Długo oczekiwany nowy członek rodziny w końcu pojawił się na świecie - w czwartek 23 sierpnia o godzinie 8:37. Filip ważył równo 4 kg i był “długi” na 58 cm.
Filip dzień po narodzinach.
Gdy człowiek ma te ponad trzydzieści lat i w miarę ustabilizowane życie, to pojawienie się dziecka naprawdę wszystko przewraca do góry nogami. Chociaż to dopiero kilka dni, już dobrze zdaję sobie sprawę, że już zaczęła się przygoda mojego życia, która wcale nie będzie łatwa, ale na pewno ciekawa i satysfakcjonująca. To będzie jak taka zarośnięta i mało uczęszczana odnoga z autostrady, na której na pewno nie raz zabłądzimy, nie raz zaskoczy nas pogoda i nie raz się zakopiemy, ale widoki będą zapierać dech w piersiach i nie będzie się ich dało opisać słowami.
Podwyższona bilirubina i wakacje pod palmami lampami.
Ciekawe jest to, jak nagle bardzo wiele czynności i rzeczy staje się całkowitą nowością, a człowiek przyzwyczajony do życiowej rutyny musi po raz pierwszy zrobić to czy tamto. Całkowicie inny świat.
To ja, ojciec, pierwszy zobaczyłem młodego. Byłem przy mierzeniu i ważeniu, pierwszy trzymałem go na rękach. A to był dopiero początek - pierwszy dotyk, pierwsze spojrzenie, pierwszy uśmiech, pierwsza kupa, pierwsze przewijanie, pierwsze karmienie, pierwsze obawy, pierwsze usypianie, pierwsze przebieranie, pierwsza kąpiel, pierwszy płacz, pierwsza bezsilność, pierwszy spacer... nigdy wcześniej mnie to nie dotyczyło. A tak naprawdę to zaledwie ułamek tego, co nas czeka.
W końcu w drodze do domu!
Część swoich przemyśleń i spostrzeżeń na pewno opiszę w postach, mam nadzieję, że znajdą się chętni do czytania.
I na koniec - pozdrowienia dla , która niedawno też zjechała z autostrady :)