Powoli zaczynam poddawać w wątpliwość sens usilnych prób wysypiania się po nocnej zmianie. Wczoraj niby spałem osiem godzin, a wstałem tak zmarnowany, że często lepiej funkcjonuję po trzech–czterech godzinach snu, z ewentualną drzemką przed pracą.
Jest jeszcze jedna kwestia, która może mieć na to wszystko wpływ. Przemyślałem, co dzieje się ze mną w ostatnim czasie, i doszedłem do wniosku, że prawdopodobnie cierpię na totalną nadwrażliwość na dźwięki. A nawet nie na hałas — wystarczy wydłużona ekspozycja na dźwięki, niekoniecznie głośne. Długotrwałe rozmowy potrafią momentami doprowadzić mnie do szału.
Przez długi czas myślałem, że jestem po prostu antyspołeczny albo coś w tym rodzaju. Ostatnio jednak zacząłem się nad tym bardziej zastanawiać, połączyłem kropki i wyszło mi, że to nie niechęć do dłuższych rozmów, tylko przebodźcowanie samym akustycznym aspektem konwersacji.
Czy to nie za późno odkryć coś takiego po trzydziestu latach życia? No cóż — lepiej późno niż wcale.
Moja praca to osiem godzin w totalnym hałasie: maszyny, wentylacja, głośne rozmowy i mieszanina ludzi z klasą, ale też totalnych błaznów, którzy nie potrafią przepracować dniówki bez robienia sztucznego przepychu, durnych żartów czy po prostu robienia z siebie debili. To wszystko składa się na to, że po robocie momentami jestem na granicy wytrzymałości — wystarczy, że ktoś się do mnie odezwie.
Rozwiązanie? „Zmień pracę, chłopie”. Problem w tym, że zaczynamy remont i w tym momencie dość trudno porzucać stałe zatrudnienie. Z drugiej strony coraz mniej sensu widzę w doprowadzaniu się do takiego stanu. Nie wiem, co z tym zrobić.
Wczoraj od połowy nocki praktycznie do nikogo się nie odzywałem, a tych, którzy mówili do mnie, po prostu zbywałem. Chciałem tylko dociągnąć produkcję do końca i spieprzać stamtąd do ciszy i spokoju.
Dzisiaj odciąłem się od hałasu na tyle, na ile mogłem, i tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że to nadwrażliwość na dźwięki jest moim problemem. Funkcjonuję bardzo dobrze, a rozmowy z żoną mnie nie męczą. Myślę, że czas zacząć dbać o zapewnienie sobie należytej dawki ciszy i zobaczyć, do czego to doprowadzi.
Co do dzisiejszych planów — poza drobnymi zakupami nic nie zamierzam robić. Zacząłem weekend, do pracy wracam dopiero w środę, na drugą zmianę. Dziś więc chillout, a jutro ogarnie się bieżące sprawy.