Panuje nieco bzdurne przeświadczenie że inflacja to takie zjawisko, które dotyka wszystkich.
W istocie inflacja jest po prostu kolejnym podatkiem jako mniej zamożna część społeczeństwa płaci tzw "eilitom". Jak to się dzieje?
Otóż gdy przeciętny zjadacz chleba myśli o pojęciu bogactwa często wyobraża sobie taki obrazek:
pixabay.com
W istocie natomiast taki stan rzeczy niema nic wspólnego z rzeczywistością. Prawdziwe bogactwo miliarderów wyraża się w majątkach ziemskich, firmach, spółkach, aktywach a także metalach szlachetnych i surowcach.
Wszystkie te majątki mają jedną wspólną cechę. Ich wartość wzrasta odwrotnie proporcjonalnie do inflacji.
Innymi słowy im wyższa jest inflacja tym bardziej cena takich rzeczy jak złoto, majątki ziemskie aktywa firm i korporacji - w szczególności tych opartych na dostarczaniu podstawowych surowców i dóbr konsumpcyjnych wyrażona w pieniądzu, idzie do góry. Tym samym każdy kto zmuszony jest płacić pieniądzem za te dobra z dnia nadzień oddaje coraz więcej owego pieniądza, tym którzy korzystają z niego jedynie do nabywania kolejnych dóbr stałych, spółek czy też majątków ziemskich.
Tu też rodzi się zasadnicze zrozumienie podstaw gospodarki opartej na długu z jaką mamy obecnie do czynienia oraz paradoksu lawirowania rynkiem w taki sposób aby ceny wszystkiego regularnie wzrastały.
Jest to nic innego jak wysysanie naszej siły nabywczej i z punktu widzenia posiadaczy jest to zjawisko wysoce korzystne.
To dlatego niektóre "szkoły" ekonomii wciskają nam bajki o tym że inflacja pieniądza jest pozytywnym i pożądanym zjawiskiem które napędza gospodarkę. W istocie w gospodarce deflacyjnej zaciera się bowiem granica pomiędzy klasą wyższą a średnią i klasa wyższa traci swoją przewagę i kontrolę nad resztą społeczeństwa.
Co prawda rozwój gospodarczy rzeczywiście spowalnia jednak zjawisko to niema nic wspólnego z rzeczywistym spowolnieniem.
Inflacja w istocie pobudza ten rozwój jednak pobudza go w sztuczny sposób. Ludzie czują się bowiem niejako przymuszeni do konsumowania i wymieniania wartości nabywczej waluty którą posiadają tym że z dnia na dzień jej siła nabywcza ulega pomniejszeniu, jednak nie jest to kierowane potrzebą faktycznej konsumpcji a jedynie potrzebą zabezpieczenia i spożytkowania tej wartości w jakiś sposób jak najszybciej.
Ta sytuacja z kolei prowadzi do niczego innego jak do znanego nam już z historii cyklów recesji i ożywienia gospodarczego. Wynikających z tego że tak sztucznie stymulowany rynek co jakiś czas się nasyca i nie jest w stanie przyjąć więcej owoców nadprodukcji wynikających z takiego sztucznego pobudzenia. W okresie ożywienia powstają bowiem setki firm i usług które są po prostu najzwyczajniej zbędne i w stabilnej gospodarce nie miały by nabywców.
Kto korzysta na tych sinusoidalnych cyklach? Odpowiedź ciśnie się sama.. ci sami beneficjenci czyli posiadacze akcji inwestorzy i spekulanci. Okres recesji to dla nich idealny czas na przechwytywanie upadających majątków i skupowania owoców pracy tych którzy na te cykle nie mają żadnego wpływu za bezcen.
Bańki spekulacyjne na giełdach to więc kolejny z owoców inflacji który w nienaturalny sposób zaburza cyrkulację pieniądza oraz nabieranie lub utratę wartości przez różnego rodzaju podmioty.
Sygnałem poprzedzającym recesję jest natomiast gwałtowny wzrost inflacji ponieważ im większa jest inflacja tym bardziej napędza to potrzebę nabywania dóbr przez tych którzy w panice widzą że w ich portfelu z dnia na dzień ubywa pieniędzy.
Co jednak zwykły zjadacz chleba może zyskać posiadając taką wiedzę?
Po pierwsze świadomość tego jak grać w tą wielką światowa grę zwaną ekonomią. Jak każda gra niezależnie od przyjętych, zasad może być dla nas uczciwa jeśli poznamy zasady. W systemie tak skorumpowanym głównym oszustwem jakiego padamy ofiarą jest np nasze przywiązanie do pieniądza jako nośnika wartości. Mądrego gracza współczesny pieniądz parzy w ręce ponieważ wie że jego celem jest pobieranie dodatkowej daniny oraz uzależnianie człowieka.
Po drugie świadomość motywującą szukania innych możliwości nabywania wartości i rozliczania należności.
Panuje dziś paradoksalne przeświadczenie że dobra materialne mają nikłą wartość. Oddajemy np tony surowców jako śmieci. Wyrzucamy to co wydaje się zepsute i nieprzydatne. Za posiadanie pieniądza jesteśmy natomiast paradoksalnie w stanie zaryzykować swoim życiem zdrowiem godnością czy też czasem.
To przekonanie również rozwiewa się gdy uświadamiamy sobie prawdziwą naturę pieniądza i inflacji.
Najlepszym ćwiczeniem aby poczynić pierwszy krok na drodze do zrozumienia tego jest wyobrażenie sobie hipotetycznego świata post apokaliptycznego w którym cała nasza gospodarka rozpada się.
Oczywistym jest że w takim otoczeniu pieniądz sam w sobie ma wartość nie większą niż papier toaletowy lub rozpałka na ognisko. To czego będziemy natomiast pragnąć to pożywienie, leki, ubrania czy też dach nad głową.
Świadomość tego faktu jest szczególnie istotna w kontekście oferowanego nam pieniądza elektronicznego, który w tym stanie nie będzie miał już nawet wartości opałowej.