Po dwutygodniowych "wakacjach" powoli wracam do codzienności. Nie ukrywam, że urlop mnie trochę zmęczył. Przyjazd do Polski oznaczał załatwianie miliona spraw administracyjnych, skończenie procesu wykańczania mieszkania (po dwóch latach ;-)) oraz wiele godzin rozmów z rodziną i przyjaciółmi. Ilość osób zainteresowanych rozmową sprowadziła mnie do utworzenia harmonogramu spotkań. Kocham ich wszystkich, ale po prostu byłam zmęczona klekotaniem w koło tego samego. Musiałam się wyrwać gdziekolwiek i blisko, bo na tyle pozwalał mi czas. Dając wolną rękę przyjaciółkom, postanowiły, że pozwiedzamy Kurpie, czyli moje rodzinne strony. W związku z tym, że w swoim życiu mało interesowałam się tym aspektem mojego pochodzenia i poza kilkoma wycieczkami w podstawówce i opowiadaniami ciotek nie posiadałam zbyt głębokiej wiedzy. Pokolenie lat 90-tych, zachłysnięte kulturą zachodu, raczej nie skłaniało się ku bliższemu poznaniu ludowych tajemnic, a szkoda. Na całe szczęście, nie wiem czy to przez modę, czy przez coś innego, coraz więcej młodzieży i dorosłych pielęgnuje naszą piękną, polską tradycję.
Kurpie, o których tak na prawde, wiele moich znajomych w ogóle nie słyszało, to region to grupa etnograficzna, zamieszkująca rejon dwóch puszczy mazowieckich: Puszczy Zielonej oraz Puszczy Białej. Pochodzenie Kurpsiów (Kurp – nazwa pochodzi od obuwia zwanego Kurpsiami- zrobionymi z lipowego łyka) nie jest etnologom do końca znane. Badania wykazują ślady osadników na tym terenie przed czasem osadnictwa słowiańskiego. Wiele wskazuje na to, że zamieszkiwali tutaj, tak jak na Mazurach, Prusowie. Mieszkańcy słynęli z zamiłowania do wolności, w związku z tym odmówili pańszczyzny, niejako wymuszając na władzy nadanie przywilijów. Szczególnym zainteresowaniem królów cieszyło się tutejsze bartnictwo- uznawane za najlepsze w całym kraju. Nawet ja pamiętam jeszcze już ostatnią, starą barć w rezerwacie, która była jednym z ostatnich symboli dawnego świata. Ze względu na brak żyznych gleb, tubylcy trudnili się głównie zbieraniem miodu, uprawą ziemniaków, lnu oraz tkactwem. Kurpie zasłynęli z zarzartych walk ze Szwedami na początku XVIII wieku. Ludność nienawidziła wroga do tego stopnia, że do dzisiaj nazywamy mięsne skwarki- szwedami.
Jeżeli wybierzecie się w te strony, musicie posłuchać naszej muzyki, skosztować rejbaka- tradycyjnej babki ziemniaczanej oraz zobaczyć dzieła artystek- tradycyjne wycinanki oraz piękne koronkowe serwety. Można jeszcze spotkać ludzi mówiących gwarą, która charakteryzuje się nietypowymi samogłoskami:
Ëë- "szwa" czyli samogłoska pośrednia między E i samogłoską A (np.potëm, malujë),
Å å- czyli samogłoska pośrednia między O i samogłoską A (np. mås, dåj),
Ϊ ϊ ,- czyli samogłoska pośrednia między A i samogłoską Y (np. źϊdać, ćϊcho).
Głoski miękkie wargowe są również bardzo typowe dla tego regionu. Są to p, b, f, w oraz m. Wymiawia się je w ten sposób:
p’ - pś pies – pśes, piwo - pśϊwo,
b’- bź bicz - bźϊc, biały - bźåły,
f’- ś figa - śϊga,
w’- ź widok – źϊdok, witać – źϊtać,
m’- ń mieszkanie -ńéskańe.
Moja prababcia zwykła porozumiewać się gwarą. Pamiętam, że jako dziecko zupełnie jej nie rozumiałam, podczas gdy moi rodzice prowadzili z nią długie dyskusje. Ojciec zawsze mówił mi, że widzi we mnie kurpiowską krew, bo jestem strasznie uparta, nieufna i trochę dzika. Nie wiem, może to i prawda ;).
Będąc tu- w Nowym Jorku, poznałam ludzi, którzy bardzo dbają o kulturę swoich przodków. Niezwykle ich za to szanuje i mam nadzieję, że i w Polsce i na obczyźnie, nasza bogata tradycja będzie pamiętana i dalej przekazywana następnym pokoleniom.
Jeżeli macie ochotę na wycieczkę to zapraszam na Kurpie. Myślę, że jest to jeden z regionów wartych bliższego poznania.