Witaj,
chciałbym zapytać się Ciebie, jak rozumiesz pojęcie "bycia sobą" i czy uważasz, że jest to w dzisiejszych czasach w ogóle możliwe?
Zapewniam że moje pytanie, choć pozornie dziwne, posiada głębszy sens. Wiem także, że zakotwiczam je we właściwym miejscu i kieruję do odpowiedniej grupy odbiorców.
Poniższym artykułem, bazując na własnym doświadczeniu, poruszę kilka istotnych kwestii, które według mnie mają decydujący wpływ na kształtowanie się osobowości człowieka.
Treść podzielę na kilka części, ponieważ zależy mi na tym, aby był szybki do "przełknięcia" i łatwy do przeanalizowania - stanowiąc zachętę do samodzielnej pracy nad swoją osobą.
Tak na marginesie, wszystko co tutaj opisuję i pisać będę w przyszłości - jest wynikiem dojrzałej (około 18-letniej już), codziennej obserwacji mojego własnego JA, z którym bardzo intensywnie utożsamiałem się przez pierwsze (niech będzie mniej świadome) 33 lata mojego życia. Obecnie mam lat 38 i na pewne sprawy patrzę zupełnie z innej perspektywy.
Aby za mocno nie gmatwać - poniżej przechodzę do meritum:
DROBNE RYSY NA CZYSTEJ KARCIE
Z chwilą gdy pojawiamy się na tym świecie, przyjęło się mówić, iż jesteśmy czymś w rodzaju czystej karty (tabula rasa). Oceń proszę samodzielnie (tworząc własne studium przypadku), czy czasami jednak nie jest tak, że przychodzimy tutaj już z pewną wyprawką – w postaci "plecaka" kodów, obciążeń genetycznych - dziedziczonych po naszych rodzicach, dziadkach, a może nawet przodkach z poprzednich pokoleń? Nie będę tym wpisem poruszał w ogóle tematów dotyczących reinkarnacji i poprzednich wcieleń, ponieważ nie każdy w to wierzy i wierzyć musi...
Jestem szczęśliwym ojcem trójki dzieci i w każdym swoim dziecku dostrzegam elementy – nazwijmy to ładnie: "podarowane". Dla przykładu, powiem Ci że mój ośmioletni syn, któremu nie było nigdy dane, świadomie poznać dziadka, bardzo lubi chodzić (w całkiem naturalny dla siebie i specyficzny tylko dla dziadka sposób), z rękoma swobodnie splecionymi z tyłu. Nikt w całej rodzinie nie chodził tak, poza moim tatą i teraz synem właśnie. Wszystko oczywiście można wytłumaczyć przypadkiem, choć mnie ten argument nie przekonywuje – ponieważ chód mojego syna doskonale wpisuje się w unikalny styl chodzenia mojego taty.
Wczesne dzieciństwo, wieś i gorzelniany komin.
Aby dokładnie przeanalizować temat, zacząć powinniśmy od zupełnego początku, czyli momentu narodzin każdego z nas. W moim przypadku, czas ten przypada na wczesne lata 80te. Z pewnością mam tu wielu rówieśników, ponieważ był to okres wyżu demograficznego – na który wpływ podobno miały częste awarie w dostawach prądu i notoryczne braki światła :) Był to także czas ostrych zim, sklepowych kolejek, zakupów na kartki i oczywiście stanu wojennego z godziną policyjną włącznie.
Urodziłem się jako pierwszy z rodzeństwa, w kochającej rodzinie.
Nigdy nie zostałem uderzony przez swoich rodziców, a były to przecież czasy, w których taka forma była bardzo częstym środkiem wychowawczym.
W sumie nie pamiętam też żadnych krzyków wobec mojej osoby, czy kłotni rodzinnych.
Ogólnie sielanka na 32 m2 z komunistycznej płyty – trochę ciasno, ale mama i tata fajni ;)
Zastanawiające dla mnie jest jednak to, że jako małe dziecko byłem nad wyraz strachliwym, wycofanym, zamkniętym w sobie chłopcem z bardzo poważną minką – wczesnym i dość zaawansowanym introwertykiem.
Pamiętam, iż bałem się wielu rzeczy, jak chociażby dymu z gorzelnianego komina zlokalizowanego niedaleko domu mojej babci. Ilekroć dym pojawił się na horyzoncie, ja oczywiście zmykałem w popłochu do domu - wywołując niemałe zdziwienie i uśmiech moich rodziców. Oczywiście pamiętam tłumaczenia, że to tylko dym, lecz nie wiele to, na tamten czas pomagało. Przykładów mógłbym podać wiele więcej, ale pozwólcie, że część zachowam dla siebie :p
Do rzeczy:
- rodzina wzorowa,
- warunki życia w tamtych czasach jednakowe - prawie dla wszystkich,
- mama tata bardzo OK,
- rówieśnicy radośni,
- JA strachliwy i wycofany.
Jak myślisz, gdzie leżą przyczyny takiego zachowania, przy tak młodziutkiej i kształtującej się dopiero osobowości?
- I i II Wojnie Światowej (wcześniej też nie było wesoło),
- strachu rodziców i niepewności związanej z "Zimną Wojną",
- czy może faktu, iż mój ojciec we wczesnym dzieciństwie był notorycznie bity przez mojego dziadka, który lubił pomagać w odrabianiu lekcji pod wpływem alkoholu?
Podziel się proszę swoją opinią, będę wdzięczny za wszelkie komentarze.
Dziękuję i pozdrawiam.
M33