Dawno nic tu nie publikowałem, bo przecież wakacje. No ale nie można bezczynnie leżeć z zamkniętymi oczami, więc pozwolę sobie na kilka zdań.
Co do bitwy białostockiej, to nie zamierzam nikogo oceniać na podstawie krótkich, niewyraźnych ujęć wyrwanych z kontekstu, ale chcę tylko zwrócić uwagę, że LGBTQPZ nie jest orientację seksualną, ale polityczną. Kopanie zielonowłoseko chłopaczka wygląda źle, ale flaga z czerwono-czarnymi trójkątami też mi się nie kojarzy z miłością czy tolerancją (a takie też powiewały wśród tych tęczowych).
Ale nie chcę skupiać się na tym co się dzieje nad wisłą. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy Polska nie przekroczyła już horyzontu zdarzeń, więc być może pozostaje nam zapiąć pasy, pochylić głowę i czekać na twarde lądowanie.
Natomiast ciekawie zaczyna się robić u naszego wschodniego sąsiada. W maju na Ukrainie odbyły się wybory prezydenckie, które wygrał jajcarz, komik i aktor Wołodymyr Zełenski. Jest to o tyle ciekawy przypadek, że jest to chyba jedyny w tym momencie przywódca w Europie, który odwołuje się wprost do libertarianizmu.
Czyżby kozacy jako pierwsi w Europie zorientowali się, że dobrobyt nie bierze się z zasiłków? Że państwo nic za nich nie zrobi? Że bez pracy nie ma kołaczy? A może to kwestia zawodowej charyzmy i ogólnej rozpoznawalności? A może po prostu na Ukrainie było już tak źle, że ludzie stwierdzili, że już wolą satyryka od starego pryka. Przynajmniej będzie wesoło.
To nie ważne. Ważne, że ponoć nowy prezydent nie próżnuje. Jeśli mogę wierzyć moim agentom, to już pogonił sporą grupę urzędniczych leni, intensywnie korzysta z inicjatywy ustawodawczej, zapowiada walkę z korupcją, ułatwienia w prowadzeniu działalności gospodarczej oraz digitalizację państwa. Ponoć dogadał się też już z Chińczykami w sprawie inwestycji na miliardy dolarów. Chińczycy mają parcie na robienie biznesu w Europie. Polska mogłaby uszczknąć na tych ambicjach jakiś fajny kawałek tortu, no ale to by się nie spodobało naszym sojusznikom.
Podobno Zełenski zaczyna też dobierać się do tyłka Poroszence. Bo tam na Ukrainie odchodziły grube przekręty. Nie to co u nas. U nas same porządne chłopaki. Nikt nie siedzi. Emerytury fajne mają. :) A i warto jeszcze dodać, że nowy prezydent planuje wprowadzić procedurę odwołania skompromitowanych parlamentarzystów. U nas – nie do pomyślenia.
Sprawa jest o tyle ciekawa, że wczoraj na Ukrainie odbyły się wybory parlamentarne i z dużą przewagą wygrała partia Zełenskiego Sługa Narodu. Ukraiński system wyborczy jest specyficzny (system mieszany: 225 wybieranych proporcjonalnie i 199 wybieranych jednomandatowo), więc ostateczny kształt Rady Najwyższej jeszcze nie jest znany, ale wszystko wskazuje na to, że Sługa Narodu będzie miał większość bezwzględną. Więc jeśli nowy prezydent się nie skur*i, jeśli go nie odstrzelą, jeśli zielone ludziki nie zrobią z nim porządku albo amerykanie nie zafundują mu jakiejś rewolucji, to może nieźle zamieszać. Jeśli uda mu się zrobić reformy, które zapowiada, zlikwidować korupcję, zatrzymać ruskich, uwolnić gospodarkę, ściągnąć inwestycje, to może zrobić małe zamieszanie na europejskiej arenie.
U nas też niedługo wybory. I wszystko wskazuje na to, że u nas jednak nic się zmieni. Jeśli jemu uda się zmienić Ukraine, a Polakom uda się zostać przy tym, co mają, to za 10-15 lat my będziemy emigrować do Ukrainy (a nie na), żeby sprzedawać w Жабку, jeździć Uberem i sprzątać ukraińskie wille.
Chyba faktycznie trzeba zaliczyć twarde lądowanie, żeby naród się ocknął.