Krople uderzają o posadzkę
Rozpędzone, toczą się po policzkach budynków
Jak łzy rozgoryczenia po długim lecie które odeszło z dnia na dzień
Przez okna zamiast słońca wkrada się cień
Rzucany przez drzewa najróżniejszych roczników
O, z jednego odpadł liść
Jeszcze prawie zielony
ułożył sie do snu wśród korzeni
Jego losu już nic nie zmieni
Nic do drzewa go nie przyklei
Tylko wiatr będzie go odwiedzał
I my, liście, będziemy mu szeleścić
Dopóki i nas zima życia nie utuli do snu
pod pierzyną wystygłych wspomnień
R.I.P., Przyjacielu