Idealna fryzura, delikatny makijaż podkreślający piękno, figura modelki i zawsze piękne kolorowe, kobiece i dopasowane ubrania podkręślające i figurę modelki i delikatny makijaż i idealną fryzurę...
Pranie, odkurzanie, zmywanie naczyń, gotowanie... Zawsze z promiennym uśmiechem, błyskiem w oku i w idealnej pozie by mężczyźnie się podobało.
Taka idealna kobieta- bogini domowego ogniska w luźniejszych chwilach może zająć się czymś innym niż swoje babskie obowiązki... W swoim nienagannym stroju z wciąż nie gasnącym uśmiechem i błyskiem w oku bez problemu może pomalować dom czy skosić trawę i przyciąć krzewy... No i gdy ciężka praca w domu się zakończy i idealna żona ma już czas dla siebie to w końcu może odpocząć i... zająć się dziećmi...
Nigdy nie będę żoną ze Stepford!
Kobieta opisana przeze mnie powyżej to „Żona ze Stepford” i wszystkie inne kobiety postępujące tak jak bohaterki tego filmu.
Nie ma nic złego w wielkiej miłości do swojego męża i trosce zarówno o niego, dzieci jak i o dom. Nie ma w tym nic złego dopóki do domu nie wkradnie nam się odrobina „niewidzialnej patologii”. Nie ma alkoholu, nie ma agresji... Więc nie ma patologii! A jednak...
W odróżnieniu od postaci z filmu „Żony ze Stepford” my- kobiety nie odgrywamy roli, nie jesteśmy zmyślonymi postaciami. Jesteśmy prawdziwymi ludźmi z prawdziwymi uczuciami. Naturalnym dla kobiety jest dbać o dobro rodziny i domu, lecz nie kosztem swoim i nie w czasie gdy mężczyzna cały swój czas poświęca na przyjemności. Nie można w nieskończoność się poświecać i być szczęśliwym. Nie można pozwalać by wszystkie domowe obowiązki spadały na kobietę tylko ze względu na płeć. Nie można dać sobie wmówić, że kobieta wciąż powinna wyglądać idealnie bez względu na to co robi i jak się czuje. Nie można zmarnować tego, że wiele lat temu kobiety ryzykowały i walczyły o to, by następne pokolenia kobiet żyły na równi z mężczyznami. O to byśmy mogły się uczyć, pracować, być chronione prawem... Byśmy były NIEZALEŻNE.
Film do którego nawiązuję jest ekranizacją powieści Iry Lewina „Żony ze Stepford” z 1972 roku. W latach tych kobiety nie miały odpowiadającej ilości wolności, ze względu na swoją płeć miały mniejsze możliwości. Co prawda kobiety miały już nieco lepszą sytuacje niż na początku XX wieku kiedy to miały ograniczony dostęp do nauki i nie mogły głosować, lecz w latach 60 i 70 nadszedł czas na drugą falę feminizmu by wywalczyć więcej tego co kobietom się należy- równouprawnienie na rynku pracy, legalną aborcję i ogólnie sprawy seksualności.
Książki nie czytałam... Oglądałam ekranizacje z 2004 roku. Jako, że o gustach się nie dyskutuje i bynajmniej żadną kinomaniaczką nie jestem mogę powiedzieć, że film ten mi się podoba. W zabawny sposób pokazuje problematyke kobiet całkowicie podporządkowanych swoim mężczyznom. Kobiety w Stepford są piękne i uśmiechnięte, im się podoba to, że są bezmózgimi pacynkami.
Temat ten jednak nie jest tak wesoły i cukierkowy jak w tej ekranizacji. W czasach gdy można było z dumą nazwać się feministką kobiety nie znaczyły nic, w najlepszych przypadkach bardzo niewiele.
Dziś, gdy jest już ta równość, gdy- zlinczujcie mnie- feminizm nie jest już potrzebny również spotkać można na ulicy „Żonę ze Stepford”. Kobieta ta obładowana jest zakupami, czasem wokół niej biega kilkoro dzieci, czasem nie ma żadnego. Kobieta ta budzi się rano nie po to by iść do szkoły czy pracy... Ona wstaje by przygotować dzieci do szkoły, by zrobić drugie śniadanie mężowi do pracy, sprząta mieszkanie... Ogląda seriale, maluje paznokcie, chodzi do fryzjera... Nic w tym złego gdy robi to z własnego ŚWIADOMEGO wyboru. Nadal dziś (choć na szczęście rzadko) spotkać można kobiety, które myślą, że skoro są mamami i żonami to ich OBOWIĄZKIEM jest siedzieć w domu i poświęcać się tylko temu.
Ktoś by mógł powiedzieć, że jestem hipokrytką. Przecież też siedzę w domu z dziećmi, gotuje, sprzątam, robię zakupy. Gdy czas i humor mi na to pozwala mogę zgrabić liście lub skosic trawnik, maluję ściany... Czym się różnie od „Żony ze Stepford”? Nikt ode mnie tego nie wymaga, ani ja nie wymagam tego od siebie. Robię to, bo tego chce. ŚWIADOMIE podjęłam decyzję by nie posyłać dzieci do żłobka i w tym etapie życie skupić się na nich. Lubię gotować, lubię sprzątać, lubię ładnie wyglądać, ale nie muszę...
Jestem niezależna panią domu, to nie wstyd, nigdy nie będę „Żoną ze Stepford”.
Tekst zgłoszony do #temaTYgodnia 42, temat pierwszy- utopia.