Podróżnik przybył do nieznanego sobie miasta późnym wieczorem, niosąc ze sobą jedynie podróżną torbę i głowę pełną marzeń. Światła ulic, radość mieszkańców i piękno budowli idealnie komponowało się z kwitnącymi rabatkami, rosnącymi drzewami i ćwierkotem ptaków. Nigdy nie widział jeszcze, by jakieś miasto funkcjonowało w ten sposób, tak blisko natury, a jednocześnie w tak ciekawy sposób. To Miasto było inne. Mieszkańcy byli gościnni, nakarmili go i znaleźli mu miejsce do przenocowania.
Przybysz był miastem niesamowicie zafascynowany. Spędzał dnie i noce na odkrywaniu zaułków i ulic, o których wcześniej usłyszał z ust mieszkańców. Spacerował bez planu, chcąc pochłonąć wszystkie dźwięki i zapachy – od gwaru bazarów po ciszę wąskich uliczek o świcie. Uczył się życia w nowym miejscu, podpatrując miejscowych i próbując zrozumieć niepisane zasady, którymi się kierowali. Z czasem znalazł pracę i własny kąt. Nauczył się, gdzie kupić najświeższe warzywa, a gdzie serwują najlepsze potrawy. Zaczął czuć się coraz pewniej, a sąsiedzi rozpoznawali już go na ulicy i pozdrawiali uprzejmym skinieniem głowy. W lokalnych sklepikach wiedziano, co zazwyczaj wybiera, a w pobliskiej piekarni zaczęto odkładać ulubione bułki na bok. W ten sposób wrastał w Miasto, stając się jego mieszkańcem. Znał już uliczki i zakamarki, i płynnie poruszał się między dzielnicami.
Jego pasja do Miasta z czasem tylko rosła. Nie dość mu było biernego przyglądania się, i korzystania z dobrodziejstw tego miejsca. Korzystając z zaoszczędzonych pieniędzy, postanowił otworzyć małą kawiarnię w odrestaurowanej kamienicy. Miała to być nie tylko zwykła kawiarnia, ale też przyjazne miejsce spotkań i rozmów. Przyjezdni mogli tu odpocząć, spróbować lokalnych specjałów i poznać smaki, o których nikt w innych rejonach nie słyszał. Właściciel kawiarni, z czasem coraz lepiej znając miasto i ludzi, zaczęła także oprowadzać przybyszy – opowiadał im ciekawostki i historie, których nie dało się znaleźć w żadnym przewodniku.
Mijały lata, a rosnące uznanie dla jego zaangażowania zaowocowało propozycją sąsiadów, by wystartował w wyborach do rady miejskiej. Nie miał wielkich haseł, skupiał się na faktycznych potrzebach dzielnic: lepszym układzie komunikacyjnym, zadbanych skwerach, czy bezpiecznych przejściach dla pieszych. Zaufano mu, i uznano, że może poprowadzić to miasto, wspólnie z innymi szanowanymi członkami społeczności. Wkrótce zaczęły się pojawiać pierwsze rezultaty jego pracy. Udało się przeprowadzić drobne, ale istotne ulepszenia dróg, zaproponować nowe rozwiązania parkingowe i wesprzeć różne inicjatywy społeczne. Zaczęto także pracować nad planem nowej dzielnicy, która umożliwiłaby rozwój Miasta. Był dumny, że może realnie wpływać na wygląd i charakter miejsca, które kiedyś wydawało się tylko obcą, nieco tajemniczą przestrzenią. Teraz Miasto stało się jej domem – i dzięki niemu stawało się też lepszym domem dla innych.
Tak jak podróżnik, instruktor harcerski przechodzi poszczególne etapy poznawania Miasta - czyli tego czym jest harcerstwo. Na początku musi poznać jego układ, i jak się w nim odnaleźć. Gdy to zrobi, i zadomowi się, staje się mieszkańcem - instruktorem-przewodnikiem. Gdy jednak jego zaangażowanie wyjdzie ponad korzystanie z miasta, a zacznie sam dokładać swoją cegiełkę do tego, czym miasto jest, staje się rozpoznawalny w swojej społeczności - tak jak podharcmistrz. Jednak aby uzyskać zaufanie społeczne, i wprowadzać zmiany w całym systemie, potrzeba dużej wiedzy o Mieście, umiejętności słuchania jak i kształtowania rzeczywistości. I taki obywatel, jak harcmistrz, wspólnie z innymi jest w stanie wyznaczać kierunek rozwoju Miasta.