Mroczne historie jednak ani nie zaczynają się na tej jednej, ani nie kończą. Jest jednak historia tak ważna dla tej opowieści, tak makabryczna, że nie może zostać niewypowiedziana. Sieć, o której już wiecie, nie powstała bez powodu. Ci wszyscy, którzy maszerują przez kraje i kontynenty, idą do trupa.
Tak, sercem tej sieci, punktem skupienia, jest trup. Trup tak potężny, że ściąga do siebie ludzi z całego świata, którzy idą, i z własnej woli cierpią. Trup potrafi ściągnąć do siebie tysiące osób dziennie.
Jak zombie, ludzie zakładają buty, biorą plecaki i idą – by pokłonić głowę przed resztkami ciała człowieka, których nie mogą nawet zobaczyć. Idą o kulach, utykając. Pakują swój dobytek na konia, na osła, na rower. Słyszałem nawet, że ktoś wybrał się w tandemie – dwuosobowym rowerem. Bo przecież i ślepy może zostać zainfekowany.
Tak właśnie ten trup wpływa on na umysły – to on zaszczepia Myśli, robaki które wgryzają się w człowieka i szukają sposobów by go wyrwać ze swojego codziennego środowiska. To on rozszerza swoje wpływy, budując sieć, i zapewniając stały dopływ nowych dusz.
Nie robi tego jednak dla siebie, jak może moglibyście się spodziewać (szczególnie jeżeli głęboko znacie się z nurtem książek i gier fantasy). Ten trup to tylko jeden z wielu wysokopoziomowych paladynów swojego władcy. Tuzin takich jak on rozsianych jest po świecie, a każdy z nich na swój sposób chce służyć swojemu panu – i robi to, wpływając na żyjących, i zachęcając ich do wysiłku, cierpienia, i porzucenia swojego dawnego ja.
Ten jeden trupi paladyn jest jednak szczególny – jest jednym z trzech najbardziej zaufanych, do których należy wraz ze swoim bratem. To właśnie wspólnie z bratem, jeszcze za życia, ze względu na swój ognisty temperament, zapalczywość i charakter zdobyli sobie przydomek Synów Gromu. Gotowi burzyć miasta w imię swojego Pana, który musi gasić ich zapędy. Ten ogień duszy przetrwał w tym paladynie, i nawet dziesiątki wieków po swojej śmierci, w swojej gorliwości dalej ukazuje on swoją siłę woli – ściąga kolejnych i kolejnych, by poświęcali się w imię jego władcy.
Widać też, że zaradność połączona z wielką energią i ogromem czasu daje efekty. Krok po kroku, budując sieć oplatającą umysły, Syn Gromu zrekrutował także inne sługi Imperatora, by współdziałając z nimi, przyciągać kolejne nieświadome osoby. Idąc, chory każdego dnia spotyka kolejne trupy – zamknięte w kamiennych sarkofagach, w złotych relikwiarzach, w obrazach. W moim przypadku było ich naprawdę sporo. Eutropiusz był jednym, choć nie pierwszym z nich. Wstając rano, nigdy nie wiesz czy tego dnia nie spotkasz kolejnego trupa, z którym będziesz mógł porozmawiać. A w kolejnym miasteczku czekają już następni: Anna, Albert, Zofia, Kacper, Agnieszka, Marcin, Jadwiga, Dionizy, Faustyna, Melchior, Lambert, Baltazar…
W pewnym momencie gubisz się już, nie pamiętasz ich imion. Przecież tylu ich było! Naprawdę, zaradni są ci paladyni, potrafiąc tak werbować i szkolić. Ale oni idą za tobą, niezauważalni. Nie ciałem – to zostaje tam, gdzie leży. Dołączają do Ciebie jako duchy, tworząc niewidzialny orszak. Kątem oka widzisz czasem ruch, czasem przebłysk światła. Ale przede wszystkim słyszysz jak rozmawiają ze sobą. Echa debat i dyskusji odbijają się w Twojej głowie, rezonując, wzmacniając się wzajemnie. Postacie żyjące w różnych miejscach i w różnych czasach, mając okazję się spotkać, mają sobie tyle do powiedzenia. Wszak, mimo różnic, tyle ich łączy!
Wiadomo, czasem ich rozmowa zejdzie na jakiś teren sporny. Czy ten zakon dalej realizuje swoje powołanie, czy nie. Czy tamten papież miał rację. Czy aby na pewno można założyć taką szatę na tą okazję. Świętych obcowanie urealnia się, i faktycznie wchodzisz w relację z tymi którzy już-nieumarli. Śmiejesz się razem z nimi, smucisz wspólnie. Rozmawiasz, dzielisz się sobą i swoim doświadczeniem – a oni robią to samo.
Po czym wchodzisz do jakiegoś małego miasteczka, gdzieś na krańcach Hiszpanii, Francji czy Belgii – nie ma to znaczenia. Mały kościółek, w środku schody do podziemi, w których po zejściu spotykasz kolejną towarzyszkę drogi. Tablica informuje Cię że nie żyje od tysiąca pięciuset lat, Ty jednak witasz ją jak najlepszego przyjaciela. Padacie sobie w objęcia, i bez słów rozumiecie. Nie potrzeba pytań: co tam u Ciebie, czy wszystko w porządku. Jedno spojrzenie, i wiesz, że jest to ktoś taki jak Ty. Kolejny czub, narwaniec, który jest w stanie rzucić wszystko i po prostu pójść tam, gdzie wiedzie szlak. Takie lokalne trupy służą też za pierwszą linię, za oddziały rekruterów. Ich groby są biurami werbunkowymi, gdzie w nowe dusze wlewa się Myśl, która później dojrzewa i wyciąga ich na szlak. A jest ich więcej, niż byłem w stanie poznać.
Jako posłany, rozpoznawałem innych posłanych. Widziałem – tych jeszcze-żyjących, jak i już-nieumarłych. I choć myślałem, że odrobiłem pracę domową, czekało mnie wiele zaskoczeń. O Lambercie słyszałem wcześniej, ale dopiero idąc, dowiedziałem się kim jest. Alberta natomiast spotkałem przypadkiem. Gdy chciałem odwiedzić trzech wielkich królów na usługach Imperatora, nie przyjmowali już gości. Rozumiem, takie królewskie prawo. Zdecydowałem się więc odwiedzić najbliższą świątynię. Wszedłem do niewielkiego kościółka. Przy ołtarzu znalazłem schody – wejście do krypty. W otoczeniu świec odpoczywał sobie Albert, przykryty kamiennym kocem sarkofagu. Porozmawiałem z nim, chociaż go nie znałem, i zabrałem się w drogę. Dopiero później, próbując znaleźć jakieś informacje o nim, dowiedziałem się kim jest – mianowicie, jednym z najmądrzejszych sług Imperatora. Wyróżniono go nawet przydomkiem doctor expertus. Co więcej, był także mistrzem Niemego Woła. Grono trupów, którzy służą Imperatorowi, nie jest przypadkowym zbiorem osób z ulicy. Jednak wchodząc z ulicy, można się na nich natknąć, i ich poznać. Ach, jakże owocne mogą być przypadkowe spotkania, i jak one wpływają później na nasze życie!
Poprzednio
Spis treści:
#26 TGDMSB - Rozdział 1
#30 TGDMSB - Rozdział 2
#39 TGDMSB - Część I Naznaczony - Rozdział 3
#40 TGDMSB - Rozdział 4
#41 TGDMSB - Rozdział 5