Nocną ciszę przerwał trzask. Bartek sięgnął po siekierę, którą trzymał przy łożu. Czasy były niebezpieczne, wolał się zabezpieczyć. Cichcem podniósł się, i zaczaił.
Intruz uchylił drzwi, po czym wzdrygnął się, czując obecność kogoś innego. Zamach był jednak nie do zatrzymania. Gęsty, ciepły płyn przeszył powietrze, lądując na twarzy Bartka.
Jego myśli wystrzeliły, byle nie myśleć o dogorywającym ciele. Nostalia, w takim momencie! Kilka lat temu jego jedynaka zabrał okupant, i siłą wcielił do armii. Nic złego nie zrobił. Dba przecież o to, by syn miał do czego wrócić.
Pierwsze blaski świtu ukazały mu oczy jego syna, rozdzielone ścianą zimnego metalu.