Witam Wszystkich!
Dawno nie robiłem wpisów i chciałem zaktualizować swój dziennik treningowy. Niestety nie będzie on dzisiaj taki kolorowy jak zawsze. Jak to mówią: nigdy nie wiadomo co nas spotka w życiu.
Tydzień temu mój synek trafił do szpitala z rotawirusem dodatnim. Nic ciekawego to nie jest. Leci ciurkiem z każdej dziurki. Kolejne badania wykazały jakieś szmery na 8 miesięcznym serduszku. Lekka podłamka i głowa zamyślona. EKG i Echo wyszło dobrze. Ulżyło.. Na drugi dzień pech! Jak nie urok to sraczka. Idąc do szpitala skręciłem staw skokowy prawej nogi. 4 godziny na izbie przyjęć i powrót do domu. Rano niespodzianka. Jelitówka😱 ręce mi opadły. Kolejny dzień był już lepszy. Wizyta u synka w szpitalu, litry wody, elektrolitów, smekty wypite. Apetyt troszke wrócił.Niestety było to tylko chwilowe złudzenie. Po przebudzeniu powtórka z rozrywki, a nawet gorzej bo dreszcze dostałem. Normalnie sobie myślę-gorzej jak dziecko jestem. Aż mi wstyd było bo lekarz zaczął pytać dlaczego taty w szpitalu nie ma tylko mama z babcią. Wkońcu przyszła sobota i wyniki się polepszyły. Jesteśmy znowu razem w domu.
Kilka lat temu napewno bym się przejął bardziej, że schudłem i opuszczony trening, że plan był i co teraz. Na obecnym etapie swojego życia czekałem z niecierpliwością na ten pierwszy trening.. I wiecie co? Nie chodzi o siłownie. Wszystkie inne rzeczy idą na bok. W piękną niedziele wybraliśmy się do parku na długi spacer. Były lody, zdjęcia i dużo uśmiechu na naszych twarzach. Cała trójka nabiera siły. Życie to wieczna walka. Zrobiłem jeden mały kroczek do tyłu w moim planie treningowym ale wrócę dwa razy mocniej zmotywowany i gotowy do boju!