24 II 2016
Roztrząsam, czy Kokas kundze może być profesor Elzą Kokare, folklorystką zmarłą w 2003 roku. Kaarlis miałby wtedy 24 lata i kończył studia. Trafiłam na nią przy okazji zajęć z literatury i jeśli to ona, zagadka rozwiązana. Jest znana, ważna, a utwór przypomina tautas dziesmas. Teraz tylko kim są Helvigs i Ulrika pochowani w Wiedniu, w grobie z lwem i książką po łacinie, no i o co chodzi w piosence dla Melgalsa?
Miałam sen o tym, że zgubiłam się w Rydze, która wyglądała jak miasto po katastrofie atomowej - szarobrązowe, o dziwnej kompozycji kamienic, z dyndającymi okiennicami. Poranek z bólem głowy, mam nadzieję, że kawa to rozdmucha i przepędzi. Biała kawa z burgerowni na Gertrudes. Jeszcze nigdy tu nie byłam na koncercie organowym, a chyba fajnie by było odtworzyć to, co przeżył z Baibą Kurt Wallander.
Po drodze znowu spotykam te same osoby – dziś już, w przeciwieństwie do wczoraj, poznaję twarze – bezdomny o spuchniętej twarzy alkoholika z głębokiej Rosji, śmierdzący sąsiad alkoholik o spuchniętej twarzy z szóstego piętra, pachnąca ponad miarę sąsiadka z dołu o twarzy spuchniętej po solarium.
Jestem zaskoczona, jak logiczny jest Karlis i jak stopniowo zaczynają mi się rozjaśniać procesy, które toczą się we mnie, zaczynam chyba rozumieć, jak funkcjonuję i czego potrzebuję. Znowu mam wrażenie, że Łotwa jest dla mnie terapeutyczna, ale to oczywiście nie Łotwa.
Z mieszkaniem nie jest tak prosto – to nie jest olbrzymi rachunek, a źle policzona kwota na 2 osoby, czyli też za V., która nie jest zbyt przyjemna w kontaktach, nigdy nie była, a dziś do tego na pytanie co u niej odparła, że nie lubi small talku. Do tego umowy za mieszkanie nie podpisała i do rachunków też nie jest zbyt skłonna. Armands za to sprząta po Undine, co nawet trochę mnie bawi - niektóre rzeczy są na świecie pewne i stałe, tak jak na przykład ona. Albo fakt, że kamienica na Daugavgrivas iela to czyściec albo, jak powiedziała Paulina, studnia bez dna. Całe szczęście, że mnie z tego czyśćca wymodlili. W następną środę widzę się z Armandsem w sprawie projektu jego domu – sprawa odleżała swoje i warto ją doprowadzić do finału.
Praca nad tlumaczeniami idzie naprzód, przy dźwięku dzwonów z Gertrudy. Mozna sobie wyobrazić, że jest się gdzieś we Włoszech.
25 II 2016
Miałam iść do biblioteki a skończyło się wypełznięciem z mojego prowizorycznego łóżka (które muszę dopompować wkrótce, bo jest materacem) w samo południe. Dokształciłam się z nowych teorii spiskowych o tym, że ziemia jest płaska, żeby móc opowiedzieć o tym Kristapsowi, z którym miałam się dziś widzieć.
Spotkaliśmy się zatem przed herbaciarnią przy kanale Bastejkalns, który Kristaps nazwał małą rzeczką... No cóż, jest z Ceesis. Herbaciarnia była pełna ludzi, więc poszliśmy do tej w ogrodzie Woehrmannowej (posługuję się nazwą z tłumaczenia Jacka Dehnela, ale jakoś ostatnio mniej mi to przeszkadza). Ja - czarna kawa (w herbaciarni), Kristaps – herbata. Odkąd wczoraj widziałam materiał o śmierci Michaela Jacksona, wszędzie go słyszę. Tam także.
Kończę jego zdania, a nawet zgadłam, że chciał mi opowiedzieć właśnie o tej teorii. Większą część czasu milczeliśmy, zbierał myśli, trochę mrugał do dziecka grubej blondynki na pufach. Kiedy brak mu słów, mówi po łotewsku. Nie przejmuje się, że ktoś słyszy nasze rozmowy, choć nie powiedziałby o tym matce, bo zamknęłaby go w psychiatryku. Uporządkowanie myśli mu pomogło, mi czarna kawa i słońce przez okno. Bardzo miłe popołudnie.
Później szybka decyzja pójścia do sklepu z mapami. Po drodze księgarnia. Trochę to w nim zaskakujące w sposób niesamowity, jak potrafi oglądać książki dla dzieci albo czytać encyklopedię, jakby odkrywał świat na nowo. Spędziliśmy z pół godziny w dziale dziecięcym, a drugie tyle w sklepie z mapami oglądając globusy, które przez światowy spisek mają zawsze dziurę w biegunie północnym, a także globus nieba, który przecież nie powinien być kulą.
Wieczór należy jednak do Kaarlisa (dziś „Sen dekadenta”, wciąż się nie rymuje) i Mindaugasa, z którym znowu dyskutujemy o Wilnie i Suwałkach, i chyba powinniśmy oboje dostać pokojowy medal za tę przyjaźń, ale nic z tego. Cytat tygodnia po raz kolejny należy do niego. Od żartu do żartu bowiem i zeszło na moje anarchistyczne inklinacje i kolejne żarty z tegoż, i żarty z Polaków na Litwie i z Litwinów w Polsce, i generalnie z samych siebie; wyjemy przy tym ze śmiechu:
-- Nie odpuścisz.
-- Nigdy.
-- Ja też nie odpuszczę.
-- Czego?
-- Wilna.
-- Weź sobie. Tobie jednej bym dał. Tylko innym Polakom nie dawaj.