Prawdziwi podróżnicy to ci tylko, którzy wyruszają, aby wyruszyć
Charles Baudelaire
Miałem kiedyś marzenie. Chciałem konno, podróżując wzdłuż brzegów rzek dojechać z wielkopolski nad Morze Bałtyckie. Spać pod gwiazdami w kociołku nad ogniskiem gotować zupę fasolową na kolację a rano parzyć sobie kawę w okopconym imbryku. Jechać bez pośpiechu, stępa, tak aby nacieszyć oczy widokami i kontemplować ten czas wędrówki. Pobyć trochę sam na sam ze sobą. Przemyśleć w spokoju kilka ważnych dla mnie spraw. Przeżyć nowe przygody, poznać nowych ludzi, odwiedzić nowe miejsca.
Chciałem poczuć choć namiastkę tego co Indianie z koczowniczych plemion przemierzający wraz ze stadami bizonów Wielkie Równiny Ameryki Północnej. Indianom odebrano tą wolność podróżowania. Biały człowiek przywłaszczył sobie ziemię, na której żyli. Przegrodził ją ogrodzeniami i ustanowił na nich prawo własności. Tych, którzy protestowali wymordował ogniem karabinów. Z innych uczynił zwierzynę łowną, za której mordowanie płacił papierowymi banknotami - 130 dolarów za skalp Indianina i 50 dolarów za skalp Indianki. Tych którzy przeżyli masakry, polowania i walki zapędził do jałowych rezerwatów gdzie choroby, głód i degeneracja niemal zniszczyły ducha dumnych niegdyś wojowników prerii.
Biali kontrolowali prawie każdy aspekt życia społecznego Indian. Od 1870 roku dzieci indiańskie miały być przymusowo edukowane w prowadzonych przez białych szkołach z internatami. Plemionom z Wielkich Równin zabroniono praktyk religijnych - Tańca Słońca. Opuszczenie rezerwatu karane było śmiercią. Prawa ustanowione przez rząd Stanów Zjednoczonych doprowadziły finalnie do wchłonięcia pozostałości wielkich niegdyś plemion i kiedy w 1924 roku Indianom nadano obywatelstwo amerykańskie był to koniec pierwotnych wspólnot plemiennych. Z czasem Indianie stali się amerykanami i choć część z nich spotyka się jeszcze na uroczystościach plemiennych by podtrzymywać tradycje swoich przodków to jest to już tylko cień dawnej, bogatej w obrzędy i tradycje, kultury rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej.
Nie dane mi było podróżować w duchu wolnych koczowników. Płoty prywatnych posiadłości, fabryk, rozbudowane miasta czy też sieć grodzonych dróg uniemożliwiały poruszanie się wzdłuż rzek. Stare trakty handlowe z wiekowych map, którymi chciałem się posiłkować w nawigacji w większości już nie istniały, w ich miejsce pojawiły się pola orne, budynki mieszkalne i ogrodzone działki. Prawo własności, prawo drogowe, prawo wodne, prawo leśne, prawo o zgromadzeniach, prawo pracy, prawo cywilne i wreszcie prawo międzynarodowe... To właśnie prawo a nie my sami tak naprawdę kontroluje każdy aspekt życia społecznego wyznaczając nam zasady, według których mamy żyć... a my wszyscy jesteśmy w potrzasku. Jesteśmy więźniami prawa.
Złamanie prawa oznacza karę... Nawet jeśli przejdziesz przez płot by tylko podążyć brzegiem rzeki.
Foto - Pixabay