Czy w miłosnym kochających się ludzi splocie… Czy w beztroskich promiskuityzmu okowach podniety… Czy w gwałtu przemocy na czarnej glebie pohańbienia… Jeśli tylko na grunt podatny trafi, wrośnie w Nią i z Niej pocznie kiełkować...
… Miłość Matczyna.
Najczystsza, choć najbardziej prymarna forma miłości, która w animalnym akcie jest zrodzona. Najszlachetniejsza, gdyż od chwili poczęcia pełna wyrzeczeń, trosk i poświęcenia. Najdoskonalsza, bo z porodu bólu w największym trudzie zrodzona. Najniewinniejsza, gdyż najgorsze postępki mogąca uświęcić. Miłość, która każdego dnia wraz z dziecięciem pieczołowicie jest pielęgnowana i do matczynej śmierci pełnooddańcza. A zwie się ona…
… Macierzyństwo.
To niezwykłe, jak, wraz z chwilą poczęcia, kobiece ciało może przemienić się w Świątynię Miłosnego Wyczekiwania. Jak od tej pory kobieta zaczyna myśleć już za dwoje i dbać o siebie, jak nigdy dotąd. Jak wszystko jest w stanie podporządkować tej nieprzybyłej jeszcze istocie i w tej trosce martwić się, czy wszystko z nią będzie dobrze.
Niezmiernie pięknie ów czas trwożnego wyczekiwania na dar narodzin przedstawił w swym wierszu Krzysztof Kamil Baczyński.
Noc zielona była, po dniu skwarnym
głębokość jej szumiała jakby liście czarne,
w których mleczny rdzeń wyrósł, i kroplami gwiazd
odmierzał się powoli nieostrożny czas.
Maria czekała cicho. I zdało się, płynął
świat ogromny w oddechu nieba jak otchłanie,
co wiało wielkim oknem na stół, na posłanie
białe i nie dotknięte. Czekała. W milczeniu
na piersi ręce kładła i wtedy się pienił
krwi jej rozgrzany napój i owoce mleczne
pęczniały jej pod dłonią, i czuła, jak bije
bolesna piąstka serca. I czuła, że żyje
łodyżka w niej maleńka, listeczkami dwoma
obejmująca miłość całą, jaką ona
i on zamknęli w sobie. I gdy rękę niżej
osunęła, poczuła, jak ją szorstko liże
płomienny język ciszy. Brzuch miała jak kroplę
ogromną, w rozłożystą misę biódr zamknięty.
W takiej ciszy słyszała, jak na godzin stopnie
pnie się w niej ten roślinny puch, twardnieje w orzech –
– to było dziecko małe, które wkołysali
ciepłym ciał swych pomrukiem jak szelestem morza
w jej pełnię i dojrzałość, która równa ziemi
ogarnęła i rosła rączkami drobnemi,
zarysem ust różowych, roślinką maleńką,
którą czuła pod lekko wyciągniętą ręką
i która dziś się spełni i wzejdzie człowiekiem
nad przymrużoną lekko ziemi złej powiekę,
żeby się stać czym? kwiatem, powłoką czy łzą?
(Wybór – Krzysztof Kamil Baczyński)
W rozrywającym ciało bólu i krzyku, w nieczystościach krwi i wód płodowych, zradza z siebie to, co najczystsze – niepokalane niczym nowe życie. A jej zwiotczałe z wymęczenia ciało w połogu staje się ołtarzem, na którym, wyszarpane spod serca, złożone zostaje jej Dziecię.
Jakaż piękna ta chwila, gdy ta drobina, co swym krzykiem uprzednią dźwięków zapaść rozdziera, staje się, wraz z Matką, tego misterium sprawcą. Jak cudnie jest patrzeć, gdy, zwęszywszy pełną życiodajnych soków pierś, Dziecię równie nagle milknie, by pozwolić Matce, w pierwszym tej chwili skupieniu, oddać na pokarm swoje własne ciało.
Jakżeż piękna Ona teraz się staje, gdy kołtun poszarpanych włosów do spoconego czoła się klei… Gdy bladością spieczonych ust i z wykrzyczenia zachrypłym głosem szepcze Dzieciątku, że je kocha… Gdy grymas uśmiechu w pocałunek tężeje i w najczulszy sposób na pulsującej główce ląduje…
Jakaż piękna i święta ta chwila, gdy matczyne łzy skraplają krwią splamione czółko, stając się pierwszym boleści obmyciem – chrztem Matki i Dziecka.
Macierzyństwo jest wyjątkowym darem, który namaszcza kobietę i jest w stanie uświęcać wszelkie niedoskonałości jej ludzkiej natury. Co więcej, nawet świadomie popełnianie uczynki, które zwykle uchodzą za nieetyczne i niemoralne, stają się usprawiedliwione, gdy kieruje nimi Matczyna Miłość.
Krzywoprzysięstwo uczyni Matkę niewinną, gdy przed sądem kłamiąc, zechce swe Dziecko od odpowiedzialności ustrzec.
Nierządem splamione Jej ciało uświęci, gdy w czas wojennej pogardy rzuconą, za puszkę z mięsem i kawałek chleba, oddawać będzie swe wdzięki, by Dziecię od głodu uchronić.
I, podobnie jak świętość, by stać się mogła samą sobą - ofiar wymaga, tak i Macierzyństwo naznaczone bywa smutkiem i cierpieniem. Lecz, jak świętość ofiarą się wypełnia, tak poświęcenie Macierzyństwo uszlachetnia i czyni je jeszcze potężniejszym.
Najdotkliwsze zaś rany w stygmaty miłości przemienia, gdy w bólu na wskroś Ją rozrywającym, przez własne Dziecię skrzywdzona, w szaleńczej miłości wszystko wybacza. I bezsilnie szlochając, po raz który (?), znów swe serce zszywa, by na nowo dla Dziecka zabiło i miłością na powrót się wypełniło.
Aż wreszcie, u kresu podróży, gdy do szpitalnego łoża igłami kroplówek przybita, Miłość Matczyna swą nieśmiertelną naturę objawia.
Starość balsamem młodości Jej uśmiech pokryje, gdy zwiotczałą dłonią, z już życiem zmęczonej twarzy Dziecka łzy zetrze, ostatni oddech mu oddając.
Bo, gdy zajrzysz przez jej oczy zamglone, dostrzeżesz, jak znów nad kołyską stoi i nucąc marzy Mu przyszłość.
Macierzyństwo jest darem najcenniejszym, jaki może spotkać kobietę i nic go zniszczyć nie zdoła.
Jedynie sama Matka, jeśli go się wyrzeknie, ale wówczas przestaje już być Matką.
Pragnę zgłosić mój tekst do konkursu #temaTYgodnia #50 jako nawiązanie do tematu trzeciego - Świadome macierzyństwo.