Moja rodzina zawsze jakoś stała na nogach finansowo. Uczono mnie i moją siostrę (10 lat starszą), że trzeba oszczędzać dosłownie ze wszystkim: prądem, jedzeniem (nie wolno wyrzucić chociażby okrucha do śmieci), gazem w kuchence, żeby wody nie lać do wanny, tylko pod prysznicem zawsze.
U nas nigdy się nic nie marnowało, nic nigdy do kosza nie szło.
Wtedy sobie myślałam - powariowali.
Mimo wszystko to były złote zasady, których przestrzegałyśmy i nie ma zmiłuj.
Jak mi więc przebiegało dzieciństwo pozbawione wypasionych gadżetów? Nawet nieźle Wam powiem. Dużo czasu spędzałam na dworzu. Full kontakt z naturą!
Bawiłam się wtedy jako dzieciak w przeróżne zabawy. Między innymi takie jak wcielanie w różne postacie i kreowanie wizerunku. Mogłam być kim chcę : kotem, lwem, olbrzymim dinozaurem, podróżnikiem, weterynarzem... a nawet indianiem. Co ma piernik do wiatraka? A no ma, i to sporo. Zwłaszcza jeśli tyczy się tego ostatniego.
Prawdziwym indianizmem zaczęłam się interesować dużo dużo później. Masa książek, filmów dokumentalnych nie będących westernami (wbrew pozorom westerny są złe - nie pokazują prawdy tylko oczerniają ) zawładnęła moim umysłem.
Chęć poznania prawdy.
Szacunek do zwierząt tak samo utkwił mi w pamięci jako piorytet - ja jako człowiek, mieszkaniec planety powinnam dbać o wszystko co mnie otacza, każde istnienie traktować z szacunkiem.
Jak łatwo jest kupić coś a później rzucić w kąt. Jak łatwo jest otoczyć się pieniędzmi odgradzając się od ludzi. Czymże jest więc pieniądz dla człowieka?
Stare przysłowie indian Cree głosi : „Tylko wtedy, gdy ostatnie drzewo umrze i ostatnia rzeka zostanie zatruta i ostatnie ryby zostaną złowione zdamy sobie sprawę, że nie można jeść pieniędzy.”
Ludzie inwestują we wszystko - zaślepieni są żądzą pieniądza, ale zapominają, że jeśli coś zdobyli, to zawsze zdobyli to kosztem czegoś.
Czego nie kupimy za pieniądze?
-Prawdziwej przyjaźni
-Szacunku (prawdziwego,a nie bo dyrektor korporacji)
-Rozumu (przeszczep mózgu nie pomoże)
-Wyglądu (operacja plastyczna? musisz ją praktykować często, żeby "ładnie" wyglądać" a i tak finalnie staniesz się "szkapą" z roku na rok :) )
Złudne szczęście trwa chwilę, dosłownie. Wprowadzamy do swojego organizmu zastępstwa prawdziwego szczęścia. Chwilowa euforia i znów rutyna, euforia, rutyna i tak na zmianę.
Kupisz mi czekoladę? gwarantuję Ci, że zniknie ona w przeciągu sekundy.
A mi będzie smutno, bo nie ma więcej ;)
Między innymi dlatego szanuję ludzi o wiele bardziej takich, którzy poświęcają swój czas dla siebie i swoich bliskich, niż tych, którzy myślą, że wymuszą na kimś bycie lubianym, bo mają zastrzyk gotówki.
Mieliście kiedyś sytuację, że ktoś nagle zdobył więcej pieniędzy i nagle przestaliście być dla niego tacy ważni?
Polecam obejrzenie paru filmów od Steve'ego Cuttsa (dla mocnych nerwów :) )
Oczywiście są to tylko moje (wartości) myśli i wcale nie musisz się z nimi zgadzać :)