W 2019 roku postanowiłem wraz z lepszą półówką wybrać się na wakacje do Chorwacji, a konkretnie na wyspę Ciovo ,do maleńkiego kurortu Okrug Gornij. Piękne pensjonaty, ze dwie czy trzy restauracje i jedna główna plaża. Poza tym wszechobecna cisza, spokój i przepiękny Adriatyk.
Wybraliśmy się autem, po drodze zaglądając na jedną noc do Budapesztu. Dotarliśmy wieczorem, więc zdążyliśmy tylko rzucić okiem na słynny Parlament, piękny Dunaj i w sumie tyle z atrakcji turystycznych, bo bardzo padało. Znacznie lepsze były atrakcje kulinarne, bo węgierskie ostre zupy czy langosze naprawdę robią robotę. Fotek z Węgier nie będzie, bo w tej ulewie ciężko było nawet wyjąć telefon.
Za to będzie ciekawostka. Węgierscy taksówkarze (wszyscy, których spotkałem) wymyślili sobie, że po godzinie 22 nie można płacić kartą. Szukanie bankomatu w Budapeszcie, w ulewie...no słabo.
Na szczęście hotel był całkiem spoko i po dobrym śniadaniu można było ruszyć w kierunku południowym. Po przekroczeniu granicy węgiersko-chorwackiej trochę się przeraziłem, gdy okazało się, że GPS w moim aucie Chorwacji nie obejmuje. Jednak to kraj idealnie oznakowanych autostrad i kierując się w stronę Splitu bez problemów trafiliśmy na Ciovo – uroczą wyspę połączoną mostem z malowniczym miasteczkiem – Trogir.
Fajnie, że można dziś zarezerwować sobie domek na Airbnb, w którym wszystko zgadza się ze zdjęciami. To widok z tarasu na Adriatyk w miejscowości Okrug Gornij.
Był również basen, grill i bardzo ładne, nowoczesne wnętrze. Jak widać podobnych prznajmniej z zewnątrz domków jest w pobliżu bardzo wiele. Chorwaci utrzymują się więc z turystyki, choć pamiętajmy, że sezon trwa mniej więcej do połowy września. Nie udało mi się uwiecznić tu nisko latających samolotów (w pobliskim Trogirze jest lotnisko Split). Tego lata (2021) można będzie tam dolecieć bezpośrednio (przynajmniej z Lublina).
A to kościół na wyspie i zachodzące Słońce. Wracaliśmy wtedy z restauracji Mali Raj lub Leonardo. Nie pamiętam już, ale każde z tych miejsc jest godne polecenia. Zupa krewetkowa i pizza z owocami morza skradły moje serce. A w Chorwacji nie jest tak łatwo o dobrą restaurację. Jedno z głównych dań Cevaspici to po prostu kawałki mięsa mielonego i nie zawsze smakują dobrze. Natomiast w obydwu w/w miejscach można autentycznie cieszyć się jedzeniem, znakomitym winem i niesamowitą atmosferą.
A to droga nad morze. Nad morze, a nie na typową plażę. Cały urok w tym, że na Ciovo jest mnóstwo miejsc, gdzie można wejść do wody – z dala od ludzi i straganów. Oto kilka z nich.
A to już plaża. Piwo, lody, wczasowicze, ale względny spokój i kultura :)
Czas na kilka słów o Trogirze. To miasto aż z III wieku p.n.e. Za wikipedią:
W roku 304 cesarz Dioklecjan nakazał tutaj stracić biskupa Splitu Dujama za głoszenie wiary chrześcijańskiej. Od roku 1107 pod panowaniem węgierskim. W roku 1123 zniszczony przez Saracenów. Miasto odbudowano 70 lat później. Od 1420 pod panowaniem Weneckim
Podziwianie murów z tak dawnych czasów robi niesaomwite wrażenie obcowania z historią. Chociaż na każdym kroku można tu kupić pamiątki, trudno powiedzieć, żeby konsumpcjonizm zepsuł miasteczko.
Katedra św. Wawrzyńca z 1123 roku
Trochę przytłaczające, lecz przepiękne wąskie uliczki
W tle nowy most z Trogiru do Ciovo, który znacznie rozładował korki
Stary-podnoszony most
Ostatnim akcentem podróży była wizyta w Splicie. Niestety w środku zdjęć robić nie można i mocno tego pilnują. Pałac powstał w 295-305 n.e i aż do śmierci cesarza stanowił jego siedzibę.
Ciovo to idealne miejsce na spokojne wakacje i fajna alternatywa dla tłocznej Breli i Baśkiej Vody, gdzie byłem wcześniej. W pobliżu jest wszystko, czego można potrzebować w ramach europejskich wczasów. Rewelacyjne jedzenie, trochę historii, przepiękne plaże, roślnność, a jak się uda można kupić znakomite, świeże owoce, które smakują zupełnie inaczej, niż te w naszych sklepach. Polecam i nidługo tam wracam :)