Rdza
Nie jest mdła
Smakuję ją
Jezyk przechodzi żelazem, zatęchłą krwią
Tak
Jak liście na wietrze
Chłonę powietrze
Utleniam się, pokrywając marchewkowym nalotem
Nie jestem samolotem
Tkwię
Jak słup wbity w szczyt góry
Przyciągam pioruny
Wznoszę się ku niebu, lecz
Zazdroszczę drzewu
Zieleni
Korzeni
Życia
Jestem na szczycie
Lecz cóż to za życie
Jeślijestembyłbym sam