Jak część z was wie w te wakacje przyjęliśmy do siebie w dom tymczasowy psiaka. Cudownie uzupełnił on nasz dom miłością. My potrzebowaliśmy psiaka, a nikt nam nie chciał go dać wiedząc, że w domu mamy dwójkę dzieci... a on potrzebował domu, a nikt mu go nie chciał dać bo ani nie szczeniak ani nie rasowy.
Leon przejechał do nas ponad trzysta kilometrów, a pierwsze dni i noce były na prawdę bardzo cięzkie i dla niego i dla mnie.
Po paru dniach i z każdym dniem coraz mocniej utwierdzał nas on jednak w przekonaniu, że podjęliśmy dobrą decyzję, że to odpowiedni czas by mieć psa i że nie przypadkowo trafiło na niego.
Dziś mija już kilka miesięcy jak uszczęśliwia nas on każdego dnia i odpłaca się miłością za to, że daliśmy mu dom, dodatkowo dom z dziećmi, które tak bardzo kocha.
Niestety kilka dni temu wszystko się popsuło i wszystko szło najgorzej jak tylko mogło.
Leon wpadł pod samochód. Kierowca uciekł zostawiając go samego. Nie mogłam się dodzwonić do żadnego weterynarza w mojej miejscowości, a jak już ktoś odebrał to odmówił pomocy a nawet podania czegoś przeciwbólowo.
Mój chłopak załatwił jakimś cudem numer prywatny weterynarza o wielkim sercu, który w ciągu piętnastu minut po telefonie był już w klinice.
- 31 grudnia, 1,5h po wypadku Leon dostał kilka zastrzyków i leki przeciwbólowe do domu.
- 1 stycznia jechał na lekach, ale nikt nie mógł mu wykonać rtg.
- 2 stycznia po zdjęciu rtg okazało się, że gips nie wchodzi w gre, bo złamana nie jest po prostu kość, a łokieć, staw. Okazuje się również, że psiak ma w swoim ciele kilka starych śrutów.
Po obdzwonieniu lekarzy z mojej miejscowości i okolic dowiaduje się, że nikt mi nie pomoże. W końcu dodzwaniam się do Gniezna, lekarz dostał zdjęcia na maila, obiecuje, że oddzwoni wieczorem gdy przyjrzy się na spokojnie złamaniu i oceni czy podejmie się tej łapki. Nie oddzwania. - 3 stycznia dzwoni doktor z Gniezna, po długiej rozmowie i wielu słowach, które nie do końca rozumiałam dowiedziałam się, że chce nam pomóc, w sobotę o 12:00 przyjmie Leonka. Koszt tej operacji wynosić będzie około 1000zł... a to początek naszej drogi do zdrowia.
Poczułam dziś ogromną ulgę, że w końcu KTOŚ chce nam pomóc, jestem przeszczęśliwa, że cierpienie Leonka ma szanse się zakończyć i że nie musi zostać kaleką do końca życia. Jest zbyt młody, zbyt energiczny by na to pozwolić, ma obok siebie dwie małe dziewczynki, które cierpią razem z nim, bo nie mogą się bawić tak jak od rana do wieczora, dzień w dzień przez ostatnich kilka miesięcy.
Coraz bardziej dociera do mnie jednak cena tej operacji, a szczególnie słowa lekarza, które padły po cenie "to początek waszej drogi" i choć ciesze się to bardzo też się boję.
Pani od której mam Leonka wie o całym zajściu od początku. Dużym wsparciem jest dla mnie jej troska o naszego Leonka i jej rady, które dostaje w związku z opieką nad chorym psem. Dziś zrobila dla Leona coś wielkiego i w spółpracy z FUNDACJĄ AR-KA-DO zorganizowała zbiórkę na operację Leona.
Wszystkie datki trafiać będą na konto FUNDACJI AR-KA-DO KRS
FUNDACJA AR-KA-DO
NR KONTA 61 1600 1417 1845 4944 9000 0001
Z dopiskiem "operacja Leosia"
My na pewno nie pozwolimy na więcej krzywd tego psiego anioła i zrobimy wszystko co w naszej mocy by mógł cieszyć się życiem tak jak było to od kiedy pojawił się w naszym domu.
A wy? Czy pomożecie? Sami zdecydujcie czy chcecie reestemować post, dorzucić się do zbiórki, napisać ciepłe słowo czy po prostu trzymać kciuki za jego szybki powrót do sprawności.
Dla zaciekawionych historią Leonka poprzednie psie posty:
- Dom bez psa to jak ogród bez kwiatów
- Historia pewnego uroczego Leosia
- Co się stało z Leonem?
- Najgorszy Sylwester