Jest sobie na Twitterze taki pan, nazywa się Patrick S. Tomlison. Jeśli o nim nie słyszeliście, to jest on amerykańskim pisarzem s-f (nie znalazłem nic w polskich księgarniach, na zachodzie wydał cykl Children of a Dead Earth, czy książkę Gate Crashers), blogerem i komikiem.
W październiku 2017 na swoim profilu, napisął serię Tweetów, które w dość przewrotny sposób obalają argument proliferów (przeciwników aborcji) brzmiący - "życie zaczyna się od poczęcia".
Przytoczę Wam ten tekścik.
Za każdym razem, gdy wychodzi temat aborcji, stawiam pytanie, które zadaję od dziesięciu lat. W ciągu tego czasu, nikt nie dopowiedział na to pytanie SZCZERZE.
To prosty scenariusz z dwoma wynikami. Nikt nigdy nie chce wybrać żadnego z nich, ponieważ prawidłowa odpowiedź niszczy ich argument. A ISTNIEJE prawidłowa odpowiedź, dlatego tłum proliferów nienawidzi tego pytania.
Oto on. Jesteś w klinice płodności. Czemu - to nie istotne. Włącza się alarm pożarowy. Biegniesz do wyjścia. Gdy biegniesz korytarzem, słyszysz krzyczące dziecko zza drzwi. Otwierasz je i widzisz pięcioletnie dziecko błagające o pomoc.
Jest ono w jednym z rogów pokoju. W drugim znajduje się zamrożony pojemnik z etykietą "1000 prawidłowych ludzkich embrionów". Dym jest coraz większy. Zaczynasz się dusić. Wiesz, że możesz złapać jedno albo drugie, ale nie oba, zanim nie nawdychasz się dymu i umrzesz, nie ratując nikogo.
Możesz - A) uratować dziecko, lub B) uratować 1000 embrionów? Nie ma opcji "C". Opcja "C" oznacza, że umierasz.
Teraz przestańcie czytać i zastanówcie się nad dwoma rzeczami - jakie jest Wasze stanowisko w kwestii aborcji, oraz jaką decyzję byście podjęli w tej sytuacji. Dam Wam kilka minut. Odpowiedzi wpiszcie w komentarzach.
...
Lecimy dalej z tekstem Patricka.
W ciągu dekady kłótni z anty-aborcjonistami o definicję ludzkiego życia, nigdy nie dostałem jasnej odpowiedzi A lub B. I nigdy nie dostanę.
Oni nigdy nie odpowiedzą uczciwie, ponieważ instynktownie rozumieją, ze właściwą odpowiedzią jest "A". Ludzkie dziecko ma większą wartość niż tysiąc embrionów. Czy dziesięć tysięcy. Czy milion. Ponieważ nie są tym samym, nie są moralnie, etycznie czy biologicznie.
To pytanie całkowicie niszczy ich argumenty, a odmowa odpowiedzi potwierdza, że wiedzą, że to prawda.
Nikt, nigdzie, nie wierzy w to, że embrion jest tym samym co dziecko. Taka osoba nie istnieje. Po prostu kłamią.
Kłamią, żeby wywołać emocjonalną odpowiedź, rodzicielską odpowiedź, używając ekwiwokacji.
Nikt nie wierzy, ze życie zaczyna się w momencie poczęcia. Nikt nie wierzy, ze embriony to noworodki czy dzieci. Ci którzy tak twierdzą próbują. Tobą manipulować żeby mogli kontrolować kobiety.
Nie pozwól im na to. Użyj tego pytania, żeby ich złapać. Pokaż kim naprawdę są. Domagaj się odpowiedzi, a gdy nie chcą tego robić, walnij w nich patriarchatem (w oryginale "big ol' Scarlet P of Patriarchy"). Koniec.
Pomijając ostatnie zdanie, wyraźnie nawiązujące do retoryki feministycznej, trudno się nie zgodzić z tym tokiem rozumowania. Ale ostateczną ocenę pozostawię Wam. Macie argumenty za albo przeciwko takiemu postawieniu sprawy? Dajcie znać w komentarzach. Pogadamy!