Siemanko,
ostatnio miałem spory problem z internetem, więc przeszedłem się po wsi pytając ludzi o pomoc, lecz większość lokalsów uprzejmie informowała mnie, że im internet do szczęścia nie jest potrzebny i nie za bardzo się na nim znają.
Ustaliłem wreszcie, że najbliższy spec od internetów mieszka jakieś 4 wyspy dalej, więc pożyczyłem łódkę od mojego koleszki-rybaka i popłynąłem.
Nie spieszyło mi się, więc wziąłem wędkę (mimo, że nie mam zielonego pojęcia jak łowi się ryby) i zacząłem rzucać nią po morzu. Wytrzymałem jakieś 15 minut i stwierdziłem, że mnie to nudzi.
Odrobinkę sobie popływałem, trochę odpocząłem i zacząłem zastanawiać się i rozgryzać nowe aspekty mojej szkoły i ewentualne kwestie, które musiałbym przeskoczyć, gdy będę ją budował.
Niestety po drodze wpadłem w mały sztormik, co nie zmienia faktu, że na selfie czasu mi wystarczyło.
Dotarłem do Pana od internetu i niestety okazało się, że akurat wyjechał na ekskluzywne wakacje do Europy.
Cóż, wróciłem. Oddałem łódkę. Poszedłem do domu. Internet był...