Józef Wittlin w swoich wierszach prezentuje ciekawe spojrzenie na świat, także ten metafizyczny. Jego znana mi twórczość to ciągły krzyk prostego człowieczeństwa w obliczu Absolutu, wołanie o święty spokój, o ukojenie oczekiwaną szklanką wody podczas apokaliptycznej burzy zalewającej świat kolejnymi kataklizmami. Nie znam jego twórczości wystarczająco, by ocenić całość. Możliwe że błędnie interpretuję jego intencje. Jednak gdy czytam kolejny jego wiersz - Ból drzewa - utwierdzam się w swoim przekonaniu.
Wiersz przedstawia perspektywę drzewa, które stało się później krzyżem Jezusa Chrystusa. Jednak nie jest to kolejny prosty wiersz religijny. Wittlin, Żyd-konwertyta, poeta, prezentuje narrację całkiem odmienną od zwyczajowej. Drzewo nie jest tutaj pokorne, nie czeka na Zbawiciela, a raczej... korzysta z życia. Do czasu.
Przez cały wiersz przewija się stały motyw bólu. Bólu drzewa nad samym sobą. Drzewo w sposób narcystyczny pochyla się nad samym sobią (jakie to nie jest proste, jak to mierzyło się z burzami, jak to zna ból zmagania z naturą).
Nawet śmierć - wycięcie - drzewa tego nie zmienia. Nawet gdy na na szczątkach drzewa, na krzyżu, zawiśnie Zbawiciel, ten który jest Władcą Świata - traktuje go wyłącznie jako trupa. Przewrotna sytuacja, gdy na trupie drzewa zawiśnie trup człowieka.
Chwilowe załamanie narracji pojawia się dopiero w momencie, gdy drzewo znajduje nić zrozumienia z Maryją. Oboje na pewnym etapie nieśli Jezusa - jednak Matka przyniosła go do życia, drzewo-krzyż przyniósł Jezusa ku śmierci.
Jednak nawet to nie zmienia postawy drzewa. Fakt opustoszenia drzewa (zdjęcia Ciała Jezusa) i jego samotność jest używana jako oskarżenie, krzyk rozpaczy, po którym następuje kolejny wyrzut: porzucenia szczątków drzewa.
Dalsza rozpacz zamienia się w pustkę, w stwierdzenie stanu faktycznego: "zgniłem". Nawet fakt zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią nie przynosi ukojenia drzewu, które wybrało pychę nad radość ze swojego powołania. Pustka ta widoczna jest w ostateczym zwątpieniu, gdyż "Zmartwychwstał - mówi wieść" to nie to samo co "Zmartwychwstał."
Drzewo budzi we mnie politowanie. Jego postawa, tak przywiązana do siebie, tak skupiona na własnym bólu, nie pozwala mu się wyzwolić. A o to chodzi właśnie w Dobrej Nowinie. Nie ważne ile złych rzeczy nam się zdarzyło, ani ile sami ich zrobiliśmy. Nie ma znaczenia, ile siekier uderzało w nas, ile ciosów potrzeba było by nas powalić. Dobra Nowina głosi zwycięstwo. Daje nadzieję. Przynosi sens w najtrudniejszych momentach. Jezus, razem z drzewem, wytrzymywał ciosy. Gwoździe ich połączyły. A nawet w tej sytuacji drzewo patrzy na siebie, i swój ból. To jest właśnie Piekło - spotkać Absolutną Światłość, a i tak wybrać siebie i swoje ciemne zakamarki.
Podziękowania
Wiersz dostępny jest mi dzięki uprzejmości . Screeny w poście stanowią jedynie wycinek wiersza i nie prezentują jego pełnej treści.