Trochę zostałam zachęcona przez do prezentacji mojej "kolekcji" przypinek. Niestety jest ona mocno zniszczona, głównie przez rdzę, ale nie tylko. Może uda mi się cos wyłowić, coś doprowadzić do porządku.
Ostatni mój post dotyczył przypinki związanej z Psim Polem, więc poszłam za ciosem i znalazłam taką jak na zdjęciu. Zupełnie w innym stylu. Plastikowa, wygięta, z tyłu brak zapięcia.
Co ciekawe dopiero wczoraj zaczęłam się przyglądać, co na niej się znajduje. Po pierwsze nie zauważyłam wcześniej, że jest z Psiego Pola. Ta przypinka raczej należała do tych mniej ciekawych dla mnie, więc zginęła wśród innych w moim pudełku po landrynkach.
Po drugie okazało się, że koło ratunkowe tak naprawdę jest filiżanką z kawą (albo herbatą) a uchwyt łyżeczki wcale nie jest skaczącą rybką ;)
To trochę tak jak z angielskimi piosenkami, które śpiewaliśmy nie znając angielskiego i w naszych głowach (przynajmniej w mojej) to słowo nadal śpiewamy w swoim języku, tak jak to kiedyś słyszeliśmy.