Antydatowanie dokumentów to nie jest dobra rzecz. Bywa karane. Ponieważ jednak jest to mój blog, i nie wynikają z niego żadne zobowiązania prawne, pozwolę sobie na zrobienie podsumowania poniedziałku dopiero we wtorek.
Czemu jednak akurat tak? Gdyż uznałem że wczorajszą datę warto upamiętnić. Weekend minął mi bardzo szybko i bardzo w ruchu (w oddaleniu od laptopa, więc i jedyny post jaki wpadł, był wcześniej przygotowaną, zaległą relacją). Poniedziałek normalnie wyglądałby lepiej, jednak... Jednak w końcu skończył się okres ochronny na takie liski jak ja, i trzeba zabrać się za poważne działania. Tym bardziej jak rozpoczyna się nową pracę.
No może nie do końca taką nową. Po ostatnim, ciekawym lecz intensywnym wyjazdowo stanowisku, wróciłem do miejsca gdzie pracowałem wcześniej, i... jest to ciekawe doświadczenie. Czuję się jak na filmach, gdzie w dwóch scenach nastąpił timeskip, i główny bohater wraca do miejsca z którego wyruszył. Ale wraca bogatszy o nowe doświadczenia, i na start jest traktowany inaczej. Brzmi ciekawie. Znam słabe strony tego systemu, więc wiem też na co się piszę. Ale jednocześnie wygląda że mam to, czego brakowało mi przez ostatnie półtora roku. Let's see.
W międzyczasie zapowiem, że zacząłem przygotowywać post o umiejętnościach generatywnych, i... popłynął w inną stronę. Po prostu, od pierwszych minut pisania, to co ułożyłem sobie wcześniej w głowie, zmieniło kierunek. Poczułem moc pióra (liczy się to także w przypadku elektronicznego pióra zwanego klawiaturą). Po chwili przestałem, i wróciłem by napisać ten post. Wiem że na tamten artykuł potrzebuję więcej czasu niż mam przy porannej kawie przed pracą. Urywam więc nagle, by nie powiedzieć więcej, a przez to stworzyć napięcie. Cliffhangery są podobno dobre. Pięknego dnia, i do zobaczenia!