Białoruś to ostatni w Europie kraj, gdzie wykonuje się karę śmierci. To być może jedyny w Europie kraj, w którym można zginąć za krytykę władzy.
Kara śmierci na Białorusi
O słuszności kary śmierci można dyskutować i uznaje się ją nawet w Stanach Zjednoczonych. Jednak Białorusini wyroki wykonują w sposób niehumanitarny. Przeraża również statystyka, która mówi, że od 1991 na Białorusi wykonano ponad 400 egzekucji. Do niej można również doliczyć egzekucje bez wyroku, o których za chwilę.
Karze śmierci podlegają wyłącznie mężczyźni. Skazani czekają na egzekucję w Mińsku, w piwnicach Zamku Piszczałowskiego. Miejsce to wygląda jak z horroru, lecz znajduje się w samym centrum stolicy. Niegdyś przetrzymywano tam powstańców styczniowych i listopadowych, a także więźniów schwytanych przez NKWD.
Zamek Piszczałkowski Wikipedia.pl
O ile sama w sobie kara śmierci jest koszmarem, cała procedura jest jeszcze większym. Skazani mogą spotykać się jedynie z najbliższą rodziną i do ostatniej chwili nie są informowani o terminie egzekucji. Nie wie tego również rodzina i... nie dowiaduje się. Nie zna nawet miejsca pochówku. Jedyna "informacja", jaka dociera do krewnych to rzeczy osobiste skazanych. Natomiast egzekucję wykonuje się przez strzał w głowę.
Prezydent Łukaszenka zwykle nie ułaskawia, choć w ubiegłym roku rozgłos przyniósł skutek i zamienił karę śmierci na dożywocie dla dwóch 20-letnich bliźniaków, którzy zabili sąsiadkę. Motywem zbrodni było doniesienie na siostrę skazanych, jakoby ta niestosownie opiekowała się dziećmi.
Między Rosją a Polską
Temat ten ma nieco głębszy wymiar. Granica między Polską i Białorusią to granica między jakąś tam demokracją a władzą autorytarną. I to właśnie egzekucja bez wyroku (nie pierwsza, choć aktualna: skłoniła mnie do napisania tego tekstu. Na Białorusi krytyka władzy może skończyć się śmiercią na komendzie.
Według Nexta Dmitrija Uszapow został zabrany z przystanku na komendę i brutalnie pobity. Następnie przewieziony do szpitala, gdzie zmarł. Oficjalnie stawiał opór i dlatego został zabrany przez milicję, nieoficjalnie nie wiadomo. Wiadomo jednak, że Białoruski OMON bije opozycjonistów oraz agresywnie tłumi wszelkie próby protestów, a najbardziej widać to było po "wygranej" Łukaszenki w wyborach prezydenckich. Cały świat "wyraził zaniepokojenie", a pan Aleksander nadal rządzi.
Bez wyjścia?
Prezydent Białorusi to bezwzględny władca i uzależniony jest od rosyjskich wpływów. Zwycięstwo demokratycznego kandydata mogłoby przynieść rozwiązanie powyższego problemu i zakończyć prześladowania. Jednak pojawią się nowe kłopoty. Wielka Rosja mogłaby wchłonąć Białoruś, a znając imperialistyczne zapędy Putina, nawet wywołać wojnę. To takie gdybanie, bo nie wiem, jak dotkliwe zdaniem Moskwy byłyby ewentualne sankcje. Póki co Łukaszenka wojuje ze swoim narodem i naszą Strażą Graniczną. Na więcej chyba go nie stać, ale na oddanie władzy również nie.