Wczoraj pierwszy raz od dwóch lat miałam okazję zagościć w Krakowie w towarzystwie . Byłam w Krakowie zaledwie kilka razy, ale i tak swoim urokiem i pięknem sprawia, że jest najbliższe mojemu sercu.
Na plantach spotkaliśmy spacerujących i
. Wspólna droga powiodła nas do Królestwa Bez Kresu (
). Długo czekałam na chwilę, w której będę mogła zagłębić się w tej kopalni perełek i wielości przedmiotów z minionej epoki – pachnących słodką wonią miejsc ze starociami, które uwielbiam.
KBK jest miejscem przepięknym. Przez stare okna wpadało ciepłe światło promieni słońca, zaglądało do nas i ocieplało serce swoją jasnością. Dotykało nią przedmiotów i zachęcało do robienia zdjęć.
Dużo było interesujących rozmów i mogłam nauczyć się gry w briszkota, choć zdecydowanie potrzeba mi jeszcze dużo praktyki, by móc być choć w połowie tak dobra, jak lub
.
Mój wzrok stale wodził między półkami w pełni zapełnionymi różnymi książkami, w tym także książkami bardzo starymi, które przyciągają mnie do siebie najbardziej.
Atmosfera była bardzo ciepła i przytulna. Siedząc na jednym z wygodnych, starych krzeseł chłonęłam detale, dźwięki ulicy wdzierające się przez okna – oczywiście tkwi w tym ogrom uroku, gdy świat zewnętrzny żyje gdzieś tam za oknami i słychać jakby z oddali rozmowy przechodzących obok ludzi, gdy po drugiej stronie znajduje się świat, w moim odczuciu, tak inny od tamtego. Chłonęłam to wszystko i rosło we mnie poczucie, jakby czas stanął w miejscu i nie ma się chęci na popchnięcie do przodu tej wskazówki zegara, bo tak jest dobrze. Otulił mnie spokój i przytulność.
Piękne to było.
Mogliśmy skosztować gorącej pitnej czekolady i przy tym zajadać się babeczkami, które upiekłam poprzedniego dnia. Mimo moich obaw na szczęście wszystkim smakowały.
Dzielę się garstką zdjęć, które mogłam tam zrobić!
Mam nadzieję być częstszą bywalczynią KBK, powracać i odkrywać za każdy razem to miejsce na nowo. Cieszę się ogromnie, że istnieją takie miejsca, które zdają się być osobnym światem – takim światem, w którym chce się być i odkrywać go.