Świat jest piękny, a małe rzeczy cieszą czasem na równi z tymi wielkimi, najważniejszymi.
Poczułem się dziś jakby był 1918 rok.
Wracając do domu wstąpiłem do sklepu. Biorę koszyk i widzę, że za mną weszła taka mała dziewczynka - blond warkoczyki, okularki, różowa sukieneczka, sandałki. Ma może kilka lat, sięga mi trochę powyżej pasa. Uśmiecha się. Odchyliłem matalową bramkę, przepuściłem przodem jak dorosłą.
-Dziękuję bardzo.
-Proszę bardzo.
Łażę po sklepie, szukam oleju. Wchodzę między jakieś dwa regały, a ona tam stoi.
-Przepraszam, czy może mi pan zdjąć to pudełko, bo dla mnie za wysoko? - i pokazuje coś wyciągniętym w górę palcem.
-Babeczki?
-Tak.
-Te?
-Nie, te wyżej.
-Oczywiście, trzymaj, proszę.
-Dziękuję bardzo.
Uśmiechnęła się, obróciła na pięcie i poleciała do kasy. A ja się tam sfajdałem pod tym regałem z zachwytu. Jeeeeezu, jakbym spotkał jej rodziców, to bym wyszedł na chorego psychicznie, bo bym ich na środku ulicy wyściskał!
Jak wyszedłem ze sklepu, to słońce świeciło już tylko dla mnie, a ptaki siedzące na pobliskim drzewie odgwizdały zamówioną, skomponowaną specjalnie dla mnie, dedykowaną melodyjkę.
Wiem, wiem, nic ciekawego. Żadna to opowieść, nic zaskakującego, nic śmiesznego, nuda, zero akcji, pomyślicie.
I wiecie co? Mam to gdzieś.
Dzisiaj świat jest piękny.