Tym razem Marita Surma postanowiła wypowiedzieć się na temat zamachu na prezydenta Gdańska - Pawła Adamowicza. Zrobiła to jak zawsze - koncentrując się w 100% na swojej osobie. Gwiazda Instagrama przytoczyła na tym portalu społecznościowym historię, kiedy to ona znalazła się w ogniu krytyki i nikt nie stanął po jej stronie. Na swoim InstaStories Deynn przypomina historię sprzed roku, kiedy to polskie media żyły aferą, która rozkręciła się wokół influencerki. Chodziło o wpis siostry Deynn, która zarzuciła patostrenerce, że wszystko co robi, jest pod publikę i jest bardzo fałszywą osobą. Przy okazji kłótni sióstr poznaliśmy wiele brudów z ich prywatnego życia. W efekcie na Deynn wylała się fala hejtu - była krytykowana niemal przez wszystkich i straciła wielu fanów, którzy dotychczas byli w nią ślepo zapatrzeni. Para została zmuszona do wycofania się z życia publicznego. Teraz instagramerka zarzuca osobom publicznym, że gdy była krytykowana nikt nie stanął po jej stronie. Na swoim InstaStories zamieściła bardzo kontrowersyjny wpis:
„Boli mnie i to tak w cholerę, że kiedy dzieje się tragedia, to dopiero tłum reaguje, ale kiedy dzieje się krzywda, kiedy jest wytykana jedna osoba palcami, druga osoba palcami, trzecia osoba na podwórku, czwarta w szkole, piąta w internecie i tak w kółko, to wtedy osoby publiczne albo są ślepe, albo są głuche albo, co najgorsze, co było w moim przypadku, kiedy u mnie był największy hejt w Polsce, to ta osoba publiczna, która zrobi największy hashtag stop przemocy, dołożyła swoje cholerne pięć groszy i to mnie najbardziej boli, i to mnie najbardziej denerwuje, i żeby tutaj nie przeklinać, to na tym zakończę temat” - zaczyna Marita, po czym kontynuuje... „Moim zdaniem, mój przykład jest idealnym przykładem. Przeszłam przez wszystko, przeszłam wiele itd. Jakiś czas temu, kiedy był największy hejt, pojawiła się kampania #stopnienawiściDeynn, #niehejtujDeynn, coś takiego, przez gazetę "Joy". Wielkie bum i nagle cisza. Dlaczego? Bo nie było poparcia. Bo wtedy wszyscy stali po tej drugiej stronie, po tej stronie gdzie się hejtowało, a nie wspierało. Po drugie, kiedy na pewnym portalu pewna osoba anonimowa zaproponowała, że znajdzie osobę, której zapłaci tysiąc złotych, która to osoba obleje mi twarz kwasem, wtedy każdy się śmiał, każdy klaskał, były komentarze "haha, ciekawe, jak będzie wyglądać, ciekawe, jak wtedy będzie robić sobie słodkie selfie do lustra. Naprawdę ludzie zastanówcie się” - kontynuowała.
Marita dodała , że to co obecnie dzieje się w sieci, idzie w bardzo złą stronę. Do monologu Deynn włączył się też gwiazdor Majewski, patotrener:
„Rozmawiałem właśnie z Maritą na temat wczorajszego ataku. Powiedziała jedynie, że miałem rację kiedy błagałem ją żeby podczas największej cyberprzemocy w jej stronę rok temu, nie wychodziła nigdzie beze mnie. Jest przerażona, bo jej też ludzie nienawidzili, też dostawała groźby…(…) My też dostawaliśmy groźby i życzenia śmierci. I nam też wszyscy dookoła mówili, że nikt nas nie dotknie, bo jesteśmy znani. Damn”