W RPGi gram jakieś 10 lat. Z mojej perspektywy czasu wydaje się to być bardzo krótkim czasem, szczególnie, że predyspozycje by się wciągnąć w świat fantasy miałam już znacznie wcześniej. Zaczynałam próbując gry na forach nie za dobrze znając świat, a jedynie zarys realiów. Pierwsze poważne spotkanie z graniem w RPGi miałam z Legendą Pięciu Kręgów. To doświadczenie doprowadziło mnie do świata, w którym najczęściej się obracam i czuję się najpewniej czyli w typowej konwencji fantasy. Przyjaciel stworzył świat na bazie Dungeons and Dragons (później będę pisać w skrócie d'n'd). Czasem zdarzało mi się "skoczyć w bok" do świata Amber, Maskarady lub Star Wars D20. Gdy marzy mi się przyszłościówka lub coś innego to sięgam po coś odpowiedniego marudząc wspomnianemu przyjacielowi lub mężowi, a w najgorszym wypadku oferuję im poprowadzenie jakiegoś Story Tella.
Bariery nie do przeskoczenia
Czuję się niubem i chyba zawsze tak czuć się będę. Osoby, z którymi grywam czy to na żywo, czy przez komunikatory, czy na mailu/forum/gdziekolwiek w formie pisanej są ode mnie znacznie bardziej doświadczone nie tylko z racji wieku, ale i tego kiedy oni zaczynali a kiedy ja. Tak więc pozwalam sobie na własne ograniczenia. Najwięcej problemów sprawiają mi przyszłościówki w stylu Star Wars czy Cyberpunka. Świat i realia mogłam poznać i poznałam z filmów czy książek, chociaż przyznaję, że to nie mój ulubiony gatunek. Problemy tworzą się gdy trzeba zrozumieć jakieś techniczne zagwostki. Moi współgracze to umysły techniczne, w większości informatycy więc trudno mi z nimi dyskutować o sprawach, z którymi nie miałam styczności od czasów liceum. Mogę powiedzieć, że wyprawy Sokołem Milenium trafiły na podatny grunt zainteresowania kosmosem.
Moje małe grzeszki
Aż wstyd się przyznać, że tworząc postać po macoszemu traktuję wyliczenia związane z walką i Stopniem Trudności (ST) odparcia czasu. Bardzo często to dla mnie czarna magia i za każdym razem od tych kilku lat proszę o przypomnienie ile i czego muszę dodać by podać Mistrzowi Gry odpowiedni współczynnik.
Zawsze grywam kobietami. Raz chyba zdarzyło mi się na chwilę zagrać mężczyzną. Bardzo często staram się by były atrakcyjne! Moi Mistrzowie Gry zazwyczaj są bardzo elastyczni i tak stworzyłam atut na bazie Legendy, który nazwałam "wadą Piam" (od imienia mojej postaci). Wspomniana cecha dotyczyła wzbudzania pożądania samą swoją obecnością. Ryzykowne w wielu przypadkach, ale i pomocne jeśli odpowiednio się to wykorzysta. Dziewczyna została boginią :)
Kocham skomplikowane historie postaci, ale wciąż oczekuję poziomu "bardziej łatwego już się nie da".
Często nie korzystam z atutów i cech klasy. U mnie to po prostu plaga! Często mam w kartę wpisane "3x atut", a to znaczy, że żadnego sobie nie wybrałam, a mogę już dać 3! Czytanie wielkich opisów do tego co mogę dzięki temu czy tamtemu też nie jest mocną stronę. Chyba gdybym mogła najchętniej grałabym tylko w Story Telle, czyli w gry krótkie i zazwyczaj bez kart postaci. Ot, na jedno posiedzenie.
Moje ulubione kampanie
Jak już pisałam, to są te w świecie fantasy i to w stopniu trudności dla raczkujących knujów. Rzadko walczę i przy naszym typie rozgrywki bardzo często walka jest efektem ubocznym złych decyzji. Wolimy magię i spiski. A ja? Ja bardzo często ciągnę przygody w stronę romansików. Gdy mam ich dość biorę na warsztat postać żelaznej dziewicy. Tiaa... niezbyt długo ten stan się utrzymuje. Jeśli nie mogę grać czymkolwiek spokrewnionym z elfem czuję się chora.
Postacie, czyli moja druga skóra
Jak wybieram postacie i co mnie inspiruje do tego to chyba temat na zupełnie innego posta. Tym razem chcę tylko krótko zaznaczyć, że uwielbiam postacie uzdrawiające, trujące, a i czarujące. Jeśli kumple postanawiają skorzystać z najprostszego na świecie schematu szybkiej gierki na rozluźnienie, czyli przeniesienie się w czasie i przestrzeni do gry moja postać zazwyczaj jest elfem lub półelfem i demonologiem lub wspomnianym trucicielem. Tak nawet widzą mnie przyjaciele. Lubię przyprawy, zioła i leczenie. Dla mnie przyjaciel stworzył klasę Wiedźmy, a aktualnie testuję klasę Astrologa.
Nie umiem grać złymi postaciami. Gdybym miała w RPGowy sposób mój charakter powiedziałabym, że... jest zmienny od nastroju, ale zawsze dąży do Praworządnie Dobrego. Mąż przed chwilą jęczał, że bardziej pasuję do Chaotycznie Neutralnego. Tak czy inaczej mam wrażenie, że jestem zbyt miła by zastanawiać się jak komuś wbić nóż w plecy lub zniewolić. Czasem trzeba, ale to nie znaczy, że dobrze się z tym czuję, tak?
Czemu o tym piszę?
Wiele osób dziwiło się jeśli wspominałam w komentarzach lub postać coś o RPGach. To jest trochę taka moja odpowiedź na ich wątpliwości. Korzystam z tego, że dziewczyna-gracz to rzadkość i pozwalam sobie na niewiedzę. Cieszę się sukcesami i porażkami i marzy mi się stworzenie własnego świata. Na dokładkę wspomnę, że bardzo często mam aspiracje pisania opowiadań lub książek w klimacie fantasy.
Jeśli macie ochotę to chętnie wrzucę Wam jakieś moje historie postaci lub... pisaną właśnie epopeję :) Wciąż czekam na opinię na temat udostępnionego dla niej fragmentu. Mam tremę przed jakimkolwiek pochwaleniem się przed Wami jakąkolwiek moją pisaniną i chyba dlatego opóźniam ten moment jak mogę... kto wie? Może pora się przełamać?