Duży projekt, o który walczyłam dwa lata zakończył się fiaskiem, wszystkie zadania, w których biorę udział mają jakieś przestoje i trudności, a kiedy porwałam dżinsy pomyślałam, że jeszcze tylko zupa zabrana do pracy powinna mi się rozlać w torebce (80% ocalało). Dziś obudziłam się i czekała na mnie wiadomość, że splajtowały linie lotnicze, którymi w grudniu miałam lecieć do Polski. Mieliście kiedyś taki okres w życiu, że wszystko, czego dotknęliście paliło na panewce?
Ciężkie czasy nastały. Naoglądaliśmy się specjalistów od rozwoju zawodowego i biznesu. Wszystkim nam wydaje się, że jak będziemy ciężko pracować, to będziemy mądrzejsi, bardziej efektywni i ktoś nas w końcu doceni. Większość z tego to bzdury.
Powiedzcie mi coś mądrego.
Same czerwone światła?