Wydawało mi się, że wiem, ale już nie wiem przez te chmury. Wszystko zakryły, zaćmiły widok... I ta mgła. O, tam powinien być hotel. Ten wysoki. Nie ma. A po lewej - gdy patrzyłaś z balkonu był czysty widok na galerię.
Można się było wgapiać godzinami w ruch - zero nudy.
To podjeżdżał to odjeżdżał jakiś żądny rzeczy tuziemiec. Spieszeni, siatami wynosili upolowane na zakupach dobra. Spragnieni rozmów siadali na ławkach wokół gmachu... albo na galeryjce, gdzie parasole Grycan rozstawił dla wygody łakomczuchów. A teraz? Cisza i spokój od tygodni bo wszystko pozamykane. Ale to nic.
Gorzej, że biały tuman wszystko zakrywa.
Po drugiej stronie był widok na Wisłę. Mosty dzień w dzień przemierzane przez stada "mrówek". Kajaki na wodzie, stateczki wypoczynkowe.. nie ma nic. Biało. Jakby kto ziemi kawał ugryzł - parą wodną zastąpił.
I lotnisko. Lotnisko było za rzeką. Zawsze frustrujące, zawsze głośne... Trasy lotów nad moim domem biegły - tych do Stanów czy Kanady. Choć tylko dwa, trzy razy na tydzień furkotało nad głową i tak plułam jadem - bo hałas. Teraz warkot silników nieobecny, samo lotnisko zaś... śladu po nim. Zanikło w bieli.
Jedno niebo inny ma kolor, nie biel wszechobecną a szarość - ołowiane... pochmurne... Się czujesz jak pod prasą. Jak w pudełeczku zgniatanym. W sumie to nie widziałam, że pogoda aż tak zmieniła świat, ale... spytał mnie ktoś to się rozglądam. I pytam: gdzie ja u licha mieszkam?
No gdzie ja...?
Źródło:Pexels