Jesteśmy karłami niesionymi na barkach olbrzymów - te słowa Bernarda z Chartes, choć nie są pierwszymi na kartach książki, spotykamy już na samym początku Młodego wina. Do myśli tej autor nie wraca, lecz kultywuje ją stale na kolejnych stronach. Gdyż Młode wino dominikańskiej duchowości jest przepełniona odwołaniem do poprzedników, do źródeł Zakonu Kaznodziejskiego. Nie jest to wykład, nie jest to także osobista refleksja.
Skąd się to wino wzięło?
Paul Murray (ur. 1947 r. w Newcastle, Irlandia Północna) jest poetą, dominikaninem i wieloletnim wykładowcą literatury mistycznej na rzymskim Angelicum.
Oryginalnie wydana w 2006 pod tytułem The New Wine of Dominican Spirituality. A Drink Called Happiness, książka została przetłumaczona na polski przez Stanisławę Pełechatę OP, i wydana w 2007 przez wydawnictwo W drodze.
Z czego to wino?
Autor zaprasza nas do poznania duchowości Zakonu przez usta swoich braci, którzy na przestrzeni ośmiuset lat żyli duchem kaznodziejstwa. Cztery główne rozdziały omawiają kluczowe filary duchowości: czym ona jest, jak wplecione jest w nią szczęście, jakie jest miejsce studium, oraz jak wygląda upojenie Dobrą Nowiną.
Każdy z rozdziałów powtarza pewien schemat: na początek, wraz z autorem wsłuchujemy się w słowa pierwszych braci, poznając jak dana rzecz wyglądała w pierwszych dniach i latach. Gdy poznamy już źródło, przechodzimy do refleksji późniejszych dominikanów, patrząc tak na św. Tomasza z Akwinu, jak i mistyków nadreńskich, czy bliższych nam czasowo XIX- i XX-wiecznych dominikanów. Ten takt pozwala na intelektualnego walca, gdzie krok po kroku poznajemy kolejne obszary duchowości Zakonu Kaznodziejskiego.
Dlaczego wino
Paul Murray OP wykorzystuje w swojej narracji metaforę młodego wina - intensywnego, uderzającego do głowy środka, po którym człowiek zdaje się być odurzonym. Tym właśnie jest Ewangelia - można upajać się szczęściem, przez samo zapoznanie się z Dobrą Nowiną. I nie jest to wymysł autora - gdyż już pierwsi bracia dominikanie używali podobnych słów mówiąc o pójściu za Jezusem i przyjęciu swojego powołania.
Przypomina mi to modlitwę (Bankiet niebiański św. Brygidy z Kildare)[@mligeza/29-isa-mac-mhuire-czyli-jak-jezus-zostal-druidem], która chciałaby ugościć Jezusa jeziorem piwa. Czyli jest to chęć wspólna dla chrześcijan, by upajać się Bogiem - różnica pojawia się jedynie w kwestiach kulturowych, gdyż nie wszędzie akurat wino jest preferowanym trunkiem.
Przyswajalnosć
Struktura książki, tak narracyjna, jak i wydzielenie sporej ilości podrodziałów, tworzy wrażenie wartkiego i intensywnego, lecz nieprzytłaczajacego strumienia. Jeśli zauważymy że polskie wydanie to niecałe 170 stron, otrzymujemy naprawdę przystępną lekturę. Nawet z bibliografią, indeksem i spisem treści nie przekracza 200 stron.
W czasie czytania Młodego wina trafiłem na całe miriady cytatów, które zapadły mi w pamięć - lecz nie chcą zachowywać ich tylko dla siebie, zapisałem je także i przekuwam w grafiki, które od czasu do czasu pojawiają się na moim blogu.
Dla kogo jest to Wino?
Wino ewangelicznej radości jest dla każdego! Nie ma ograniczeń wiekowych, każdy może upoić się szczęściem i bliskością Boga. Sama książka też jest dla każdego, chociaż recepcja może być różna zależnie od dotychczasowych doświadczeń. Książka może bowiem wywrócić pogląd na wiarę - podstawową myślą jest przekonanie o odnalezieniu szczęścia w Bogu, i radosnym życiu! Nie ma tutaj dodatkowego cierpiętnictwa, nie ma apologii bólu. Wręcz przeciwnie - każdy człowiek ma szansę być szczęśliwy. Z relacji z Bogiem płynie szczęście, radość, która jest tak wielka, że nie można zatrzymać jej dla siebie. Wylewa się wokół - i tym jest właśnie kaznodziejstwo. Dzieleniem się szczęściem, gdyż nieskończona radość zdążyła już wypełnić naczynie, którym jestem.