjna lub stanowiące żywy opis zdarzeń i faktów znanych autorowi z bezpośredniej obserwacji i z autentycznych materiałów. Z definicji tego słowa wypływa pełne zaufanie do autora takich publikacji. Wierzymy, że to co przeczytamy musi być prawdą i tylko prawdą. Autor widział to, słyszał to, wie to na pewno i nas nie okłamie. Winowajcą mojego małego życiowego zamieszania jest bohater książki Artura Domosławskiego „Kapuściński non-fiction” człowiek legenda, cesarz reportażu Ryszard Kapuściński. Autor demaskuje go, podważa jego wiarygodność odkrywa nieznane szczegóły z jego życia. Domosławski odbywa z czytelnikiem wędrówkę śladami bohatera. W tej podróży czytelnik razem z bohaterem spaceruje ulicami miasta jego dzieciństwa, towarzyszy mu w czasie mroków okupacji, poznaje lata powojennego stalinizmu i podróżuje z nim do różnych zakątków świata. Pomimo iż autor nie trzyma się ściśle chronologii, co może chwilami czytelnikowi przeszkadzać, jest to zabiegiem celowym. Autor odwiedza miejsca, w których przebywał nasz bohater, spotyka ludzi z którymi rozmawiał, przenosi nas w czasie i przestrzeni, gdzie reporter poznał inny świat, daleki od polskiej rzeczywistości, śledzi dokładnie jego losy, zadaje bardzo niewygodne pytania, obnaża fakty z jego życia, a co najgorsze analizuje jego twórczość pod względem faktograficznym. Z tej wędrówki wyłania się postać nowego, innego człowieka, a nie bohatera wykreowanego przez własne książki, czyli Kapuścińskiego jakiego dotąd nie znaliśmy. Nie mamy prawa, ani zamiaru go osądzać wręcz nie możemy tego robić. Na podstawie tej książki, autor też tego nie robi, ale zadaje pytania i próbuje formułować odpowiedzi. Pozwala też samemu czytelnikowi na te pytania opowiedzieć. Domosławski zgrabnie porusza się w świecie bohatera, a zarazem swojego bliskiego przyjaciela, nic czego by nie wiedział nie ukrywa, może to się wydawać nieraz bolesne dla czytelnika, który obraz swojego idola ukształtował z książek przeczytanych przed laty. Obraz reportera, wojownika słowa pisanego, niezłomnego obrońcę biedoty, człowieka zapatrzonego w swoje ideały. Jakie to były ideały i jak należało z duchem czasu je przewartościować i czy słusznie dowiemy się z książki? Autor stawia znaki zapytania, na niektóre nie ma odpowiedzi, jednak daje czytelnikowi sposobność głębszego wniknięcia w osobowość naszego bohatera, w jego sposób myślenia, zmieniający się wraz z otaczającym go światem. Czego jeszcze o Kapuścińskim nie wiedzieliście, przeczytacie w tej książce. Świat się nie zawali, aczkolwiek więcej w niej prawdy niż w jego reportażach. Dlaczego uparcie kroczył drogą reporterską, dlaczego nie zboczył w kierunku twórczości literackiej? Na to pytanie również znajdziecie odpowiedź, ale czy ta książka będzie dla was bolesną prawdą dowiecie się dopiero po jej lekturze.
Źródło: Artur Domosławski "Kapuściński non-fiction" (2010)
Źródło zdjęcia: https://culture.pl/pl/dzielo/artur-domoslawski-kapuscinski-non-fiction